Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funk rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funk rock. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2022

Recenzja: Deep Purple - "Stormbringer"

Okładka albumu "Stormbringer" zespołu Deep Purple

Po bardzo udanym "Burn" w obozie Deep Purple znowu coś zaczęło się psuć. Gitarzysta zespołu zaproponował reszcie muzyków nagranie przeróbek cudzych kompozycji, co tamci odrzucili. Obrażony Blackmore odsunął się więc od wspólnego tworzenia materiału, a sytuację tę wykorzystał Glenn Hughes wprowadzając ponownie w muzykę zespołu wpływy funkowe. To z kolei jeszcze bardziej zirytowało Blackmore'a.

W takiej atmosferze istniało duże ryzyko stworzenia słabego, nijakiego albumu. Aż tak źle nie jest, ale czuć regres w porównaniu do pierwszego albumu MK3. Do jednoznacznie słabych utworów należy właściwie jedynie "Hold On". "Love don't Mean a Thing" i "Holy Man" także nie stoją na najwyższym poziomie, ale słucha się ich bez większych negatywnych emocji. Lepiej wypada bardziej energiczny "Lady Double Dealer".

Do tej lepszej części albumu należy już także obdarzony dużą energią utwór tytułowy, najbardziej funkowy na albumie "You can't do It Right" czy ballada "Soldiers Of Fortune" z genialną partią wokalną Davida Coverdale'a. Słabiej, ale wciąż bardzo bardzo dobrze wypadają bujający "High Ball Shooter" i "The Gypsy" z bardzo fajnym riffem i współpracą wokalną Coverdale'a i Hughesa.

"Stormbringer" to może i nie jest czołówka najlepszych płyt w obszernej dyskografii Deep Purple, ale i tak wyróżniająca się na tle całości twórczości. 1/3 umieszczonych tu kompozycji to świetne utwory, a kolejna jedną trzecia to także solidny materiał. Niestety pozostałe trzy utwory, a szczególnie jeden z nich niestety już mocno odstaje i obniża poziom całości. Mimo to, warto poznać ten album jeśli jest się fanem hard, lub funk rocka.

7/10

Lista utworów:

  1. Stormbringer
  2. Love don't Mean a Thing
  3. Holy Man
  4. Hold On
  5. Lady Double Dealer
  6. You Can't Do It Right 
  7. High Ball Shooter
  8. The Gypsy
  9. Soldiers Of Fortune

piątek, 18 listopada 2022

Recenzja: Tim Buckley - "Greetings From L.A."

Okładka albumu "Greetings From L.A." Tima Buckleya

Ciężko dopasować Tima Buckleya do konkretnej stylistyki. Gdy ten odszedł już całkowicie od konwencjonalnego grania na ostatnich albumach, nagle zdecydował się na ponowny zwrot w bardziej przystępne rejony. Nie jest to jednak folkowa płyta, jakie artysta serwował nam na początku kariery, lecz bardziej rockowa. A właściwie funk-rockowa.

Otwieracz "Move With Me" funkowego charakteru nabiera z czasem. W pierwszej chwili kojarzy się bardziej z zespołami brytyjskiej inwazji, ale gdy pojawiają się żeńskie chórki, a później również dęciaki, kawałek ten coraz mocniej kojarzy się z muzyką funkową. Kolejny "Get on Top" to już typowy funk rockowy numer z genialnym bujającym basem oraz świetną grą perkusisty. O wokalu Buckleya właściwie nie trzeba wspominać, bo brzmi jak zwykle bardzo dobrze. Jeśli już mowa o wokalu, to lider tak jak na swoich poprzednich krążkach, tak i tu zdecydował się na wygłupy mające urozmaicić całość. Tutaj ten eksperyment zastosował w "Devil Eyes", który już czysto muzycznie jest kolejnym bardzo bujającym numerem. Bardzo lubię także bardziej gitarowy "Hong Kong Bar", a nieźle wypada najprostszy na albumie "Nighthawkin'".

Muzycy postanowili jednak urozmaicić nieco album i umieścili dwa utwory bardziej się wyróżniające. Pierwszy to bardziej spokojny "Sweet Surrender", który z czasem nabiera intensywności. A kolejny to finałowy "Make It Right". Ten drugi wyróżnia się wpływami muzyki latynoskiej i wypada chyba najbardziej przebojowo na - i tak niezwykle chwytliwym - albumie. Można się przyczepić do smyczków psujących nieco tą kompozycje, ale i tak jest bardzo udana.

Tim Buckley to artysta, którego im więcej twórczości poznaję, tym bardziej jestem pod wrażeniem jego muzyki. Co prawda w tamtym czasie wieku było artystów, którzy tworzyli w różnych stylistykach, jednak Buckley to muzyk, który zarówno w folku, bardziej eksperymentalnej muzycy czy teraz w muzyce funkowej, odnalazł się równie dobrze.

8/10

Lista utworów:

  1. Move With Me
  2. Get on Top
  3. Sweet Surrender
  4. Nighthawkin'
  5. Devil Eyes
  6. Hong Kong Bar
  7. Make It Right 

poniedziałek, 24 października 2022

Recenzja: Deep Purple - "Burn"

Okładka albumu "Burn" zespołu Deep Purple


Już w czasie nagrywania "Who Do We Think We Are" napięcie między Ianem Gillanem, a Ritchiem Blackmorem było bardzo duże, a w czasie trasy go promującej narosło do jeszcze większych rozmiarów. W efekcie czego wokalista odszedł z zespołu, a wraz z nim zmuszony do odejścia został basista Roger Glover. Pozostała trójka stanęła więc przed trudnym wyzwaniem znalezienia zastępstwa dla tej dwójki. Wybór padł na śpiewającego basistę, grającego w mniej znanym zespole Trapeze, Glenna Hughesa oraz świetnego, jeszcze nie znanego wokalistę Davida Coverdale'a, którego numer telefonu Jon Lord posiadał ponoć od kilku lat i był alternatywą dla Iana Gillana, gdyby nie udało go ściągnąć przed nagraniem "In Rock".

Nowy skład doszedł do słusznego wniosku, że należy coś zmienić w granej przez Deep Purple muzyce. I tu nieoceniony okazał się nowy basista, który był oczarowany muzyką funk i postanowił wpleść ten gatunek muzyki do nowego zespołu. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo muzyka zawarta na "Burn" brzmi świeżo nawet dziś. Do tego ponownie w muzyce Deep Purple słychać radość ze wspólnego grania. 
Tę słuchać już w pierwszym na albumie utworze tytułowym z natychmiast zapamiętywalnym riffem, świetną współpracą wokalną nowych członków czy solówkami Lorda i Blackmore'a. Zdecydowanie jeden z najlepszych otwieraczy wśród krążków Deep Purple, a może i w całym hard rocku.

Jeszcze lepiej wypada bluesowa ballada "Mistreated" z genialną partią wokalną Coverdale'a. Jest to też jedyny utwór na płycie, w którym słychać tylko jednego z wokalistów. A sama kompozycja mimo dziesiątek odsłuchów nie nudzi się do tej pory. Już słabiej, ale wciąż dobrze prezentują się bujający "Sail Away" czy "You Fool no One", a także bardziej nawiązujące do wcześniejszych dokonań, ale mimo to posiadające nutę świeżości radiowy "Might Just Take Your Life" i bardziej hard rockowy "Lay Down Stay Down". "What's goin'On Here" to także funkrockowy numer, ale nie tak porywający jak "Sail Away". Mimo to miło się go słucha. Finałowy "'A'200" za to jest najbardziej nietypowym utworem na albumie. Na pewno ten instrumental się wyróżnia, ale nie sądzę żeby był potrzebny. Lepiej było zakończyć całość takim arcydziełem jakim jest "Mistreated".

"Burn" to powrót zespołu do wysokiej formy bo średnio udanym "Who Do We Think We Are". Zmiana składu zdecydowanie wyszła zespołowi na dobre. W poprzednim składzie zaczęło brakować chemii, a może nawet pomysłów. Dwójka nowych artystów wniosła do grupy nową energię dzięki czemu dostaliśmy jeden z najlepszych albumów w bogatej dyskografii Deep Purple.

8/10

Lista utworów:
  1. Burn
  2. Might Just Take Your Life
  3. Lay Down Stay Down
  4. Sail Away
  5. You Fool no One
  6. What's goin'On Here
  7. Mistreated
  8. 'A' 200