- Goopya peezda
- Lewy czerwcowy
- Grzesznik
- Gdy nie ma dzieci
- Z archiwum polskiego jazzu
- 3 gwiazdy
- Poznaj swój raj
- Dziewczyna bez zęba na przedzie
- Kto wie
- Fever fever fever
- Jatne
- Ja wiem to
- Kto śmie traktować cię źle
- Idź przodem
- Krew jak śnieg
- Komu bije dzwon
- ...
środa, 19 października 2022
Recenzja: Kult - "Ostateczny krach systemu korporacji"
środa, 28 września 2022
Recenzja: Kult - "Tata 2"
Zawierający utwory Stanisława Staszewskiego album "Tata Kazika" spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem i do dziś uważany jest za ścisłą czołówkę płyt Kultu. Korzystając z entuzjastycznych opinii na temat tamtego wydawnictwa, a także z tego, że twórczość ojca lidera grupy była bardzo bogata, zespół zdecydował się na nagranie kontynuacji tamtego wydawnictwa. Tym razem jednak krążek nie uzyskał takiej popularności, choć niemało jest osób uważających, że "dwójka" jest lepsza od "Taty". Ja tej opinii nie podzielam.
Najlepsze co "Tata 2" ma do zaoferowania słyszymy już na samym początku. "Jeśli zechcesz odejść - odejdź" od samego początku podoba mi się dzięki prostej, ale mocnej, "ogniskowej" grze gitary akustycznej. Nie jest to może dzieło wybitne, ale jak się okaże nieco ponad godzinę po włączeniu płyty, jest to jeden z lepszych utworów. Następnie słyszymy całkiem niezły "Kochaj mnie, a będę Twoją". Tu można przyczepić się jednak do refrenu za który odpowiada Violetta Villas i brzmi bardzo staroświecko, choć zdaję sobie sprawę, że archaizm jest na całym albumie zamierzony. Mimo to wolę wersję bez udziału pani Villas, która znajduje się na samym końcu albumu. Moim ulubionym utworem na tej płycie jest najbardziej agresywny, przede wszystkim wokalnie "Śmierć poety" z tekstem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, którego wiersz tworzy warstwę liryczną także w "Balladzie o dwóch siostrach", która swoją melodią i przede wszystkim "refrenem" mogłaby pełnić rolę niezłej kołysanki... gdyby nie właśnie tekst.
Reszta albumu niestety już mocno nuży i zlewa mi się w jedną, przestarzałą całość. "Nie dorosłem do swych lat" w pierwszych sekundach dobrze się zapowiadał, ale później już nudzi. "Ty albo żadna" jest tu zbędny, "Samotni ludzie" jest o wiele za długie, w "Zastanówcie się" sytuację nieznacznie polepszają nieliczne zaostrzenia a i "Latający Holender" nie dodaję nic nowego. Na tle innych utworów wyróżnia się nieco "Kołysanka stalinowska" z przyjemną melodią. Nie broni się jednak jako osobny utwór. Można jeszcze wyróżnić energiczny "Gwiazda szeryfa" o świetnie słyszalnym basie oraz bardziej hard rockowy "A gdy będę umierał". Grupa średnio udanie przełamała rutynę dwoma śpiewanymi po rosyjsku utworami: "Prowokator" oraz "Dolina". W tym drugim przypadku jednak nie jestem taki pewny czy na pewno słychać tu rosyjski. Całości dopełnia jeszcze inna wersja "Marianny", która była obecna już na "jedynce". Wolę jednak tamtą wersję, która miała więcej energii.
Gdy opisywałem "Tatę Kazika" broniłem staroświeckiego brzmienia, bo zespół starał się jak najlepiej oddać klimat z lat, kiedy utwory te tworzył Staszek Staszewski. I tam także zdarzały się utwory słabe, ale zdawały się być bardziej zróżnicowane. Tutaj poza dwoma - trzema kawałkami ciężko mi znaleźć ciekawsze rzeczy. Parę z zawartych tu propozycji nie wypada tak źle, raczej średnio, ale nie zachęcają do wracania do nich. A sam album poza wspomnianymi w drugim akapicie kawałkami polecić można właściwie jedynie ludziom, którzy lubią słuchać starej, bardzo starej polskiej muzyki.
5/10
Lista utworów:
- Jeśli zechcesz odejść - odejść
- Kochaj mnie, a będę twoją
- Śmierć poety
- Nie dorosłem do swych lat
- Ty albo żadna
- Samotni ludzie
- Zastanówcie się
- Gwiazda szeryfa
- Ballada o dwóch siostrach
- Kołysanka stalinowska
- Latający Holender
- A gdy będę umierał
- Prowokator
- Dolina
- Marianna
- Kochaj mnie a będę Twoją (wersja bez V.V.)
sobota, 27 sierpnia 2022
Recenzja: Kult - "Muj wydafca"
Za sprawą "Taty Kazika" Kult powrócił do łask polskiej publiki. Na tamtym albumie zespół po raz kolejny zmienił kierunek w którym podążał. Kolejny "Muj wydafca", który podobnie jak poprzednik przyniósł kilka koncertowych klasyków zespołu, to jakby podsumowanie dotychczasowej działalności. Choć śladów tego pierwszego, najlepszego okresu w historii zespołu sprzed zawieszenia działalności niestety tu mało.
Do pierwszego okresu grupa nawiązuje właściwie jedynie największym od kilku albumów udziałem dęciaków, przede wszystkim waltorni. Jak ważną rolę pełni ten instrument słuchać od pierwszych chwil tego albumu czyli od dwóch sporych hitów grupy: "Ręce do góry", który swoją siłę pokazuje przede wszystkim na koncertach, gdzie publika może dać się ponieść skocznej melodii i perkusyjnym partiom idealnym skłaniającym do klaskania w rytm, a także w kolejnym, znacznie bardziej już stonowanym "Lewe lewe loff" o wyrazistym basie i świetnym tekście. Jest to także jedna z moich kilkunastu-dwudziestu ulubionych utworów w karierze zespołu, a konkurencja przecież jest bardzo duża. W zasadzie tylko jeden z umieszczonych tu utworów cieszy się lepszym przyjęciem na występach. Jest to przeróbka największego klasyka "Ojca punk rocka", czyli "Pasażer" (w orginale "Passenger") Iggy'ego Popa. W wersji albumowej może przeszkadzać śpiew Kazika, który średnio radzi sobie z angielskim, nie jest jednak jakoś tragicznie. Spore uznanie zdobył też inny cover, tym razem "gyöngyhajú lány" węgierskiej Omegi, tutaj nazwany "Dziewczyna o perłowych włosach". Tutaj także instrumentalnie jest całkiem w porządku, natomiast wokal... cóż, jeśli ktoś odczuwa niesmak słuchając wokalisty śpiewającego po angielsku, to jego węgierski może boleć jeszcze bardziej.
Lubię także najbardziej agresywny na całym albumie utwór tytułowy, który równocześnie zdaje się najbardziej podążać za trendami (skrecze, agresywne brzmienie, rapowana partia wokalna). Swoje mocne chwilę miały też "Onyx" i "Psalm 151". W tym pierwszy całe napięcie psuje niezbyt udane refren. Zwrotki natomiast wciągają swoim ponurym klimatem. W drugim przypadku urzeka nas nieco orientalny styl kompozycji. Czar jednak pryska, gdy muzycy przyspieszają. Wtedy utwór staje się zwyczajnie nijaki. Gdyby skrócić "Historię pewnej miłości" także byłby to bardzo fajny numer. Rozumiem jednak długość tej kompozycji ze względu na tekst - historię bardzo smutną i niestety nie tak rzadką w prawdziwym życiu odpowiadającą o przemocy domowej. Ciekawie prezentują się "Oczy niebieskie", w którym fajne są partie na instrumentach perkusyjnych i wokal świetnie pasujący do plemiennego klimatu.
To by było na tyle z fajnych kawałków na płycie. Reszta utworów to już kompozycje słabe i bardzo słabe. Knajpiany "Keszitsen kepet onmagarol" nie dorównuje nagranym w powiedzmy, że podobnym klimacie utworom z "Taty Kazika" Podobnie jak "Setka wódki". Kompletnie zbędny jest "Gaz na ulicach" w kółko powtarzający to samo. "Kulcikriu" ciekawie się zapowiadało, ale potem robi się zbyt banalnie. Banalne jest także "Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa". "Bliskie spotkanie trzeciego stopnia" natomiast aż razi archaizmem. Na tym tle niemal błyszczy "Na zachód", który sam w sobie jest średni. Niepotrzebnie zespół umieścił tu też nową wersję "Piosenki młodych wioślarzy". O ile stara wersja w stylu disco świetnie wpadała w ucho, tak tutejsza, w wersji reggae wypada blado.
"Muj wydafca" to album, który wśród entuzjastów grupy zyskał miano jednego z najlepszych w jego dyskografii. Fakt, znajdziemy tu kilka numerów fajnych, ale nijak mających się do najlepszych momentów trzech pierwszych albumów, czy nawet z poprzedniego krążka. Gdyby cały album zawierał jedynie utwory z drugiego i trzeciego akapitu, to krążek ten stawialbym mniej więcej na wysokości "Your Eyes". Grupa jednak poszła w ilość i dodała masę zupełnie zbędnych i nijakich fragmentów. W rezultacie album w pewnym momencie męczy. Po pierwsze przez długi czas trwania przekraczający 70 minut, co nawet w przypadku płyt z udanymi kompozycjami jest za dużo. A po drugie duża część materiału jest zwyczajnie słaba. Dawałem temu albumowi szansę jako całość już kilkukrotnie, wciąż jednak uważam, że poza kilkoma utworami niezbyt jest do czego wracać. W rezultacie wolę więc posłuchać mieszaniny utworów grupy z czasów całej twórczości, wśród której zawsze znajdzie się kilka kompozycji z tego albumu, niż słuchać "Wydafcy" w całości.
5/10
Lista utworów:
- Ręce do góry
- Lewe lewe loff
- Keszitsen kepet onmagarol
- Onyx
- Gaz na ulicach
- Oczy niebieskie
- Pasażer
- Historia pewnej miłości
- Muj wydafca
- Kulcikriu
- Bliskie spotkanie 3 stopnia
- Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa
- Na zachód
- Dziewczyna o perłowych włosach
- Psalm 151
- Piosenka młodych wioślarzy
- Setka wódki
poniedziałek, 18 lipca 2022
Recenzja: Kult - "Tata Kazika"
Od wydania płyty "Spokojnie" Kult długo nie mógł przebić się kolejnymi krążkami na listy przebojów. Pojawił się jeden duży, komercyjny sukces w postaci "Po co wolność" z "Kasety" i kilka mniejszych na "Your Eyes". Po kilkukrotnej zmianie stylu, przyszła pora na kolejną, jeszcze bardziej drastyczną. Zespół postanowił uhonorować Tadeusza Staszewskiego - ojca lidera zespołu, Kazika - biorąc na warsztat jego twórczość.
Przerobione wersje utworów polskiego barda utrzymane są mocno w staroświeckim stylu. I nie zawsze jest to wada. Takiego połączenia brzmień barowej muzyki lat 60. z muzyką rockową do tej pory na naszej scenie chyba nie było. I fakt pewne utwory, jak "W czarnej urnie" i "Bal kreślarzy" oraz "pijackie" "Inżynierowie z Petrobudowy" nie prezentują się najlepiej, ale dosyć żywa "Notoryczna narzeczona" czy "Dziewczyna się bała pogrzebów" z początkiem w stylu wcześniejszej twórczości zespołu prezentują się nieźle.
Jednak popularność albumu napędzają szczególnie dwa utwory bez których fani nie wyobrażają sobie koncertów zespołu: ograny do granic możliwości "Baranek" z bardzo chwytliwym, choć banalnym refrenem, a także "Celina" o dusznym barowym klimacie. Ten drugi utwór jednak na koncertach wykonywany jest zwykle w przyspieszonej i wg mnie w zbyt "zwyczajnej" wersji. Sporo mniejszymi przebojami stały się singlowe "Królowe życia" brzmiące na całym albumie chyba najmniej staroświecko, a także chwytliwe "Kurwy wędrowniczki", które w pewnym momencie nabierają prawie metalowego ciężaru.
Sporo dzieje się w "Knajpie morderców", jednak sam utwór nie należy do najlepszych, "Marianna" posiada chwytliwą melodię, ale razi archaiczną partią klawiszy. Mocnymi punktami są dwa utwory, za których warstwę liryczną wyjątkowo nie odpowiada Stanisław Staszewski: tradycyjny "Dyplomata" zaśpiewany przez Kazika po rosyjsku oraz "Wróci wiosna, baronowo" - spokojny ale posiadający ładną melodię utwór z tekstem napisanym przez poetę Konstantego Ignacego Gałczyńskiego.
"Tata Kazika" faktycznie jest jednym z ciekawszych i najbardziej oryginalnych albumów Kultu, a nawet całego polskiego rocka, jednak całe uwielbienie dla tego krążka napędzane jest wśród słuchaczy głównie dwoma- trzema utworami, a przyzwoitych kompozycji jest tu nieco więcej. Płytą tą Kult rozpoczął kolejny udany pod względem komercyjnym okres w historii zespołu - ciężko jednak porównywać etap ten z tym najwcześniejszym z okresu trzech pierwszych albumów.
7/10
Lista utworów
- Celina
- Dziewczyna się bała pogrzebów
- Baranek
- Notoryczna narzeczona
- Królowa życia
- Inżynierowie z Petrobudowy
- Knajpa morderców
- W czarnej urnie
- Wróci wiosna, baronowo
- Marianna
- Kurwy wędrowniczki
- Bal kreślarzy
- Dyplomata
piątek, 1 lipca 2022
Recenzja: Kult - "Your Eyes"
Po słabo przyjętym (słusznie) "45-89", Kult jeszcze raz zmienia nieco styl granej przez siebie muzyki i jeszcze w tym samym, 1991 roku nagrywa kolejny album. Niestety nie powraca do post punku (poza nielicznymi wyjątkami), z którego się wywodzi, lecz zaskakująco zaostrza swoje brzmienie, dzięki czemu muzyka na "Your Eyes" jest ciężka, hard rockowa, momentami brzmiąc jak cięższa wersja Deep Purple czy Uriah Heep. Jednak polskiej grupie zabrakło pomysłów na tak genialne kompozycje jak "July Morning" (którego koncertowa wersja znajduje się na "kasecie"), "Gypsy" czy "Speed King", czyli przykładowe utwory wspomnianych wyżej grup. Ale czy przypadkiem w 1991 roku, gdy na półki sklepowe trafiał "Black album" i "Nevermind", "organowy" hard rock nie był już przestarzały? Był, ale i tak fajnie mi się słucha tego albumu.
Istotną wadą albumu na pewno jest po raz kolejny praktycznie zerowy udział instrumentów dętych. Bardzo szkoda, bo wtedy kompozycje na piątym krążku zespołu być może byłyby jeszcze ciekawsze. Cieszy natomiast ogromny udział organów, których brzmienia jestem wielkim fanem. Jak duży wkład w opisywany krążek będą miały instrumenty klawiszowe obsługiwane tu przez Janusza Grudzińskiego i Krzysztofa Banasika słychać już od pierwszego na płycie, singlowego "Czterej głupcy". Bardzo fajny to numer, z prostą ale szybką grą perkusisty Mariusza Majewskiego oraz hard rockową gitarą. Jednak wyraźnie nie razi sobie tu wokalista zespołu, Kazik Staszewski, który nie nadąża za resztą muzyków. Lepiej radzi sobie z rapowaną linią wokalną w "Tata w Gestapo" o podobnym ciężarze, jednak dla mnie jest to utwór bardziej chwytliwy. Niepotrzebne jest dla mnie jednak nieoczekiwane zwolnienie. Szybka i ciężka gra muzyków powtarza się tu wielokrotnie, bo jeszcze w bardzo fajnej "Zgrozie", "Barrum" obdarzonym wielkim koncertowym potencjałem i bazujący na niemal metalowym riffie, anglojęzyczny "Medellin", który jednak nie prezentuje się zbyt dobrze, oraz w przyjemnym i prostym "Chodź z nami".
Ogromna ilość energii i duży ciężar wspomnianych kompozycji cieszy, jednak dobrze, że grupa postanowiła urozmaicić swój krążek też innymi propozycjami. Pierwszy oddech następuje przy piosence nr 4 czyli przy utworze pod tytułem "Marność". Jest to kompozycja oparta przede wszystkim na prostej grze gitary akustycznej, wzbogacona jednak partiami także gitary basowej i elektrycznej. Przy okazji zawiera jedną z ładniejszych (co nie znaczy, że faktycznie jakąś bardzo ładną) linię wokalną na całym albumie. Potem musimy przesłuchać kolejne trzy numery, by znowu odetchnąć. Tym razem przy singlowej i przebojowej "Paradzie wspomnień", która stała się chyba największym przebojem z "Your Eyes". Mnie jednak ten kawałek nie przekonuje, ale nie przeszkadza.
Wspomniana "Parada" rozpoczyna już nie hardrockową część krążka, w której więcej odniesień mamy do wczesnych osiągnięć grupy. Może nie do końca tak jest z "Yvette", czyli "ogniskowej" piosence bazującej na raptem paru akordach i przy okazji będącej jednym z gorszych tu utworów. Nijaki jest też "Strange". Ten jednak zawiera fajny post punkowy wstęp. Bardzo często na koncertach jest grany "Generał Ferreira" znany chyba bardziej jako "Rząd oficjalny". Całkiem udany, bujający to kawałek, brakuje mi jednak bardzo dęciaków, które mogłyby zbliżyć utwór ten poziomem nawet do kompozycji z trzech pierwszych płyt Kultu. Moim ulubionym utworem z całego krążka jest jednak powolny, obdarzony prawie mrocznym wstępem "6 lat później", być może będący kolejnym kawałkiem skierowanym do żony Staszewskiego, Ani. W tym przypadku jednak zamiast jazzowych naleciałości, słyszymy ciekawe syntezatorowe motywy, które nadają nieco dyskotekowego klimatu. Ale tylko trochę, bo na parkietach raczej ten utwór by nie zrobił furory, szkoda za to, że grupa nie wykonała go na żadnym z koncertów, na których byłem.
Szósty krążek zespołu jest dosyć nierówny, tak jeśli chodzi o poziom utworów, tak także jeśli chodzi o stylistykę. Ta nierówność nie jest jednak wadą, która znacząco mi przeszkadza. Tyle udanych utworów na jednej płycie ostatni raz słyszeliśmy na "Spokojnie" i właśnie od tego krążka nie słyszeliśmy równie udanego albumu jak "Your Eyes".
7/10
Lista utworów:
- Czterej głupcy
- Tata w Gestapo
- Zgroza
- Marność
- Barrum
- Medellin
- Chodź z nami
- Parada wspomnień
- 6 lat później
- Yvette
- Strange
- Generał Ferreira
niedziela, 12 czerwca 2022
Recenzja: Kult - "45-89"
Piąty studyjny krążek Kultu był pierwszym (nie licząc debiutu) albumem grupy, który swojego tytułu nie przejął bo nazwie jednego z utworów na poprzedniej płycie. Czy to jedyna zmiana jeśli chodzi o kierunek, w jakim zaczęła podążać grupa? Niestety, ale polski zespół coraz bardziej odchodził od swojego oryginalnego stylu czerpiącego garściami z post punku, psychodeli, jazzu czy muzyki orientalnej idąc zarazem w kierunku prostszego, bardziej przystępnego w teorii rocka, co ekipa Kazika zapoczątkowała już na "Kasecie". Nie był to dobry kierunek i w rezultacie "45-89" to najsłabsza płyta zespołu do tamtej pory.
Od swojej eksperymentalnej strony grupa pokazuje się właściwie tylko w tytułowym kawałku na samym starcie albumu. "45-89" składa się przede wszystkim z sampli z różnych wystąpień nawiązujących do upadku komunizmu w Polsce, a całość wspierana jest przez sekcję rytmiczną w stylu disco. Może to bardzo oryginalne nagranie, szczególnie na naszym rynku, ale sam utwór nie podoba mi się ani trochę. Nie za bardzo rozumiem też po co zespół umieścił tu krótkie gitarowe wstawki z takich utworów jak "Smoke on the Water" i "Paranoid".
Najlepiej z całej płyty prezentują się dwa utwory. Nowofalowa "Komuna mentalna" zawiera wyrazisty jak zwykle bas i dużą rolę zarówno klawiszy jak i gitary. Nie uświadczymy tu za to partii instrumentów dętych, które były istotnym elementem muzyki Kultu na trzech pierwszych albumach. Warto wspomnieć za to o zgiełkliwym solo gitarzysty, co jest czymś nowym w twórczości grupy. Moim faworytem natomiast jest oparty na prostej grze perkusji "Wysłannik". Sam utwór może nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym, a mimo to ciężko się oderwać od transowego klimatu. Przyzwoity poziom trzyma jeszcze ozdobiona poruszającym tekstem "Totalna militaryzacja", rolę wypełniacza natomiast pełnią "Studenci" z agresywnymi zwrotkami, za to banalnym refrenem. Całości na pewno nie polepsza nudnawy fragment z udziałem akordeonu.
Po raz kolejny zespół zdecydował się na umieszczenie na albumie utworów zaśpiewanych po angielsku, z których najlepiej wyszły dwa najbardziej zadziorne utwory z płyty - niemal hardrockowy "Angelo Jacopucci" z krótkim solo perkusyjnym oraz bujający, trzyminutowy "Brasil". Oba kawałki zawierają zbliżone do siebie, quasi-rapowane linie wokalne. Dwa ostatnie utwory z płyty, czyli "Your Eyes" w stylu glamowych grup z lat 80. oraz nawiązujący do southern rocka "I Wish U were" z udziałem harmonijki, to już nijakie kawałki pełniące rolę wypełniaczy.
Kult po zawieszeniu działalności między wydaniem "Spokojnie", a "Kasety" wciąż nie potrafił nawiązać do swoich pierwszych trzech świetnych albumów, a nawet znacznie loty obniżał. Co prawda znajdziemy tu jakieś przebłyski, jednak nawet te lepsze utwory prawdopodobnie ani trochę nie podwyższyły by poziomu albumów nr 2 i 3, a być może nawet ustępującemu im debiutu.
6/10
Lista utworów:
- 45-89
- Komuna mentalna
- Studenci
- Wysłannik
- Totalna militaryzacja
- Angelo Jacopucci
- Brasil
- Your Eyes
- I Wish U were
piątek, 27 maja 2022
Recenzja: Kult - "Kaseta"
Na krótko po wydaniu świetnego "Spokojnie" zespół Kult zawiesił tymczasowo działaność - na zagraniczną emigrację udał się lider zespołu, Kazik Staszewski. Przerwa w działalności nie trwała długo, bo już w 1989 roku, czyli rok po ukazaniu się trzeciego albumu grupy, zespół wydał swoją czwartą studyjną płytę. Znacząco jednak przez ten czas zmieniła się stylistyka grupy. Zespół odszedł od swojego charakterystycznego eklektycznego stylu na rzecz prostszego rocka urozmaiconego jedynie partiami instrumentów dętych, chociaż i te są bardziej ubogie niż na trzech poprzednich krążkach. Mimo że "kaseta" znacznie ustępuje każdemu z poprzednich krążków, to wciąż jest to dobra płyta.
"Przemówienie z dnia siódmego, roku bieżącego" - kto był kiedyś na koncercie zespołu, na pewno poczuł energię jaką te kilka słów wywołuje wśród publiczności gdy Kult zaczyna grać swój największy przebój z tego albumu pod tytułem "Po co wolność". Sam utwór uwielbiam, za prostą ale nośną melodię, a Kazik po raz kolejny pokazuje klasę jako tekściarz, pisząc liryki, które (niestety) po ponad 30 latach wciąż są niepokojąco aktualne.
Żaden inny z obecnych utworów nie zdobył takiej popularności, ale komercyjny potencjał ma także przebojowy, choć trochę za długi "Oni chcą Ciebie" albo energiczny "Tut" ze zwrotkami mającymi coś wspólnego z tymi bardziej orientalnymi utworami z poprzedników. Do udanych utworów zaliczyłbym "Czekając na królestwo J.H.W.H. nawiązującą do stylistyki reggae i muzyki orientalnej, chociaż w innych fragmentach. W powyższym utworze jedną z większych ról na płycie pełnią dęciaki, chociaż trudno szukać podobieństw do ich partii z płyt sprzed zawieszenia działalności.
Warte uwagi są jeszcze trzy kawałki. Pierwszy z nich to najbardziej nawiązujący do wcześniejszej działalności "Londyn" z początkiem złożonym z subtelnej partii pianina, basu i bardzo prostego podkładu perkusyjnego. Klimat jednak szybko pryska, gdy wchodzą instrumenty dęte. Nie znaczy to jednak, że reszta utworu jest słaba. Mimo bardziej wesołego nastroju nagranie jest coraz lepsze im dłużej trwa. Także ciekawe są dwa następujące po "Londynie" kawałki - eksperymentalna, "dzika" "Kwaska" oraz "Fali". Ten ostatni jednak robi się ciekawy dopiero po około trzech minutach, do tamtej pory jest to raczej monotonne nagranie choć oparte na ciekawym riffie- tyle, że ten po jakimś czasie także nuży.
Nie podobają mi się natomiast dwa utwory zaśpiewane po angielsku. Kazik nie radził sobie z tym językiem już przed emigracją i teraz co prawda jest nieco lepiej, ale wolę gdy Staszewski śpiewa po polsku. "Dzieci wiedzą lepiej" z szybką, rapowaną partią wokalną jest zbyt "wakacyjny" i nijaki, za to "Jaką cenę możesz zapłacić" razi słabym klawiszowym tłem. Czasami w tle słychać też kakofinię, ale utwór nie staje się przez to lepszy.
Całości dopełnia koncertowe wykonanie jednego z największych Uriah Heep - "July Morning" (tutaj z polskojęzycznym tytułem "Lipcowy poranek") umieszczony na reedycji CD. Polskiej grupie nie można odmówić masy energii jaką włożyli w wykonanie, jednak to jedyny aspekt, w którym góruje nad oryginałem. Jeśli chodzi o świetny klimat, to brytyjska grupa znacznie przewyższyła Polaków, tak samo ma się sprawa wokalu- Kazik znowu średnio poradził sobie z angielskim tekstem. Mimo to uważam tę próbę za udaną.
"Kaseta" może mocno zniechęcić fanów wszesnych albumów zespołu, którzy pokochali Kult za swój oryginalny styl, dzięki czemu nagrania bardziej przebojowe posiadały swój charakter. Może za to się spodobać mniej wybrednym fanom, którym melodyjny, przy tym nie jakiś tragicznie kiczowaty rock wystarcza do szczęścia. Sam może nie postawił bym płyty w ścisłej czołówce ulubionych albumów Kultu, ale co jakiś czas fajnie jest go posłuchać.
7/10
Lista utworów:
- Oni chcą ciebie
- Londyn
- Kwaska
- Fali
- Dzieci wiedzą lepiej
- Jaką cenę możesz zapłacić
- Tut
- Czekając na królestwo J.H.W.H.
- Po co wolność
- Lipcowy poranek
środa, 4 maja 2022
Kult- "Spokojnie"
Kult na swoim trzecim albumie, nagranym rok po uwielbianym przez polskich słuchaczy "Posłuchaj to do Ciebie", serwuje nam album jeszcze bardziej spójny, jeszcze bardziej równy i przede wszystkim jeszcze lepszy niż dwa pierwsze krążki legendarnego zespołu.
Odbiór całego albumu może zakłócić jedynie wydane na reedycji z 1993 roku "Czarne słońca" nagrane na potrzeby tak samo nazwanego filmu. O wiele lepiej moim zdaniem zespół/wytwórnia zrobili by, gdyby utwór dodać na sam koniec jako nagranie bonusowe. Utwór sam w sobie jest udany- urzeka partią klawiszową oraz nie nachalnymi zaostrzeniami- ale nie pasuje do reszty przez wyraźnie zmieniony przez te kilka lat głos wokalisty, Kazika Staszewskiego oraz odstaje pod względem klimatu.
Za to "właściwa" część albumu tworzy już zwartą, równą całość na niezwykle wysokim poziomie, jednak jest tutaj kilka utworów na które szczególnie warto zwrócić uwagę.
Pierwszy z tych najważniejszych utworów na płycie jest jeden z największych klasyków grupy - legendarna "Arahja", która mimo, że jest to jeden z najczęściej puszczanych rockowych kawałków w mediach (w przypadku twórczości tego zespołu chyba tylko "Gdy nie ma w domu dzieci" jest częściej "katowane" przez stację radiowe i telewizyjne), cały czas wywołuje ciarki. Tekst, który wg większości interpretacji opowiada o podzielonym Berlinie, a nawet podzielonej Europie, został przez Kazika ułożony w na tyle umiejętny sposób, by można było interpretować go na różne sposoby. Jeśli chodzi o podkład muzyczny, to grupa także stanęła na wysokości zadania, tworząc genialny klimat- przede wszystkim za sprawą psychodelicznych organów.
Po raz kolejny już zespół postanowił wydać swój wielki przebój "Do Ani", który w sumie na dyskografii grupy pojawił się już dwukrotnie- raz na debiutanckim singlu grupy, a kolejny raz na wydanym rok wcześniej "Posłuchaj...". Tym razem grupa postawiła na nieco inną aranżacje zachowując jednak klimat oryginału i emocjonalny śpiew Kazika. Ciężko powiedzieć, która wersja podoba mi się bardziej. Ta z opisywanej płyty wydaje się odrobinę "bogatsza" aranżacyjnie, jednak oryginał także ma to "coś".
Do najlepszych kawałków z płyty na pewno należą też dwa utwory znajdujące się pomiędzy opisywanymi przebojami. "Jeźdźcy" to powolne, posępne nagranie opierające się przede wszystkim na bardzo dobrej grze sekcji rytmicznej. Ale także gitarzysta grupy ma szansę pokazać się od bardzo dobrej strony. Może się wydawać, że w tym utworze dzieje się raczej mało, ale mimo to, ciężko się od niego oderwać. "Axe" to już nagranie o wiele bardziej żywe, dość mocno kojarzące się muzyką orientalną. Nie da się odmówić temu utworowi energii.
Jednak jeszcze lepiej wypada najdłuższy w całym zestawie rewelacyjny "Tan" opowiadający przede wszystkim o pracy w państwowych fabrykach, jednak mimo raczej niezbyt rozrywkowego tematu, ten utwór niesamowicie porywa wszelkie części ciała do tańca- nogi do tupania w rytm, a głowę do machania na wszystkie strony. Utwór należy do jednych z najbardziej niedocenianych utworów zespołu - jeśli nie najbardziej. Bardzo szkoda, że zespół dosyć rzadko promuje jedno ze swoich najlepszych nagrań na koncertach, ale pewnie ma to wpływ długi czas trwania.
"Buja" także oparty na klawiszach "Niejeden" także będący ciekawym numerem, niewiele odbiegającym poziomem od reszty albumu, jednak na tak dobrym tle, nawet ten niezły numer musi wylądować w "gorszej" części płyty.
Najgorzej wypada moim zdaniem nie pasujący zbytnio do reszty "Landy". Tak bez patrzenia się na album i skupiając się wyłącznie na tym utworze, też mnie nie przekonuje. Jest to zwyczajna piosenka grana na gitarze akustycznej z wstawkami harmonijki. Słyszałem lepsze kawałki tego typu.
Całości dopełniają dwa utwory: (prawie) otwierający "Patrz" i zamykający całość "Wstać". Oba to niesamowicie energiczne kawałki. Otwieracz do tego także porywa do skakania czy tańca, finał natomiast nieco kojarzy się z muzyką punk rockową.
"Spokojnie" mimo paru wad, to najlepszy i najbardziej równy album zespołu. Ten album pokazuje, że mimo iż muzyka psychodeliczna swoje lata miała już dawno za sobą, to dalej potrafi zachwycić. Już nigdy później zespołowi nie udało się osiągnąć tak bardzo wysokiego poziomu, chociaż i na kolejnych albumach Kult potrafił nagrać coś ciekawego.
9/10
Lista utworów:
- Czarne słońca
- Patrz
- Arahja
- Jeźdźcy
- Axe
- Do Ani
- Niejeden
- Landy
- Tan
- Wstać
Tę recenzję piszę na dwa dni po koncercie zespołu na festiwalu 3Majowka we Wrocławiu. Ci panowie mimo, że pokończyli już 50 lat, to dalej dają czadu- no dobra, wiem, że Stonesi mają sporo więcej i dalej jest energia, ale na nasze krajowe realia, ten zespół to prawdziwy fenomen. Od pierwszej, do ostatniej minuty występu (a minut tych było w okolicach 120) publiczność śpiewała, tańczyła, skakała i szła w pogo. To był mój drugi koncert tej polskiej legendy i po raz drugi, panowie mnie zachwycili. To co działo się wśród publiczności w czasie wykonania takich klasyków jak "Arahja", "Polska", "Wódka" i "Gdy nie ma w domu dzieci" było nie do opisania, byłem pod samą sceną, więc ciężko mi powiedzieć jak to wszystko wyglądało z góry lub z daleka, ale jestem przekonany, że szał pod sceną robił wrażenie na tych "dalszych" widzach. Ale i na tych mniej ogrywanych przez media kawałkach zespół i publiczność dali czadu. Utwory w rodzaju "Wspaniałej nowiny", "Krwi Boga", "Do Ani", "Prosto", "Patrz" czy "Po co wolność" także były wykrzykiwane przez młodą- w większości- publiczność. Niesamowicie nakręca mnie to, że mimo iż moje pokolenie zasłuchane jest przede wszystkim w newschoolowym rapie i wykonawcach popowych, dalej jest nas tak duża ilość, która zna teksty tego wspaniałego zespołu od początku do końca, nawet jeśli w radiu ich nie usłyszymy. Bardzo mile zostałem zaskoczony umieszczeniem w secie koncertowym "Piosenki młodych wioślarzy" i "Pilotów". Szczególnie tego pierwszego się nie spodziewałem, że względu na szybką partię wokalną, jednak pan Kazimierz mimo pięćdziesięciu kilku lat na karku poradził sobie świetnie. Jeden, jedyny kamyczek do ogródka zespołu wrzuciłbym jedynie za brak "Hej czy nie wiecie". To utwór, na który bardzo liczyłem i na pewno pobudził by publiczność bardziej niż choćby "Chcę miłości" z ostatniej płyty zespołu, ale nie ma sensu krytykować zespołu za to, że czasami są zmęczeni niektórymi utworami, których publiczność żąda na każdym występie.
Podsumowując, panie Kazimierzu, panowie z zespołu Kult byliście niesamowici i życzę wam takich genialnych występów i wspaniałej publiczności przez kolejne dziesiątki lat.
wtorek, 12 kwietnia 2022
Kult- "Posłuchaj to do Ciebie"
W ciągu zaledwie kilku miesięcy od wydania swojej debiutanckiej płyty, zespół Kult wydał swój drugi album, "Posłuchaj to do Ciebie". Nazywany po utworze z debiutu album znany jednak jest w wersji z 1992 roku, gdzie umieszczono kilka utworów nagranych jeszcze przed debiutem, które znacząco podnoszą poziom krążka. Bez nich album dalej byłby niezły, ale raczej na poziomie debiutu. A dzięki nim drugi krążek grupy poziomem ustępuje jedynie kolejnemu "Spokojnie".
Każdy z 6 "dodatkowych" utworów znajduje się na samym początku reedycji (nie licząc innej wersji "wódki", która znajduje się na samym końcu) i doliczając do nich 3 pierwsze utwory "właściwego" albumu, są to najlepsze kompozycje na płycie.
Nowsza wersja albumu zaczyna się znanym wcześniej z kompilacji różnych wykonawców przebojowa "Piosenka młodych wioślarzy" z rapowaną warstwą wokalną Kazika. Sam kawałek świetnie buja i mimo skojarzenia z muzyką disco za którą niezbyt przepadam, to ten kawałek bardzo lubię, m.in. za sprawą świetnych partii instrumentów dętych, z których słynie grupa. Kolejne dwa kawałki to obecne na singlach "Piloci" , z kolejnymi ciekawymi deciakami które świetnie uzupełniają się z gitarą basową, oraz "Do Ani", czyli kolejna piosenka poświęcona przyszłej żonie wokalisty, bardzo fajna, chociaż przez większość utworu nie dzieje się tu wiele. Genialnie wg mnie wypada jednak zaostrzenie na koniec utworu.
Mimo, że te trzy utwory cieszą się dużym powodzeniem wśród fanów, to kolejna na liście "Polska" jest jednym z największych szlagierów zespołu. I nic dziwnego. Kompozycja charakteryzuje się wyrazistym basen, nośną melodią, szczególnie w refrenie oraz zaangażowanym tekstem lidera, który w niektórych momentach, niestety wciąż jest aktualny.
Ostatnie z dodanych utworów nie są tak znane, ale także zasługują na uwagę że względu na swój klimat. Szczególnie klimatyczny jest "Taniec wielki" z ciekawymi dźwiękami gitary w tle. Ale i "Babilon" zachwyca świetną partią basu i kolejnymi smaczkami gitary w tle, w które trzeba się nieco bardziej wsłuchać aby wychwycić pośród sekcji rytmicznej.
We "właściwej" części albumu, szczególnie zachwyca jego początek, a konkretnie pierwsze trzy utwory. "Wódka" i "Hej czy nie wiecie" to obok "Polski" najsłynniejsze fragmenty albumu. Pierwszy z nich to kolejne przebojowe nagranie o chwytliwej melodii, bujających partiach instrumentów dętych i porywającej do śpiewania lini wokalnej. Natomiast drugi z utworów swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim zaangażowanemu tekstowi, ale i sama muzyka świetnie się broni dzięki partii klawiszy i nieco emocjonalnie zaśpiewanemu refrenowi. Wcale tym dwóm kawałkom nie ustępuje klimatyczny ale też przebojowy "Post"- kolejna perełka zespołu która nie zasługuje na tak małą popularność jaką się "cieszy".
W dalszej części albumu niestety nie jest już tak genialnie. Ciężko też szukać w niej kolejnych koncertowych szlagierów w rodzaju "Polski", "wódki" czy przynajmniej "Do Ani". W większości nie jest to jednak taki zły materiał, ale bliżej mu do poziomu tych niezłych fragmentów z poprzedniej płyty niż pierwszych dziewięciu na tym krążku. Całkiem nieźle prezentują się "Umarł mój wróg" i "Rozmyślania wychowanka" czy już spokojniejsze "Spokojnie". Nie najgorzej wypada również także spokojniejszy "Kult", chociaż nie jest to wybitne nagranie.
Nie przekonują mnie natomiast pozostałe kawałki, brzmiące momentami wręcz jakby zespół sobie zażartował ze słuchaczy. O ile często taki pojedynczy wygłup na płycie nadaje albumowi różnorodności i luzu, tak tutaj tego nie kupuję. Jest tego za dużo, bo to aż cztery utwory, a i poziomem nie powalają.
Nowsza wersja drugiego albumu Kultu to kawał naprawdę świetnego post punkowego grania. Na żadnym innym albumie tego legendarnego zespołu nie znajdziemy aż tylu uwielbianych przez fanów kawałków. Ani na świetnym debiucie, ani na niemal doskonałym "spokojnie" ani na także cenionych przez fanów "Muj wydafca", "Tata Kazika" czy "Ostateczny krach systemu korporacji". Byłbym bardzo skłonny dać temu krążkowi nawet "dziewiątkę" i to z plusem, ale cztery ewidentne wpadki i cztery kolejne mimo wszystko odstające poziomem od reszty, każą mi nieco obniżyć notę. Nie mniej jest to drugi z moich ulubionych krążków zespołu i obowiązkowa pozycja na półce fanów polskiego rocka czy post punku- niekoniecznie tylko naszego "krajowego".
8/10
Lista utworów:
- Piosenka młodych wioślarzy
- Piloci
- Do Ani
- Polska
- Babilon
- Taniec wielki
- Wódka
- Hej czy nie wiecie
- Post
- Kult
- Totalna stabilizacja
- Narodzeni na nowo
- Umarł mój wróg
- Elektryczne nożyce
- Spokojnie
- Rozmyślania wychowanka
- Gdziekolwiek idę, z tobą chcę iść
- Wódka (inna wersja)
piątek, 8 kwietnia 2022
Kult- "Kult"
Zespół Kult to jeden z najbardziej znanych polskich zespołów
rockowych i zdecydowanie jeden z tych, którzy na tę popularność zasługują.
Długie, ponad dwugodzinne występy na scenie, oryginalne, (zazwyczaj) ciekawe i
często kontrowersyjne teksty utworów pisane przez lidera, Kazika Staszewskiego; ale przede wszystkim ambicje i pomysł na siebie, sprawiają, że ciężko przejść
obok tego kolektywu obojętnie. Nazwany tak samo jak zespół debiut
warszawskiego bandu to dopiero zapowiedź tego na co tych panów stać, ale już
tutaj słychać w jakim kierunku ich muzyka będzie zmierzać. Mimo, że stylistyka
post-punkowa mogła się wydawać nieco podstarzała pod koniec lat 80., to zespół nadał jej nowe
życie wprowadzając do swoich kompozycji elementy jazzu, funku czy w niektórych
przypadkach nawet wpływy orientalne.
Album rozpoczyna się jednym z koncertowych klasyków zespołu. "Wspaniała nowina" oparta jest przede wszystkim na chwytliwych partiach dęciaków,
a sam utwór nieźle "buja" za sprawą funkowej sekcji rytmicznej. Nieźle wypada
także wokal Kazika pozbawionego w prawdzie wybitnej techniki, ale posiadającego
charakterystyczną i całkiem ciekawą barwę głosu. Cały album zresztą pod
względem linii wokalnych jest dosyć zróżnicowany.
Następujący po bardzo udanym, energicznym otwarciu "Zabierz
mu wszystko", to z kolei przyjemny ale raczej nie zapadający szczególnie w
pamięci wypełniacz. Nie jest to też utwór chętnie wykonywany na koncertach.
Zaraz po nim słyszymy prawdziwy klasyk, najbardziej znaną z
debiutu "Krew Boga", charakteryzującą się typowo post-punkową partią gitary oraz
podwójną linią wokalną. Ciężko wyobrazić też sobie jakikolwiek występ tego
kultowego zespołu bez tego kawałka.
Nagraniem w zupełnie innym stylu, ale jakościowo niewiele,
albo i wcale, poprzedniemu na liście utworowi, nie ustępują "Mędracy", powolny, posiadający
świetny klimat utwór, to zdecydowanie jeden z mocniejszych fragmentów krążka,
nie cieszący się niestety takim uwielbieniem publiczności jak nagranie nr 1 i 3
na płycie.
Raczej niedocenianym, a moim zdaniem jeszcze lepszym utworem
od poprzednika jest "Religia wielkiego Babilonu". Także utwór powolny, znowu
posiadający wciągający klimat, lecz tym razem osiągnięty innymi środkami:
zdradzającymi zainteresowanie członków zespołu muzyką ze wschodu, dęciakami
oraz partiami na klawiszach oraz interesującą linią wokalną lidera. Ośmielę się
nawet powiedzieć, że to jedna z najciekawszych partii wokalnych Staszewskiego w
całej jego karierze.
Po trzech perełkach poziom niestety spada, za sprawą nieciekawego "Posłuchaj to do Ciebie" i kojarzącego się z kawiarnianym jazzem, lekko nudnawym "1932-Berlin",
choć ten drugi nie jest też takim złym utworem dla ludzi lubującymi się w
takiej, może klimatycznej, ale raczej mało zróżnicowanej muzyce.
Potem zespół serwuje nam przejażdżkę na rollercosterze, bo
poziom na przemian wnosi się do góry i mocno opada. I tak po ciekawym i
energicznym "Konsumencie" następuje słabe "Odnawianie restauracji", żeby za chwile
zachwycić nas świetną, typowo post-punkową "Udaną transakcją". Niezły jest też
finał albumu, jeden z dwóch utworów zespołu napisanych dla przyszłej żony
wokalisty, "O Ani", posiadający ciekawie wyeksponowany bas oraz kolejne
wciągające partie dęciaków.
Debiut legendarnego polskiego zespołu nie jest pozbawiony
wad, ale słychać, że już tutaj styl zespołu mocno okrzepł, że nie jest to
szukanie pomysłu na siebie i próbujący łapać się każdego możliwego rodzaju
muzyki skład. Jest to dzieło spójne, mimo, że utwory są od siebie bardzo mocno
zróżnicowane oraz, co wyjątkowo rzadkie na polskiej scenie muzycznej,
oryginalne nawet w porównaniu z zachodem. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby
zamiast skrytykowanych przeze mnie utworów, na płycie znalazły się utwory,
które nie przeszły w tamtym czasie cenzury, jak "Polska", albo pominięte z
jakiegoś powodu "Do Ani", czyli drugi, bardziej znany utwór dotyczący ukochanej
lidera. Nie były to zresztą jedyne pominięte utwory. Na debiucie nie usłyszymy
także "Babilonu", "Taniec wielki", "Pilotów" czy "Piosenki młodych wioślarzy". Każdy z
tych utworów pojawi się na późniejszej edycji kolejnego albumu grupy.
7/10
Lista utworów:
- Wspaniała nowina
- Zabierz mu wszystko
- Krew Boga
- Mędracy
- Religia wielkiego Babilonu
- Posłuchaj to do Ciebie
- 1932-Berlin
- Konsument
- Odnawianie restauracji
- Udana transakcja
- O Ani









