Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 maja 2022

Albo kochasz albo nienawidzisz - wokaliści o oryginalnej "manierze"

 Nie jest tajemnicą, że dla milionów fanów muzyki wokal jest najważniejszą jej częścią. Nie raz to właśnie głos wokalisty decyduje czy zagłębimy się głębiej w twórczość danego wykonawcy, czy kupimy jego płytę albo czy przypadkiem słysząc gdzieś jego utwór będziemy z przyjemnością go słuchać, czy raczej opuścimy w miarę możliwości miejsce, w którym go słyszymy. W tym artykule przybliżę pokrótce sylwetki kilkoro śpiewaków, których specyficzny styl śpiewania wywołuje skrajne emocje.

1. Krzysztof Cugowski

To na początek coś z krajowego podwórka. Pana Krzysztofa raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Pierwszy i najbardziej znany wokalista legendarnej Budki Suflera, mężczyzna o potężnym głosie, który na koncertach wzbudzał ciarki na plecach fanów no i przede wszystkim facet, którego głosu i sposobu śpiewania nie da się z nikim pomylić. Jest wielu wokalistów o "charakterystycznych głosach", którzy mimo swojej oryginalnej barwy mają swoich głosowych "sobowtórów", ale nie kojarzę, żebym kiedykolwiek słyszał głos choćby zbliżony do tego należącego do Cugowskiego seniora- Igor Kwiatkowski występujący dawniej w kabarecie Paranienormalni, może być tutaj jedynym wyjątkiem, chociaż i jego naśladownictwo łatwo odróżnić od "pierwowzoru". Powyższy przykład jeszcze nie jest taki skrajny, Krzysztof Cugowski w naszym kraju cieszy się głównie z uwielbieniem, a głosy krytyki dotyczące jego umiejętności wokalnych są bardzo rzadkie, nie mniej takie istnieją. 

Może i ten konkretny przykład pasuje przede wszystkim do pierwszej części tytułu artykułu, ale ciężko o wokalistę obdarzonego bardziej specyficznym stylem śpiewania w naszym kraju...no dobra, jest jeden, a właściwie-jedna...

2. Kora

Do Olgi Jackowskiej mam szczególną słabość jeśli chodzi o polskie kobiece wokale. Wróć. Jeśli chodzi w ogóle o kobiece wokale. Dawna wokalistka Maanam była postacią wyjątkową. Niesamowita klasa i skromność, urzekające, poetyckie teksty i przede wszystkim świetny głos, którego nie sposób pomylić z żadną inną wokalistką sprawiają, że Korę cenie nawet wyżej od uwielbianej dawniej (i wciąż z resztą bardzo lubianej) Kasi Nosowskiej z Hey. Pamiętam jak za dzieciaka po raz pierwszy usłyszałem "Szare miraże" i mniej więcej w tym samym czasie "Cykady na Cykladach"- natychmiast Maanam dołączył do grona moich ulubionych wykonawców, którymi byli w tamtym czasie wspomniane Hey, Wilki oraz... Łzy i ich Troje. Hey i Wilki co jakiś czas słucham do tej pory, chociaż tylko wybrane albumy, łzy jedynie pojedyncze utwory z sentymentu a Ich Troje wcale, za to Maanam po latach doceniam jeszcze bardziej, m.in. właśnie ze względu na oryginalny, nieco teatralny styl Pani Olgi.

Kora mimo sporego kultu jakim przez te wszystkie lata obrosła (szczególnie po swojej śmierci- smutny wniosek ale jakże prawdziwy), wciąż wywołuje bardzo mieszane emocje. Dla wielu osób Maanam instrumentalnie jest świetny, ale nie potrafią słuchać tych utworów ze względu na odpychający ich głos Jackowskiej. No cóż, wolę oryginalny i może odrzucający wokal Kory niż milionowego wyjca ryczącego na autotune o tym, ile ma hajsu albo, że niezobowiązująco i przelotnie współżyje w klubowej wygódce z nowo poznaną dziewczyną o niskiej moralności- kwestia gustu.

3. Ronnie James Dio

Teoretycznie mógłbym tu podać także Bruce'a Dickinsona, ale zdecydowałem się na dawnego frontmana Rainbow, Black Sabbath i Dio. Czemu? Bo Dio wg mnie śpiewał w jeszcze bardziej ekspresyjny sposób niż Dickinson i wywołuje jeszcze bardziej skrajne emocje. W metalowym świecie obaj panowie są zwykle kochani i uznawani za absolutną czołówkę heavy metalowych wokalistów. Gorzej wygląda ich opinia wśród słuchaczy innych gatunków, którzy to powyższej dwójce zarzucają zbyt irytującą manierę, a w przypadku bohatera tej części artykułu zbytnią ekspresję. I to właśnie Ronnie uznawany jest za tego bardziej irytującego. Nie przypadkowe może być tu pochodzenie amerykańskiego wokalisty. Otóż babka Dio była Włoszką, a ten naród oprócz potraw, zabytków i malarstwa znany jest właśnie z temperamentu, a co za tym idzie nadto emocjonalnym wyrażaniem siebie, np w śpiewie. Niektórych w twórczości Amerykanina może odrzucić coś jeszcze, a mianowicie jego zamiłowanie do kiczu, co szczególnie słychać w działalności nazwanego od nazwiska muzyka Dio. Sam już bardzo rzadko wracam do twórczości tej grupy, bo o ile głos Dio wciąż mi nie przeszkadza, to banalne aranżacje odrzucają mnie od zbyt długiego obcowania z tą muzyką.

4. King Diamond

Skoro już rozpocząłem temat metalowych wokalistów, to pociągnę temat dalej. Lider Mercyful fade oraz nazwanego na cześć wokalisty King Diamond słynie występowania w makijażu zwanym corpse paint (był zresztą jednym z pierwszych zaraz po muzykach KISS oraz Alice Cooperze, który stosował ten sposób ekspresji) oraz licznych partii śpiewanych falsetem. Dla kogoś słyszącego utwory tych dwóch grup może być to bariera nie do przejścia, ale warto spróbować ją przełamać, bo instrumentalnie jest to ciężki heavy metal pierwszej klasy, a dla fanów cięższych odmian metalu punkt obowiązkowy, aby przekonać się jak to się właściwie zaczęło. Bo to właśnie Mercyful Fade jest jednym z pionierów Black Metalu. I może nie brzmi jak Behemoth czy norweskie grupy blackmetalowe, ale razem z Brytyjczykami z Venom, grupa Kinga Diamonda wyznaczyła kierunek w jakim zaczęli po podążać np Mayhem, Burzum czy Bathory- jednak zaznaczam, muzyce grupy wciąż bliżej do Iron Maiden niż wyżej wymienionych zespołów, a wpływ jaki na te Diamond wywołał objawiały się głównie w wizerunku i tekstach. Muzycznie objawiało się to raczej w zaostrzeniu brzmienia i wirtuozerskich umiejętnościach instrumentalistów, których często nie można odmówić muzykom Black i deathmetalowym.

5. Peter Hammil

Rock progresywny posiada często dwa elementy, które skutecznie odstraszają laików. Pierwszy to zbyteczny monumentalizm i kicz niektórych twórców, a drugi to specyficzny styl śpiewania wokalistów. I tu mógłbym przywołać Jona Andersona z Yes albo Petera Gabriela z Genesis, ale to Peter Hammil z Van der Graaf Generator moim zdaniem jest "najtrudniejszy" z wokalistów występujących w czołowych zespołach tego nurtu. Jeśli komuś nie przypadł do gustu teatralny śpiew Gabriela, to na pewno nie podejdzie mu Peter Hammil. To wokalista o jeszcze bardziej specyficznej manierze, brzmiącej momentami jakby brytyjski muzyk udzielał głosu do musicalu a nie płyty, mimo wszystko, rockowej. Podobnie jak w przypadku Dio nie tylko wokal może odrzucić od bliższego zapoznania się z twórczością artysty, ale i ogólna stylistyka jego muzyki. O ile w Dio odstrasza przede wszystkim kicz, to w przypadku Van der Graaf Generator i solowej twórczości Hammila nie wprawione ucho będzie odstraszała złożoność kompozycji z licznymi wpływami m.in. jazzu. Zanim jednak od razu porwiemy się na tę muzykę, warto wcześniej spróbować przekonać się do głosu Petera Gabriela- zawsze to mniejszy szok 😉

6. Captain Beefheart

Captain Beefheart to postać bardzo ciekawa zarówno ze względu na życiorys jak i twórczość, przez co można porównać go do jego przyjaciela Franka Zappy. Muzycznie, tak jak i gitarzysta, Beefheart uwielbiał eksperymenty i niecodzienne, awangardowe rozwiązania, więc ponownie nie tylko śpiew lidera może odpychać słuchaczy. A jaki ten śpiew jest? No...dziwny. I ciężki do sklasyfikowania. Raz brzmi "szczekająco" jak słynny Howlin' Wolf, raz śpiewa nisko jakby pod Leonarda Cohena, ale i w takim przypadku brzmi to trochę jak wygłup wokalisty. W innym natomiast przypadku jego śpiew będzie się dziwnie kojarzył z jakimś kozłem czy baranem, żeby w innym utworze zaśpiewać naprawdę ładnie. Człowiek niezwykle nieobliczalny, ale interesujący i warto spróbować zapoznać się z jego twórczością.

7. Chris Farlowe

Chris Farlowe jest znany przede wszystkim z jazz rockowego Colloseum. Niektórzy mogą go kojarzyć także z hard rockowej grupy Atomic Rooster, z którą nagrał jeden album albo  cieszącymi się sporą popularnością przeróbkami Rolling Stonesów w jego wykonaniu. Jest to chyba jedyny głos w tym artykule, który ma więcej przeciwników niż sprzymierzeńców, właściwie to sam niezbyt przepadam za wokalem Farlowe'a, ale też nie odrzuca mnie jakoś bardzo mocno. Chyba po zaakceptowaniu takich specyficznych głosów jak te Osbourne'a, Hammila, Mustaine'a czy Kinga Diamonda już niewiele jest w stanie mnie odstraszyć. Prawdą jest jednak, że Chriss Farlowe to dla mnie najsłabszy element ostatnich płyt Colloseum przed rozpadem na początku lat 70. Przyznać muszę jednak, że na koncertówce "Colloseum Live" nie wypada tragicznie i jego głos posiada sporo energii, tyle, że i tak często śpiewa w teatralny sposób. Na szczęście więcej dobrego grupa nagrała bez udziału Farlowe'a, więc nie jesteśmy zmuszeni obcować z tym wokalistą za dużo... no ale "Live" wypada jednak posłuchać, więc trzeba jakoś go znieść.

8. Lane Staley

Długo się zastanawiałem czy w tym zestawieniu jest miejsce dla dawnego lidera Alice in Chains, aż w końcu uznałem, że jak najbardziej jest. Ale żeby ostatecznie zadecydować o dopisaniu Staleya do listy musiałem sobie przypomnieć moje początki z jego zespołem. Jak większość dzieciaków słuchających rocka przeżywałem fascynację Nirvaną i jak każdy z dzieciaków chcących poznać coś podobnego trafiłem w końcu na określenie "Wielka czwórka Seattle". Pearl Jam weszło natychmiast, Soundgarden właściwie też, aż w końcu przyszła kolej na ostatniego reprezentanta wspomnianej czwórki- Alice in Chains. Włączyłem jeden z ich utworów (już nie pamiętam dokładnie, ale bardzo możliwe, że był to "Rooster") i... odpuściłem sobie. Po pierwsze kawałek był zbyt anemiczny (w tamtym czasie powiedziałbym nudny), a po drugie ten głos. Ten facet brzmi jakby mu się nie chciało, czemu taki sztywniak śpiewa w rockowym zespole? No cóż, młody byłem i głupi, a po kilku latach wróciłem do twórczości zespołu i obecnie jest moją ulubioną grupą reprezentującą grunge, a sam Staley jest moim ulubionym wokalistą z tej czwórki (ex aequo z Chrisem Cornellem z Soundgarden). Szczerze mówiąc nie bardzo się orientuje czy wiele osób ma problem z tym akurat wokalistą czy byłem jednym z niezbyt licznych wyjątków, bo w miejscach gdzie pojawia się temat Alice in Chains zwykle znajdziemy same zachwyty nad grupą i głosem Layne'a, a równocześnie nie jest to obecnie aż tak popularna grupa, żeby usłyszeć opinie o niej od znajomych albo nawet przypadkiem w rozmowie dwóch obcych ludzi. No ale ze względu na rozpoznawalny głos i na własną historię, zdecydowałem ostatecznie umieścić zmarłego zbyt wcześnie śpiewaka w tym średnio zaszczytnym zestawieniu.

9. Arthur Brown

Pisząc o Kingu Diamondzie wspomniałem o corpse paint i o tym, że był jednym z pierwszych, ale prawdopodobnie absolutnym pionierem malowania twarzy na czarno-biało na koncerty był właśnie Arthur Brown- człowiek którego wizerunek, zachowanie i styl śpiewania wywarł ogromny wpływ na niezliczoną ilość (często zupełnie różnych) wokalistów. Przykłady? Proszę bardzo: Alice Cooper, King Diamond, zespół KISS, Marilyn Manson, Bruce Dickinson, Peter Gabriel, Ian Gillan, ktoś tam by się jeszcze znalazł. Lider psychodelicznego The Crazy World of Arthur Brown to jeden z najbardziej oryginalnych i największych showmanów w historii muzyki. Czytając relacje lub oglądając stare nagrania z jego występów zaczynamy rozumieć chociażby skąd u Dickinsona takie sceniczne ADHD, albo skąd wziął się taki a nie inny styl śpiewu Gillana. Muzyka jego zespołu może nie jest wybitna (chociaż fanom rocka psychodelicznego mogę polecić), ale postać lidera jak najbardziej warta uwagi.


Aż by się prosiło żeby całe zestawienie poszerzyć o jeszcze jedno nazwisko aby osiągnąć "magiczną" 10, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu, chociaż mam w głowie jeszcze kilka nazwisk.

Może kogoś pominąłem? Może kogoś ciekawego w ogóle nie znam? Chętnie poznam opinię innych, a być może z czasem lista będzie nieco bogatsza.

niedziela, 15 maja 2022

Bez głównej gwiazdy- czy utrata kluczowego muzyka zawsze jest taka zła ?

Odejście lub śmierć wokalisty/gitarzysty/ głównego kompozytora to zawsze ogromny cios dla zespołu. Czasami zdarza się nawet, że jeden człowiek łączy w zespole wszystkie te trzy funkcje. Pozostali muzycy mają wtedy nie mały ból głowy co powinni zrobić. Wiele zespołów po utracie ważnego członka rozpada się. Takimi grupami były Led Zeppelin, Nirvana, Soundgarden, Joy Division czy Dio, żeby wymienić tylko te najbardziej znane. Wiele grup natomiast postanowiła kontynuować karierę pod starym szyldem zastępując kolegę nowym muzykiem lub dzieląc jego obowiązki między siebie - z lepszym lub gorszym (w większości) skutkiem. W tym krótkim zestawieniu opiszę kilka grup muzycznych, które po stracie lidera dalej potrafiły nagrać płyty na wysokim poziomie.

1. Black Sabbath

Na początek zespół, który nawet po odejściu swojego lidera (w tym przypadku wokalisty Ozziego Osbourne'a) cieszył się ogromnym zainteresowaniem z każdą kolejną premierą nowych albumów. Właściwie nic dziwnego, bo pierwszym następcą księcia ciemności był znany już wówczas bardzo dobrze w hardrockowym świecie Ronnie James Dio, który popularność zdobył przede wszystkim w Rainbow- grupie założonej przez Ritchiego Blackmore'a po jego pierwszym odejściu z Deep Purple, która mocno przyczyniła się do powstania heavy metalu. Wraz z przybyciem amerykańskiego wokalisty, Black Sabbath zmienił swoją stylistykę idąc bardziej w kierunku coraz bardziej popularnego metalu. I tym samym nagrywając jedne z najwybitniejszych płyt w tymże gatunku. A przynajmniej do tego grona można zaliczyć pierwszy album z nowym śpiewakiem- "Heaven and hell". Ale także kolejny "Mob rules" trzymał bardzo wysoki poziom i we wszelkich rankingach pomijany jest chyba tylko i wyłącznie przez brak takiego arcydzieła jak utwór tytułowy z poprzednika. Już mniejszym zainteresowaniem cieszą się kolejne pozycje z dyskografii grupy. Zarówno trzeci album z Dio, który wrócił do zespołu po około dekadzie aby nagrać dobry, ale znacznie ustępujący poziomem dwóm wcześniejszym płytom z Amerykaninem "Dehumanizer", jak i płyty nagrane z Tonym Martinem oraz Ianem Gillanem nie są zbyt znane i lubiane, nawet wśród fanów grupy. A szkoda, bo szczególnie jedyna płyta nagrana z wokalistą Deep Purple jest naprawdę świetna. Może nie powala swoją produkcją, ale kompozycje znajdujące się na "Born Again" należą do czołówki wszystkich wydanych nagrań w historii zespołu. Warto wspomnieć też o niezłej ale bardzo nierównej płycie nagranej pod dziwnym szyldem Black Sabbath featuring Tony Iommi- "Seventh star". Tu z kolei jedynym członkiem zespołu jest gitarzysta grupy wspomagany mniej znanymi muzykami. Jedynie Glenn Hughes z tego składu jest znany szerszej publiczności za sprawą występów przede wszystkim w Deep Purple. Niektórzy mogą kojarzyć go też z grupy Trapeze.

Warte szczególnej uwagi:

  • Heaven and hell
  • Mob rules
  • Born Again
2. Deep Purple

Nazwa tego zespołu pojawiła się kilkukrotnie przy nazwie poprzedniego zespołu. Grupa słynie z tego, że oprócz bycia jednym z największych przedstawicieli hard rocka i legendą muzyki rockowej, miał spory problem z ustabilizowaniem składu. W tym przypadku skupię się na historii grupy po rozpadzie tego najbardziej znanego składu, który powstał dopiero po wydaniu trzech albumów przez zespół. Mark II jak nazywany jest skład najbardziej znany i który stworzył najwięcej kultowych płyt w historii zespołu, rozpadał się w sumie aż trzy razy. Szczególnie pierwszy rozpad był bardzo pozytywny jeśli wziąć pod uwagę co grupa stworzyła między odejściem Iana Gillana i Rogera Glovera w 1973 roku, a reaktywacją grupy w 1984. To właśnie wtedy wraz nieznanym jeszcze Davidem Coverdalem do legendarnego zespołu dołączył Glenn Hughes solidnie mieszając w stylistyce grupy - z jak najbardziej pozytywnym skutkiem. Album "Burn" nagrany w tym składzie to jedno z największych dzieł w historii Deep Purple. Słabiej wypada kolejny "Stormbringer", za to następny "Come Taste the band" nagrany w jeszcze nieco innym składzie (Ritchiego Blackmore'a zastąpił Tommy Bolin) to już krążek, który poziomem wg mnie nie ustępuje znacząco nawet kultowym "In rock" i "Machine Head". Po kolejnym rozpadzie Mark II (i potem jeszcze jednym) zespół już nie wniósł się na takie wyżyny. Jako tako wypada jeszcze "Purpendicular" i "Now what?!", ale są to pozycję które nie zachwycają.

Warte szczególnej uwagi:

  • Burn
  • Stormbringer
  • Come Taste the band
3. Iron Maiden

Bruce Dickinson wprawdzie nie był oryginalnym wokalistą metalowej legendy, ale jest zdecydowanie tym, który z grupą jest najbardziej kojarzony. O ile odejście Adriana Smitha jakiś czas wcześniej fani zespołu przełknęli, tak z odejściem tego charyzmatycznego wokalisty wielu z nich nie mogło się pogodzić, nie dając nawet szansy nowemu wokaliście- Blaze'owi Baileyowi. Na szczęście dla fanów, Bruce w 2000 roku zaszczycił swoim głosem świetny "Brave new world" i zaszczyca nas nim do dziś, ale trzeba przyznać, że Bailey nie wypadł tak tragicznie jak się mówi. To prawda, że Blaze nie dysponuje takimi umiejętnościami jak jego poprzednik, ale mnie jego głos odpowiada. Może Dickinson wypadłby na tych albumach lepiej? Ale może niekoniecznie? Ważne przede wszystkim, że grupa, a właściwie Steve Harris nie wypadł z kompozytorskiej formy i (szczególnie na "the X Factor") serwuje nam solidną dawkę świetnego heavy metalu. Chyba żadna z licznych płyt zespołu nie posiadała takiego genialnego klimatu jak pierwszy krążek z Baileyem, ale i na kolejnym "Virtual XI" znajdziemy sporo dobrego. Cieszy fakt, że przynajmniej "the X Factor" po latach zaczyna być należycie doceniany przez słuchaczy.

Warte szczególnej uwagi:

  • The X Factor
4. Genesis

W długiej karierze progrockowej legendy wyróżnić można przede wszystkim dwa okresy: erę Petera Gabriela, gdy zespół zachwycał oryginalnością i poszerzeniem granic rocka oraz erę Phila Collinsa, gdy zespół poszedł w czysto pop rockowym kierunku. Który okres lepszy, tego nie powiem- kwestia upodobań. Ja lubię je chyba po równo. Zarówno w swoich progresywnym okresie jak i tym popowym zespół zachwycał świetnymi kompozycjami jak i potrafił nagrać jakieś okropieństwo. W przeciwieństwie do wielu innych rockowych wykonawców, którzy po latach zaczęli zmierzać w coraz bardziej komercyjnym kierunku, Genesis w tej stylistyce wypadał nadzwyczaj dobrze. Może czasem popadały w banał jak w "Jezus, he knows me" (który na marginesie był pierwszym utworem Genesis jaki poznałem- wtedy mnie zachwycił, teraz też nie wydaje mi się jakoś bardzo zły, ale zachwyt minął), ale znajdziemy w tym okresie również świetne "Land of Confusion" czy "Home by the Sea".

Warte szczególnej uwagi:

  • Duke
  • Invisible touch
5. Three days grace

To tak na koniec mały sentyment. Three Days Grace to zespół wykonujący metal alternatywny, którym mocno zachwycałem się przez wiele lat od późniejszej podstawówki, przez gimnazjum, aż do technikum. Teraz gdy wracam do twórczości grupy, może nie zachwyca, ale z sentymentem ciężko wygrać i fajnie wrócić do hitów z przed lat. Pamiętam jakim ciosem było dla mnie odejście z zespołu lidera TDG, Adama Gontiera. Początkowo nie mogłem się przekonać do nowego krzykacza- Matta Walsta dysponującego zupełnie innym głosem niż poprzednik. W związku z tym zespół znacząco zmienił stylistykę. Odszedł od melodyjnych piosenek określanych czasami jako emo metal, aby swojej muzyce dodać solidnej dawki elektroniki. Nie jest to może Rammstein, ale skojarzenie z takim Robem Zombie są jak najbardziej usprawiedliwione. Pierwszy album z nowym wokalistą -"Human"- trochę mnie zawiódł. Było tam parę wpadających w ucho numerów, ale brakowało takich udanych kawałków jak "Animal i Have become", "Break" czy "Someone who cares". Ostatecznie przestałem się interesować losem grupy...aż do niedawna kiedy na YouTube pokazała mi się zapowiedź nadchodzącego albumu (teraz już wydanego- w zeszłym tygodniu)- "So called life". Muszę przyznać, że numer nieźle naostrzył mój apetyt na nowy krążek. W prawdzie zespół nie prezentuje tu czegoś nadzwyczajnego, ale osobie wychowanej na tak zwanym metalu alternatywnym numer może się spodobać. W międzyczasie zapoznałem się z albumem "Outsider", który grupa wydała kilka lat temu i może nie jest to płyta wybitna, ale może się podobać. No ale 3DG nigdy nie było zespołem wybitnym, jedynie dobrym w swojej stylistyce, czyli w mocniejszym ale wciąż komercyjnym graniu, toteż nie nastawiałem się na arcydzieło. Właśnie dziś zabrałem się za najnowszy "Explosions" i tu również znalazłem kilka fajnych numerów. Grupa raczej nie przypadnie do gustu osobom z co najmniej trójką z przodu (chociaż kto wie), ale osobom urodzonym na przełomie dwóch tysiącleci, którzy słuchali tego typu muzyki w latach nastoletnich i prawie nastoletnich, zapoznanie się z ich twórczością będzie fajnym powrotem do tamtych lat.

Warte uwagi:

  • Outsider
  • Explosions
Początkowo brałem pod uwagę również paru innych wykonawców, którzy po utracie swoich liderów kontynuowali swoją działalność, ostatecznie jednak zdecydowałem się na powyższą piątkę, że względu na to, że te zespoły postanowiły coś zmienić w swojej muzyce, a nie korzystali bez końca z tych samych schematów (może najmniej się ta zmiana tyczy Iron Maiden). Ale mogę wymienić parę nazw zespołów, które warto sprawdzić co stworzyły po stracie swoich raczej wiadomych członków:

  • Alice in chains
  • The Doors
  • Dżem
  • Uriah heep
  • Turbo
  • Savatage
I ostatni zespół, któremu jednak poświęcę troszkę uwagi- King Crimson. Z tym zespołem miałem niemały problem czy go tu umieszczać. Wiadomo, że najważniejszym i jedynym stałym członkiem zespołu jest Robert Fripp, ale ciężko nie mówić o stracie ważnego członka, gdy z grupy odchodzą takie persony jak choćby Greg Lake. Co prawda, każda gwiazda zostaje tam zastąpiona kolejną, ale to dalej strata ważnego muzyka. A mimo to, zespół za każdym razem tworzy coś niesamowitego, coś nieosiągalnego dla innych grup muzycznych. A więc co polecić po rozpadzie pierwszego składu, który wydał najpopularniejszy w dyskografii grupy debiut? Wszystko 😉

niedziela, 8 maja 2022

Gdzie szukać nowej muzyki?

 W życiu każdego słuchacza w końcu pojawia się moment, gdy ma się ochotę poznać nowych twórców, nowe gatunki czy wykonawców o zbliżonej stylistyce do wykonawcy, którym się w danym czasie zachwycamy. Skąd czerpać informacje o nowej muzyce? Gdzie znaleźć przedstawicieli i albumy warte uwagi lub zbliżone muzycznie do naszych idoli? Gdzie ich słuchać? Na te często zadawane w myślach przez fanów muzyki pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

1. Blogi/portale muzyczne

To właściwie studnia bez dna. Wszelakich blogów czy serwisów piszących recenzje lub artykuły na temat muzyki, w internecie znajdziemy tysiące. Fan każdego możliwego rodzaju muzyki z pewnością znajdzie coś dla siebie. Jesteś fanem metalu? Po wpisaniu tak prostego hasła jak "blog o muzyce metalowej" w google, będziesz mógł przebierać w setkach stron dotyczących tego gatunku od heavy metalu, do tych bardziej ekstremalnych form w rodzaju death i Black metalu. Słuchasz przede wszystkim rapu? Proszę bardzo, do wyboru do koloru, od polskiego podziemia, po mainstreamowy newschool ze Stanów. Fakt, czasami trzeba trochę pogrzebać w dalszych stronach wyszukiwarki żeby znaleźć coś co nas interesuje, szczególnie jeśli szukamy muzyki mniej oczywistej. Bo o ile blogerów zajmujących się niszą metalową, hip hopową, popową, rockową czy klubową elektroniką jest masa, tak bluesa, folku, awangardy czy progresywnej elektroniki czasami musimy się dłużej naszukać.

2. Wikipedia

To propozycja przede wszystkim dla osób, które poznają dany gatunek lub trafiły na interesującego twórcę. W tej pierwszej sytuacji, niemal zawsze Wikipedia oferuje nam całe listy przedstawicieli danego stylu albo przynajmniej prekursorów i najbardziej znanych wykonawców. W tym drugim przypadku zwykle możemy znaleźć podobnych wykonawców jako "powiązania" lub w proponowanych artykułach.

3. YouTube

Chyba najbardziej oczywiste miejsce do poznawania nowej muzyki, która w tym serwisie atakuje nas ze wszystkich stron, począwszy od karty na czasie jeśli chcemy wiedzieć co w danej chwili jest popularne (tego akurat nie polecam biorąc pod uwagę jakie okropieństwa zgarniają tysiące a nawet miliony wyświetleń na serwisie w ostatnich latach), przez playlisty tworzone przez internautów pasjonujących się danym gatunkiem i te playlisty które tworzy sam komputer biorąc pod uwagę co słuchaliśmy do tej pory, po propozycje pod utworami, których aktualnie słuchamy. W ten ostatni sposób poznałem np. blues/hard rockową grupę Toad, gdy akurat słuchałem Lucifer friend czy niemiecką heavy metalową grupę Warlock, gdy próbowałem zgłębić twórczość Praying mandis- mniej znanego przedstawiciela NWOBHM.

4. Serwisy streamingowe

Spotify, tidal, empik music, Apple music czy Deezer to najpopularniejsze z tego typu serwisów. Zasada poznawania nowych twórców działa podobnie jak YT- tutaj także playlisty z propozycjami wartych uwagi utworów proponuje nam zarówno system jak i inni użytkownicy. Różnica w porównaniu z YT jest taka, że te serwisy są płatne, ale zawsze oferują darmowy okres próbny abyśmy mogli zapoznać się z zasadą działania danego serwisu. Od siebie jednak polecam darmowe aplikacje dostępne w sklepie Play specjalizujące się zwykle w jednym gatunku.

Darmowe aplikacje na androida, które warto poznać

W większości przypadków, aplikacje znajdujące się na screenie mają po kilka odpowiedników nie różniących się w zasadzie niczym od tych, które ja mam na telefonie. Uprzedzam, że nie znajdziemy tu polskich wykonawców (jedynymi wyjątkami są tu dżem w apce bluesowej i Behemoth w metalowej), co więcej, nie znajdziemy tu wielu wydawało by się oczywistych wykonawców zagranicznych, ale mimo to apki są warte uwagi, szczególnie jeśli jesteście ciekawi wykonawców danego gatunku z krajów hiszpańskojęzycznych czy japońskich.

Podgląd
5. Bandcamp i podobne serwisy
Bandcamp to apka, z którą zacząłem zapoznawać się od niedawna, ale momentalnie zdobyła moje serce. Ten serwis służy przede wszystkim do zapoznania się z twórczością stosunkowo nowych ma scenie wykonawców. Z czasem na pewno pojawią się u mnie również recenzję artystów poznanych właśnie dzięki temu serwisowi.

6. Koncerty/ festiwale
Wiadomo, na koncerty chodzimy przede wszystkim, bo chcemy zobaczyć na żywo ukochany zespół czy solistę. Ci jednak w zdecydowanej większości zawsze biorą sobie innych-zwykle mniej znanych- twórców jako support, a to już okazja do zapoznania się z twórczością szerzej nieznanych wykonawców. Jeszcze więcej oferują wszelakie festiwale pokroju Polandrock (dawniej przystanek Woodstock), Jarocin, Mystic, Opener czy bardziej lokalne imprezy jak wspominana już w dwóch recenzjach 3Majówka. Na tego typu imprezach obok gwiazd zawsze znajdą się artyści początkujący czy mający już za sobą niemały staż, ale do tej pory nie mający okazji zaistnieć w szerszej świadomości. I tutaj podam kilka przykładów poznanych przeze mnie twórców: jazzowy EABS, southern rockowy Black Stone Cherry, pełen energii bałkański zespół Dubioza Kolektiv czy grający muzykę klezmerską Kroke.

7. Grupy na Facebooku
Tych, podobnie jak blogów, jest wiele i jest to chyba jeszcze większa kopalnia nowej muzyki. Wiadomo, bloga zwykle prowadzi jedna, dwie, może trzy osoby, które choćby i całymi dniami słuchali muzyki i tak nie poznają wszystkiego. Na grupach Facebookowych za to członków są dziesiątki, czasami setki. Obok oczywistych oczywistości i chłamu możemy tam jednak znaleźć prawdziwe perełki.

8. Magazyny muzyczne
Czasopisma muzyczne znacznie straciły na znaczeniu w przeciągu około dwóch ostatnich dekad za sprawą internetu. Dalej jednak istnieją tytuły warte uwagi. Fanów rocka i metalu szczególnie ciągnie do "Teraz rocka", "Metal hammera" czy "Magazynu gitarzysta". Ja od siebie jednak polecę kwartalnik "Lizard". Jest to to magazyn prezentujący dosyć szerokie spektrum. Dominuje tu co prawda "ambitny" rock, ale niemało uwagi poświęconej jest muzyce jazzowej, bluesowi, elektronice ("ambitnej") czy czasem folkowi i awangardzie. Poziom artykułów stoi zwykle na bardzo wysokim poziomie.

9. Znajomi
Bliskie nam osoby czasami także słuchają bardzo ciekawej muzyki, a czasami trafią (może nawet przypadkiem) na jakiś ciekawy utwór, album czy wykonawcę. Problem jest taki, że ludzie wstydzą się, że słuchają czegoś co nie jest popularne albo jest stare. Serio, to bardzo częste i zdarza się przede wszystkim wśród ludzi młodych, którzy ukrywają się ze swoimi pasjami, bo boją się wyśmiania ze względu na to, że "to niemodne". Jeśli czyta to akurat ktoś taki, to po prostu pieprz to. To twój gust, to twoja pasja i masz prawo słuchać czego tylko chcesz j rozwijać swój gust i zainteresowania. Jak ktoś chce słuchać Kizo i Malika to niech sobie słucha, ale niech nie zmusza do słuchania pozerskiej muzy Ciebie.

10. Wywiady
Nasi ulubieńcy- w przeciwieństwie do ludzi z poprzedniego punktu- kochają dzielić się swoimi inspiracjami czy grupami, które wywarły na nich wrażenie. Często są to propozycje zaskakujące, czasami dana propozycja nam nie siądzie, ale skoro już czytamy/słuchamy co masz idol ma do powiedzenia, to poświęćmy chociaż trochę uwagi jego ulubieńcom.

Lista nie jest zamknięta, może kiedyś pojawi się tu jeszcze jakiś punkt czy dwa. Te dziesięć punktów to propozycje, z których sam regularnie korzystam, ale chętnie poznam kolejne, jeśli ktoś rozszerza swoją pasję do muzyki w inny sposób.