Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Proto-punk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Proto-punk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Recenzja: The Stooges - "Funhouse"

Okładka albumu "Fun House" zespołu The Stooges

Przełom lat 60. i 70. był niesamowicie dynamicznym z muzyce. Działo się wtedy tyle, że aby utrzymać popularność, artysta musiał się rozwijać i nawet nie próbować dwa razy nagrać czegoś zbyt do siebie podobnego. Stąd też coraz to nowe elementy z albumu na album dodawało Led Zeppelin, Black Sabbath, Jimi Hendrix, Frank Zappa, Pink Floyd, King Crimson i wielu innych. Wśród tych innych znajdowało się The Stooges, które także mocno się rozwinęło przez rok między wydaniem debiutu, a drugiego krążka.

Wciąż jest to w większości muzyka prosta i energiczna jak w "Down on The street", "Loose" i "T.V. Eye". Każdy z nich mimo swej prostoty to bardzo udany kawałek, a najbardziej z nich lubię niesamowicie energiczny "Loose" z bardzo fajną grą na gitarze. W podobnym stylu utrzymany jest "1970", ale tu pod koniec pojawia się świetne jazzowe solo na saksofonie. W kolejnym "Fun House" instrument ten pełni już znacznie większą rolę, równą gitarze czy wokalowi, a sam utwór posiada świetny improwizacyjny charakter. Jeszcze dalej muzycy idą w finałowym "L.A. Blues" który jest już czysto awangardowym utworem z pewnością niełatwym w odbiorze dla przypadkowego słuchacza. Całości dopełnia wolniejszy "Dirt" z bluesową gitarą, który także jest udaną kompozycją.

Duży postęp poczynił zespół Iggy'ego Popa przez ten dosyć krótki czas. Już debiut stał ma wysokim poziomie, ale drugą płytą grupa ustawiła poprzeczkę niezwykle wysoko. Nie mieli jednak okazji jej przeskoczyć, bo już niedługo zespół nie istniał. Może, szkoda, ale dzięki temu The Stooges nie nagrało słabego albumu, a Iggy Pop solo także tworzył niezłe płyty.

9/10

Lista utworów:

  1. Down on The street
  2. Loose
  3. T.V. Eye
  4. Dirt
  5. 1970
  6. Fun House
  7. L.A. Blues

czwartek, 17 listopada 2022

Recenzja: The Stooges - "The Stooges"

Okładka albumu "The Stooges" zespołu The Stooges

The Stooges to, podobnie jak The Velvet Underground, zespół nie do końca doceniany w czasie aktywności grupy, ale okazujący się niezwykle wpływowy po latach. Obie grupy zresztą sporo łączy. Obie są kwalifikowane jako zespoły proto-punkowe, obie posiadały natychmiast rozpoznawalnych wokalistów i obydwa wpłynęły na twórczość choćby Davida Bowie, który inspirowany twórczością tych grup stworzył swoje najlepsze albumy, a także wydostał liderów obydwu grup z artystycznej stagnacji po rozpadzie macierzystego zespołu. Warto nadmienić, że z The Stooges współpracował były muzyk the Velvet Underground, John Cale.

Mimo wszystko twórczość zespołu charyzmatycznego Iggy'ego Popa, a przynajmniej jego debiut, wydaje się bardziej przystępny. A jednak podobnie jak w utworach The Velvet Underground, tak i tutaj, gitarzysta Ron Ascheton często gra mocno eksperymentalne, zgiełkliwe partie. Te można usłyszeć na większości materiału, np surowym "1969", wpadającym w ucho, ale mało wybitnym "No Fun" czy zadziornym "Not Right". Ascheton świetną robotę wykonuje również w "Real Cool Time" i "Little Doll". Każdy w wyżej wymienionych utworów jest co najmniej solidny, ale muzycy umieścili tu kilka lepszych nagrań. Takim jest choćby bardzo udany "I wanna be Your Dog" i łagodny "Ann" z ładną partią wokalną Popa. Jednak najlepsze co grupa tu umieściła, to 10 minutowy, psychodeliczny "We Will Fall". Muzycy stworzyli tu niesamowity, mistyczny klimat, a sam utwór niezwykle wciąga słuchacza.

"The Stooges" to album, który bezpośrednio zainspirował setki wykonawców, jednak pośrednio wpłynął na twórczość tysięcy grup na całym świecie. Być może gdyby nie ten album, dzisiejsza muzyka rockowa i metalowa wyglądała by tak jak wygląda. Niby byli inni proto punkowi wykonawcy, ale ciężko przejść obok słów wielu uznanych muzyków o wpływie jaki wywarł na nich Iggy Pop i spółka.

7/10

Lista utworów:

  1. 1969
  2. I wanna be Your Dog
  3. We Will Fall
  4. No Fun
  5. Real Cool Time
  6. Ann
  7. Not Right
  8. Little Doll 

piątek, 30 września 2022

Recenzja: Silver Apples - "Silver Apples"

Okładka albumu "Silver Apples" zespołu Silver Apples

Druga połowa lat 60. to okres kiedy artyści faktycznie chcieli się wyróżniać na tle współczesnej sceny. To właśnie okres kiedy rodziły się takie gatunki jak blues rock z którego wyewoluował hard rock, a także powstały dwa inne inspirujące odłamy muzyki rockowej: rock psychodeliczny i proto-punk. Za przedstawiciela właśnie tych dwóch podgatunków można uznać amerykański duet Silver Apples. Projekt perkusisty Dana Taylora i Simeona Coxe odpowiadającego za operowanie zbudowanym przez siebie stołem składającym się z kilku generatorów dźwięków wywarł ogromny wpływ zarówno na rodzącą się niebawem scenę krautrockową, jak i na późniejszy post punk i muzykę elektroniczną.

Mimo tego, początkowo kultowy debiut zespołu w tamtym czasie przeszedł bez echa podobnie jak krążki innych proto-punkowych legend jak The Velvet Underground czy the Stooges. Muzyka tu zawarta nie należy do najbardziej melodyjnych, słucha się jednak tego albumu z niemałą przyjemnością. Każdy z zawartych tu utworów wciąga swoim klimatem stworzonym przez motoryczną przez większość czasu grę Taylora oraz elektroniczny puls i inne ozdobniki generowane przez Coxe. Dodatkowo wokale świetnie pasują do takiej muzyki, dzięki czemu cały album od "Oscillations", przez świetne "Lovefingers" po już bardziej melodyjny "Misty Mountain" hipnotyzuje przez całą swoją długość. 
Nie jest to jednak granie monotonne w swojej transowości, bo duet zadbał o to aby poszczególne nagrania czymś się wyróżniały. W "Seagreen Serenades" np słychać flet, w "Whirly-Bird" i przede wszystkim w "Program" wykorzystano sample, a "Velvet Cave" i "Dancing Gods" posiadają bardziej plemienny klimat. "Dust" natomiast chyba wprowadza w największy trans dzięki recytowanej linii wokalnej na tle jak zwykle hipnotycznej gry instrumentów.
Nazwa Silver Apples była mi znana już jakiś czas, jednak dopiero niedawno uznałem, że już pora sprawdzić co to za kolektyw. I muszę przyznać, że nie żałuję ani sekundy z tych trzydziestu kilku minut, które trwa opisywany album. Nawet znając już późniejszych wykonawców, którzy styl Silver Apples udoskonalili, debiut Amerykanów zrobił na mnie spore wrażenie.

8/10

Lista utworów:

  1. Oscillations
  2. Seagreen Serenades
  3. Lovefingers
  4. Program
  5. Velvet Cave
  6. Whirly-Bird
  7. Dust
  8. Dancing Gods
  9. Misty Mountain

wtorek, 17 maja 2022

Recenzja: The Velvet Underground- "White light/ white heat"

 

Okładka albumu "White light/ white heat" zespołu The Velvet Underground

Na drugim albumie the Velvet Underground sporo się zmieniło. Po pierwsze nie usłyszymy na nim Nico, którą zespół wyrzucił z zespołu po słabo przyjętym debiucie. Za współpracę podziękowano również Andiemu Warholowi, który na debiucie odpowiadał za produkcję oraz projekt słynnej okładki. Na swoim kolejnym krążku Lou Reed z kolegami zrezygnowali również z łagodniejszych i piosenkowych nagrań obecnych na debiucie. Jedynym utworem pełniącym taką funkcję jest krótki "Here she comes now", który jednocześnie podoba mi się na płycie najmniej.

Pozostałe pięć utworów to już eksperymenty z hałasem i zgiełkiem na całego. Jeszcze względnie "normalnie" jest w utworze tytułowym, w którym mimo, że sporo dzieje się w tle, to dopiero na końcu Reed najbardziej "męczy" swoją gitarę. Przystępnie wypada również "Lady godiva's operation", w którym również sporo się dzieje w tle, ale najbardziej zwraca uwagę końcówka, gdzie słychać jak jeden z muzyków naśladuje... samolot. 

Bardzo ciekawie wypada "the gift", w którym wyraźnie oddzielono warstwę instrumentalną od wokalnej. Tylko w lewym kanale usłyszymy śpiew, a ściślej melorecytacje Johna Cale'a. Natychmiast w prawym usłyszymy grę instrumentalistów z czołową rolą skrzeczącej gitary. Za sprawą melorecytacji utwór aż hipnotyzuje. 

Nic nie wciąga się jednak tak bardzo na tym albumie jak najdłuższy "Sister Ray". To co zespół robi w tym utworze jest niesamowite. Mimo, że pozornie wszystko brzmi tu prosto, to niezwykle ciężko oderwać się od tego kawałka. Prawdziwe 17 minutowe arcydzieło. 

Ostatnim z obecnych na krążku utworów jest najbardziej czadowy "I Heard her call my name", który gdyby nie wszelkie zgrzyty i trzaski ma pełne prawo kojarzyć się z bardziej energicznymi numerami Rolling Stonesów. Obok genialnego "Sister Ray" jest to mój ulubiony utwór z całego krążka.

Na "White light/ white heat" grupa poszła w jeszcze bardziej eksperymentalnym kierunku zbliżając się do swojego koncertowego brzmienia i była to decyzja doskonała. Grupa przebiła tym samym swój i tak genialny debiut i zaserwowała nam jeden z najbardziej intrygujących i najlepszych zarazem albumów rockowych w historii.

10/10

Lista utworów:

  1. White light/ white heat
  2. The Gift
  3. Lady Godiva's operation
  4. Here she comes now
  5. I Heard her call my name
  6. Sister Ray

czwartek, 14 kwietnia 2022

The Velvet Underground -"The Velvet Underground & Nico"

Okładka albumu "The Velvet Underground & Nico" zespołu The Velvet Underground


 The Velvet Underground to zespół, który dziś uważany jest za jedną z najbardziej wpływowych i kultowych grup rockowych jakie kiedykolwiek powstały. Szczególnym kultem darzony jest debiut grypy że słynnym bananem na okładce, na którym zespół wspomagała piosenkarka i modelka Nico. No dobra, ale co jest takiego wpływowego na tym krążku?... wszystko. Mamy tutaj teksty, które wywołały szok u ówczesnych słuchaczy. Mamy muzykę, która mocno wpłynęła na wybuch punkowej rewolucji kilka lat później. I mamy nawet charakterystyczne piski i zgrzyty gitary, czyli coś co będzie modne ponad 20 lat później!

Utwory w zasadzie można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to ładne, proste, melodyjne piosenki, w których śpiewa Nico. Natomiast druga grupa, to już bardziej energiczne granie, chociaż też melodyjne, a przy tym bardziej eksperymentalne, chociaż i w utworach z wokalem Nico zdarza się dodać grupie coś ciekawego. Za warstwę wokalną w tej drugiej grupie odpowiada śpiewający gitarzysta Lou Red.

Jakoś bardziej podobają mi się utwory z męskim wokalem, chociaż te ze śpiewem Nico także mają swój urok. "Sunday morning" to chyba najbardziej radiowe nagranie z całej płyty. Na początku sprawia wrażenie dosyć banalnej piosenki, ale zanim utwór się kończy, to wrażenie znika. Choć i tak jest to jedno z tych mniej lubianych kawałków. Z kawałków Nico najlepiej wypada "All tomorrow's parties" ze świetnym klimatem i zgrzytliwymi partiami gitary. Nie najgorzej słucha się także "I'll be your mirror "-ballada o fajnej melodii- i "Famme fatale"- jeszcze fajniejsze nagranie wzbogacone chórkami w refrenie.

Jednak mimo chwytliwości kawałków ozdobionych śpiewem niemieckiej wokalistki, to w utworach zaśpiewanych przez Lou Reda dzieje się najwięcej. Nawet tak prosty kawałek jak "I'm waiting for a Man" zachwyca energią i chwytliwą melodią. Podobnie wypada "Run run run". Także na swój sposób przebojowe nagranie, zwierające dodatkowo piskliwe dźwięki gitary w "solówce". Nieco słabiej natomiast wypada "There she goes again". Także niezłe nagranie ale niczym szczególnym się nie wyróżniające.

Najbardziej zachwycają mnie natomiast te najbardziej eksperymentalne utwory, jak kojarzący mi się z muzyką afrykańską "Venus in furs" zawierający bardziej melorecytację niż śpiew oraz dźwięki skrzypiec, zmieniające co chwilę tempo "Heroin" z kolejną zgrzytliwą partią gitary na koniec czy wzbogacone chórkami ale zawierające pełno pisków i zgrzytów "the Black angels death song". Zresztą ten ostatni utwór jest najtrudniejszy w odbiorze nie licząc jedynie mocno porąbanego finału, "European son", w którym zespół improwizuje na całego. Dla kogoś kto pierwszy raz styka się z taką muzyką może to być kompletny hałas i chaos, ale warto dać temu hałasowi szansę.

Debiut the Velvet Underground początkowo przeszedł bez większego echa, ale po pewnym czasie znacząco wpłynął na zespoły punkowe, które zobaczyły, że piosenki można pisać za sprawą kilku akordów na krzyż, ale przede wszystkim na muzykę post punkową, która rozwijała chęć eksperymentowania. Dzisiaj jest jeden z najbardziej znanych albumów proto-punkowych i żaden słuchacz muzyki rockowej czy eksperymentalnej nie powinien odpuścić sobie zapoznania się z krążkiem.

8,5/10

Lista utworów:

  1. Sunday morning
  2. I'm waiting for a Man
  3. Femme fatale
  4. Venus in furs
  5. Run run run
  6. All tomorrow's parties
  7. Heroin
  8. There she goes again
  9. I'll be your mirror
  10. Black angels death song
  11. European son