Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hunter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hunter. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2022

Recenzja: Hunter - "Arachne"

Okładka albumu "Arachne" zespołu Hunter

Trzy lata minęły od ukazania się cieszącej się sporym powodzeniem, ale równocześnie jednej ze słabszych w całej dyskografii Huntera "NieWolnOści". Fani zespołu mocno czekali na nowy krążek grupy od momentu gdy w sieci pojawiły się pierwsze klipy promujące płytę. A apetyt ten podsyciła jeszcze... okładka, którą zespół zaprezentował na jakiś czas przed premierą albumu. Skąd takie emocje wywołane okładką? Ewidentnie autor okładki próbował nawiązać do kultowego już "Hellwood". Fani mieli więc sporo oczekiwań, że po trzech nie tak udanych albumach, Hunter nawiąże muzycznie do jednego ze swoich najlepszych albumów.

Jednak nachalnych podobieństw tu brak. Właściwie poza rozpoczęciem albumu intro nawiązującym do kolejnego utworu nie ma tu więcej oczywistych nawiązań. W tym przypadku pełniący tę funkcję "W sieci..." genialnie wprowadza w klimat kolejnego utworu - tytułowego. A ten natychmiast po ukazaniu się w sieci zdobył duże uznanie wśród słuchaczy i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów z ósmego albumu grupy. Kawałek ten wciąga swoim mrocznym, niepokojącym klimatem i kolejnym już w karierze Draka świetnym, dającym duże pole do interpretacji tekstem. 

To, że muzycy potrafią tworzyć klimatyczne, mroczne utwory słychać też na końcu albumu. Inspirowany powieścią "Mistrz i Małgorzata" "Szata na bal" oparty jest na świetnych partiach basowych i perkusyjnych, a także upiornym wokalu i mrocznej gitarze. Natomiast dający do myślenia o naszym narodzie "IŻółć" rozkręca się powoli, jednak przez całą długość trzyma w napięciu, a Drak śpiewa tu w mocno emocjonalny sposób. Oba te utwory zresztą są moimi ulubionymi z "Arachne" i jednymi z najbardziej lubianych w całej dyskografii grupy. Klimatyczne miało być też "Casus Belli", tu jednak grupa zawiodła i zanudza.

Jednak Hunter od kilku albumów umieszcza na swoich krążkach utwory bardziej chwytliwe i przebojowe i "Arachne" nie jest wyjątkiem. "Figlarz Bugi" i "Saruman" mają naprawdę chwytliwe melodie i szybko wpadają w ucho. Pierwszy posiada świetny bas, natomiast w tym drugim natychmiast uwagę zwracają partie skrzypiec Jelonka. Nie najgorsze jest też chwytliwe "O worze", ale "Gollum" to już zwykły wypełniacz. Całości dopełnia jeszcze okraszony kolejnym niedosłownym tekstem "Kim", którego nie zaliczył bym ani do grupy klimatycznej ani przebojowej, jednak jest to także jeden z lepszych utworów na albumie. Choć grupa nie uchroniła się przed niepotrzebnym przedłużaniem.

Czy Hunter wydaniem "Arachne" powraca do formy w jakiej zespół był na wspomnianym już "Hellwood"?. Raczej nie. Po raz kolejny już grupa ze Szczytna nagrała album niezbyt równy, jednak i tak jest to znaczny progres względem "Imperium" i "NieWolnOść". Dzięki kilku naprawdę udanym kompozycjom można powiedzieć, że "Arachne" to najlepszy album właśnie od czasów "Hellwood".

6/10

Lista utworów:

  1. W sieci...
  2. Arachne
  3. Gollum
  4. Figlarz Bugi
  5. Casus Belli 
  6. O Worze
  7. Kim
  8. Saruman
  9. Szata na bal
  10. IŻółć

poniedziałek, 10 października 2022

Recenzja: Hunter - "NieWolnOść"

Okładka albumu "NieWolnOść" zespołu Hunter

Grupa Hunter po wydaniu "Królestwa" i "Imperium" stała się jedną z najbardziej znanych metalowych kapel w Polsce docierając do świadomości osób nawet nie mających do czynienia z tym gatunkiem. Siódmy krążek zespołu jeszcze tą popularność podniósł. Niestety ale nie dlatego, że jest to album tak bardzo udany. Sukces odniosły tu głównie dwa utwory, ale cały hype na ten krążek przyszedł głównie ze względu na... tekst utworu tytułowego. I to na dodatek dlatego, że do sieci wypłynęła błędna jego interpretacja.

Wielokrotnie pisałem, że Drak, czyli wokalista zespołu, który odpowiada za większość tekstów  grupy ma talent do pisania liryk dających pole do interpretacji. Jednak w mediach błędnie pisano, że zespół tym utworem atakuje PiS, który był już wtedy u władzy. Tak naprawdę bardzo trudno nie dostrzec, że Grzegorczyk jednym wersem atakuje każdą stronę polityczną... ale przynajmniej grupa miała swoje pięć minut "sławy". A co do muzyki w tym utworze, to zawiera dosyć chwytliwą melodię, którą błyskawicznie podchwytuje publiczność. Podobnie ma się sprawa z linią wokalną, także idealną dla publiczności. Zespół serwuje nam tu także zwolnienie, bo którym następuje zdecydowanie najlepsza, najbardziej emocjonalna część kawałka. Mój zdecydowany faworyt z albumu.

"RiPosta DrugoKlasisty" to drugi z utworów, które stały się klasykami grupy, choć znacznie mniejszym niż utwór tytułowy. Sporo tu zmian tempa, od umiarkowanie ciężkich, bo szybkie i agresywne. Jednak i w tym przypadku to warstwa tekstowa góruje nad muzyczną za sprawą antywojennego, bardzo dosadnego tekstu.

Reszta utworów niestety już nawet drugiemu z wymienionych kawałków nie jest w stanie dorównać, choć zdarzają się jeszcze kompozycje całkiem udane. Możemy tu usłyszeć jeden z najbardziej agresywnych utworów w całej dyskografii Huntera, czyli "PodNiebny". Jest to numer całkiem fajny, jednak tutaj przyjemność słuchania nieco odbiera tekst. Kompletnie nie wiem o co w nim chodzi i może budzić niepotrzebne myśli wśród nieświadomych ludzi o propagowaniu nienawiści czy przemocy przez zespół. A wątpię żeby taki był cel autora słów. Mam też sporą słabość do jednego z najbardziej chwytliwych utworów na albumie pt. "nieWesołowski", za jego przebojowy charakter i zróżnicowany sposób śpiewu. Niepokojący "Rzeźnicki" także miał potencjał na bardzo udany utwór, ale przez jego długi czas trwania w końcu zaczyna nudzić. "NieBanalny" ma udane zaostrzenia, ale wolniejsze fargmenty wypadają nijako. "NieRządnicki" miał potencjał na coś fajnego ale ostatecznie kończy jak średniak. Ma za to dający do myślenia tekst, za to sposoby śpiewu Draka zarówno w tych wolniejszych jak i szybkich momentach mnie nie przekonują. Kiedyś podobał mi się też "NieMy", ale teraz jest wg mnie zbyt banalny, a refren jest zbyt płaczliwy. "NieWinny" i "Gorzki" to już za to zwykle średniaki.

Niestety ale "NieWolnOść" kreowana na jeden z najlepszych albumów Huntera to album niezbyt udany. Posiada jeden świetny kawałek, trzy dobre, kilka z jakimś potencjałem i to właściwie tyle. Zespół jakby za bardzo skupił się na przekazie niż na muzyce, a przecież można było świetnie połączyć jedno i drugie co już sam zespół pokazywał wcześniej. W dodatku sporo patosu wprowadza tu Jelonek swoimi skrzypcami. Nie mam wątpliwości, że jest to bardzo utalentowany instrumentalista, ale na tym albumie zawiódł. Jego partie są proste, często wysuwające się zbyt nachalnie na pierwszy plan, co irytuje biorąc pod uwagę, że są do siebie zbyt podobne na pierwszy rzut oka. Biorąc więc pod uwagę całokształt, wychodzi nam album poziomem zbliżony do także przecenianego "Imperium", albo nawet mu nie dorównujący.

4/10

Lista utworów:

  1. NieWolnOść
  2. NieWinny
  3. Gorzki
  4. PodNiebny
  5. Rzeźnicki
  6. nieWesołowski
  7. NieRządnicki
  8. NieMy
  9. NieBanalny
  10. RiPosta DrugoKlasisty 

środa, 31 sierpnia 2022

Recenzja: Hunter - "Imperium"

Okładka albumu "Imperium" zespołu Hunter


Gdy Hunter po koncercie pod nazwą "Historia metalu" na festiwalu Przystanek Woodstock w 2013 roku odbierał swoją pierwszą złotą płytę za album "Królestwo", wokalista zespołu ogłosił, że grupa pracuje nad kolejnym albumem pod nazwą "Imperium". Niedługo po tych słowach, bo w listopadzie tegoż roku ukazała się wspomniana płyta, jedna z najbardziej kontrowersyjnych i przy okazji nierównych w karierze zespołu.

Kontrowersje wywołują przede wszystkim teksty, w których obrywa się przede wszystkim religiom i to nie tylko naszej. Chyba najbardziej dosłownym przykładem jest kończące album "Imperium Trujki". Tu Drak będący autorem słów sugeruje zarówno brak życia pośmiertnego, jak i krytykuje pod sam koniec utworu... Radio Maryja, a konkretnie żerowanie na religijności starszych osób. Ogromną popularność wśród fanów zespołu, ale nie tylko zdobyło singlowe "Imperium Uboju" z dosyć krwawym teledyskiem. I tutaj wokalista grupy zaimponował ciekawym, niejednoznacznym tekstem, który oficjalnie potępia ubój rytualny, ale można go też interpretować na swój sposób - gorzej, że pewne fragmenty tekstu mogą zostać wyrwane z kontekstu, przez co słowa mogą być odbierane jako satanistyczne. A co do muzyki w tym utworze, to otwiera go fajny, choć mało oryginalny riff i zawiera nośną, wręcz skoczną w niektórych momentach melodię. Nic dziwnego, że utwór ten potrafi tak ponieść publikę na występach na żywo.

Te dwa utwory to największe szlagiery z "Imperium", ja jednak lubię też przebojowy, choć może lekko sztampowy "Imperium Mæczety", który z niewiadomych przyczyn nie zagościł na stałe w koncertowych setlistach. Przekonałem się też w ostatnim czasie do spokojnego lecz niepokojącego "Imperium miłości" z kolejnym zaskakującym tekstem. Bo wbrew tytułowi nie jest to banalny tekst o miłości do żony/dziewczyny/dziecka, lecz napisany jest z perspektywy... diabła (jeśli dobrze interpretuję). Utwór wciąga swoim klimatem, lecz ten w końcówce zostaje zepsuty. Jako tako wypada też "Imperium strachu" i trochę słabiej "Imperium waraciwara", nie przepadam za to zbytnio za "Imperium ZAWIŚCI ORZESZPOSPOLITEJ". Najgorzej z całego albumu wypadają jednak dwa utwory skomponowane przez skrzypka, Michała Jelonka, to których ten napisał także tekst: "Imperium diabła" i "Imperium SZCZUJSZCZURA". Oba kawałki wypadają banalnie, a w kółko powtarzane słowa obu refrenów budzą politowanie, szczególnie, że w "Imperium diabła" śpiewane są częściowo wysokimi głosami, które bardziej budzą zażenowanie niż jakieś inne uczucia. Na plus dla obu kompozycji jest to, że zwrotki nie są takie złe czysto muzycznie.

"Imperium" powtórzyło sukces poprzednika bo także zdobyło status złotej płyty, a nawet go przebiło, gdyż przez jakiś czas było numerem jeden na OLiS. Myślę jednak, że sukces ten album zawdzięcza przede wszystkim dwóm utworom, które wymieniłem jako pierwsze. Reszta utworów to utwory raz niezłe, raz słabe, ale mające jakiś potencjał radiowy. Niewiele jednak fani pamiętają z pozostałych siedmiu kawałków. Fani solowej twórczości Jelonka na pewno bardzo dobrze poznali "Imperium diabła", bo muzyk bardzo często gra go na swoich występach, jednak w wersji koncertowej wypada niewiele lepiej od oryginału. Uważam zatem, że szósty album zespołu jest najgorszym dziełem grupy do tej pory, mimo dwóch naprawdę świetnych utworów.

5/10

Lista utworów:
  1. Imperium uboju
  2. Imperium mæczety
  3. Imperium ZAWIŚCI ORZESZPOSPOLITEJ
  4. Imperium miłości
  5. Imperium SZCZUJSZCZURA
  6. Imperium strachu
  7. Imperium diabła
  8. Imperium waraciwara
  9. Imperium trujki 

sobota, 30 lipca 2022

Recenzja: Hunter - "Królestwo"

 

Okładka albumu "Królestwo" zespołu Hunter

"Królestwo" to album, który wzbogacił dorobek zespołu o kilka nowych koncertowych szlagierów. Obecnie chyba niemożliwe jest trafić na koncert grupy ze Szczytna, na którym Hunter nie zagrał ani jednego utworu z piątej płyty.

Skoro już wspomniałem o występach live, to warto powiedzieć też, że częstym zjawiskiem jest, że zespół swoje koncerty rozpoczyna dokładnie tak samo jak zaczął "Królestwo" (pomijając "Intro"), czyli od bazującej na ociężałym riffie "Rzeźni nr 6" i szybkiego, przebojowego "Dwie siekiery" z próbą urozmaicenia utworu spowolnieniem w środkowej części. Oba utwory na żywo faktycznie potrafią porwać, studyjnie nie zachwycają, ale mogą się podobać.

Ciężko wyobrazić sobie występ zespołu bez poruszającego "PSI" czy utrzymanego w średnim tempie "Trumian Show", do których zespół nagrał teledyski. Oba nagrania zresztą są mocnym punktem całego albumu, podobnie jak pełen emocji w wokalu "Kostian" i ballada "O wolności". Dosyć często możemy na żywo usłyszeć też "Samaela". Ten powolny kawałek jednak nie przemawia do mnie w żadnej wersji. Co najwyżej średnie są też "Sztandar", „RnЯ” i inni.

"Królestwo" osiągnęło spory sukces komercyjny zdobywając nawet sporo wyróżnień w kategorii muzyki metalowej. Dla mnie jednak był to najsłabszy album grupy do tamtej pory, bez żadnego świetnego kawałka. Te najlepsze utwory są po prostu dobre. I nic więcej. Nie widzę też właściwie potrzeby żeby ktoś poza fanami muzyki metalowej zwrócił uwagę na tą płytę. Brakuje tutaj też tak charakterystycznych utworów jakie zdarzały się w licznie mnogiej ma każdym z czterech wcześniejszych albumów.

5/10

Lista utworów:

  1. Intro
  2. Rzeźnia nr 6
  3. Dwie siekiery
  4. Trumian Show
  5. Sztandar
  6. Samael
  7. Inni 
  8. Kostian
  9. PSI
  10. „RnЯ”
  11. O wolności

środa, 6 lipca 2022

Recenzja: Hunter - "Hellwood"

 

Okładka albumu "Hellwood" zespołu Hunter

"T.E.L.I..." zdobyło w polskim, metalowym świecie niemałe uznanie, obecnie ciesząc się prawie kultowym statusem. Jednak zespół na kolejnym albumie postanowił nie trzymać się zbyt mocno zawartych tam pomysłów, dzięki czemu "Hellwood" zdaje się o wiele bardziej urozmaicony, a także - przynajmniej dla mnie - lepszy. Warto wspomnieć skąd wziął się tytuł płyty, która natychmiast kojarzy się z Hollywood, czyli mekką dzisiejszej kinematografii. Muzycy postanowili stworzyć koncept, który polegał na napisaniu tekstów nawiązujących do ich ulubionych filmów. Napisane są one jednak w tak dobry sposób, że można ich słuchać nie znając filmów do których nawiązują, a nawet nie wiedząc, z jakim filmem są powiązane (tak jest w moim przypadku, bo już od dłuższego czasu filmy niezbyt mnie interesują).

Mimo, że czwarty krążek polskiej grupy przez wielu fanów uznawany jest za osiągnięcie szczytowe, to tylko jeden pochodzący z niego utwór zagościł w setlistach koncertowych na stałe. Mowa o świetnym "$mierci$miech" - bardzo szybkim utworze z ogromnym udziałem skrzypiec i wyrzucanym z niemałą prędkością antywojennym tekstem. Popularność tego kawałka jest wg mnie całkowicie zasłużona i status, który posiada wśród wśród fanów grupy (chyba tylko "Kiedy umieram", "T.E.L.I.." i późniejsza "NieWolność" oraz "Imperium uboju" przebijają uwielbieniem wspomnianą kompozycję) jest zrozumiały.

Znacznie rzadziej przez zespół wykonywane są krótki i właściwie średni "Dura Lex Sed Lex" "Labirynt Fauna" z ładnym tekstem, choć mrocznym refrenem i świetnie łączący łagodne zwrotki z agresywnymi refrenami, a także "Armia Boga". Przy ostatnim utworze na chwilę się zatrzymam. Jeśli chodzi o gitarowe riffy, to jest to chyba najlepszy pod tym względem utwór od czasów "Medeis", a może nawet "Requiem". Ale uwagę chcę poświęcić warstwie lirycznej, która aż dziwne, że nie wzbudziła w tamtym czasie kontrowersji (te przyjdą wraz z albumem "Imperium" i będą kontynuowane na "NieWolność" i "Arachne"). Tekst w pierwszej chwili może wręcz się wydawać satanistyczny, bo pisany jest z perspektywy samego Lucyfera o czym może świadczyć choćby wers "Tak, jestem tym, który pierwszy spadł". Warto jednak zgłębić go do końca, bo pod koniec utworu pojawiają się linijki sugerujące zadowolenie podmiotu lirycznego z potępienia ludzi mających na rękach krew dzieci, co potwierdził sam lider zespołu ze sceny Polandrock festiwal w 2019 roku, mówiąc przy tym, że to już w tym utworze poruszyli temat pedofilii w kościele.

Inne utwory z płyty wykony na żywo mają sporadycznie. Szkoda, bo chętnie zobaczyłbym jak na żywo wypada np "Strasznik" ale przede wszystkim "Arges" - powolny, a przy tym bardziej ciężki utwór z niezwykle mrocznym klimatem. Wyśmienicie dla mnie spisał się tu Drak, którego partia wokalna jest równocześnie pełna bólu co wściekłości. Uważam jednak, że skrócić można było końcówkę, w której wokalista wykrzykuje łacińskie sentencje. Fakt, że instrumentalnie wciąż rośnie napięcie, jednak nie jakoś mocno, a to co zaprezentowali instrumentaliści można było zmieścić w krótszym czasie.

"TshaZshyC", "Duch epoki" i "Zbawienie" za to to już dla mnie zwykłe zapychacze, w których może znajdzie się jakiś ciekawy element, ale zostały one zmarnowane. "Nadchodzi..." to właściwie tylko 20 sekund bicia zegarów na początku albumu, za to pochwalić mogę próbę (udaną czy nie kwestia smaku - dla mnie średnią) urozmaicenia całego albumu wpływami wschodnimi w "Cztery wieki później". Na pewno znajdziemy tu najładniejszą "właściwą" partię wokalną na albumie. Irytować mogą za to "hinduskie" wokalizy. Gdyby nie one być może wyszło by coś równie ładnego jak "Pomiędzy niebem a piekłem" z poprzedniego albumu.

"Hellwood" zdecydowanie zawiera więcej pomysłów niż poprzednie "T.E.L.I...", jednak i tu grupa nie ustrzegła się chybionych pomysłów czy dłużyzn, albo po prostu nijakich motywów czy riffów. Mimo to jest to płyta która znajduje się na podium moich ulubionych krążków grupy ze Szczytna.

7/10

Lista utworów:

  1. Nadchodzi...
  2. Strasznik
  3. $mierci$miech
  4. Labirynt fauna
  5. Duch epoki
  6. Armia Boga
  7. Dura Lex Sed Lex
  8. TshaZshyC
  9. Arges
  10. Cztery wieki później
  11. Zbawienie

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Recenzja: Hunter - "T.E.L.I..."

 

Okładka albumu "T.E.L.I..." zespołu Hunter

Trzeci album polskiego Huntera jest albumem dla grupy niezwykle kluczowym. Od tego momentu zespół nagrywał na swoje albumy tylko i wyłącznie utwory zaśpiewane po Polsku oraz niemal całkowicie okrzepł charakterystyczny styl bandu ze Szczytna. Dodatkowo to właśnie na "T.E.L.I..." słychać coraz bardziej istotną rolę Michała Jelonka. Dziś trzecia płyta zespołu cieszy się wręcz kultem ze strony fanów zespołu i sam przez długi czas uważałem ja za arcydzieło i najlepsze co Hunter nagrał. Dziś zdanie o tym krążku znacząco się zmieniło.

Sam album przyniósł nam jeden ogromny hit koncertowy i kilka mniejszych, ale także wśród fanów bardzo cenionych. Ten najbardziej rozpoznawalny utwór z płyty to oczywiście świetny utwór tytułowy, który jako jeden z niewielu kawałków z tej płyty po czasie cenię prawie tak samo mocno jak w momencie poznania zespołu 5 lat temu. Główną siłą zarówno tego numeru jak i całej płyty są interesujące i dające pole do interpretacji teksty wokalisty grupy, Draka, jednak w tym przypadku także muzycznie jest całkiem nieźle. To prawda, riff nie należy do najbardziej oryginalnych w historii gatunku, sama kompozycja też jest raczej prosta, ale mimo to ciężko mi przerwać słuchanie. A budowanie napięcia przed ostatnim, porażającym gniewem refrenem jest niesamowite.

Do bardziej znanych (choć niekoniecznie lepszych) fragmentów płyty należy utrzymana w średnim tempie i oparta na ciężkim riffie "Białoczerw", szybcy "Wyznawcy", na swój sposób chwytliwy "Płytki dołek" i najbardziej pokręcone na całym albumie "Osiem". W przypadku pierwszego z wymienionych utworów, moje spojrzenie na niego stało się bardziej krytyczne, za to w przypadku prawie finałowego "Osiem" było odwrotnie. Na pewno grupę należy docenić za inwencję w tym utworze. W końcu kto spodziewał się, że głównym tematem metalowego utworu stanie się motyw z zabawy w "Stary niedźwiedź mocno śpi"? Ogromną rolę w tym prawie progresywnym utworze pełni Michał Jelonek, który nie tylko ma tutaj dosyć istotny fragment instrumentalny, ale i udziela się (powiedzmy) wokalnie gdy groźnym, strasznym głosem wypowiada kilka wersów. Mniej oryginalnie zespół postąpił w kwestii tytułu, prawdopodobnie chcąc powtórzyć patent z poprzedniej płyty przy "Siedem (Medeis)". Tym razem jeśli dobrze zrozumiałem intencję muzyków tytuł można także wypowiadać jako "Mięso".

Na wyróżnienie zasługują wg mnie także dwa utrzymane w średnim lub wolnym tempie numery: bardzo lubiany przeze mnie "Krzyk kamieni" z tekstem nawiązującym do ataku na Word Trade Center oraz zawierający zaostrzenia "$$$$$$$". A jeszcze lepiej wypada "NieRaj" z emocjonalną warstwą wokalną oraz kolejnym tekstem, który można interpretować po swojemu czy to jako skierowany do ludzi u władzy, czy do Boga (lub bogów - myślę, że Drak pisząc tekst nie myślał dokładnie o "naszym" chrześcijańskim Bogu, lecz każdej sile wyższej niezależnie od wyznania), a inne osoby być może odnajdą tu inne znaczenie.

Całkiem nieźle, choć nie wybitnie wypada również "Przy Wódce" z kolejnymi dwuznacznymi wersami i niesamowitym koncertowym potencjałem oraz najspokojniejsze na płycie i chyba najładniejsze w całej dyskografii grupy "Między niebem a piekłem". Za kompletnie zbędne uważam za to "Wersety" z niezłym co prawda riffem, jednak całościowo jest to utwór nijaki.

"T.E.L.I..." mocno straciło w moich oczach od czasów gdy zaopatrzyłem się w ten krążek kilka lat temu. Wciąż są tu momenty dobre, więcej jednak średnich lub słabych, niektóre elementy zdają się być zbyt podobne do czegoś co słyszeliśmy na płycie wcześniej. Wyróżnić muszę natomiast lidera zespołu jako tekściarza, bo to właśnie tutaj zaczął się niezwykle rozwijać pod tym względem, umiejętnie bawiąc się słowami, umieszczając zgrabne aluzje czy metafory, a z czasem coraz bardziej bawiąc się w słowotwórstwo. Z jednej strony rozumiem zachwyty fanów nad tą płytą, bo miała szczególny status także u mnie, z drugiej jednak widzę tu teraz zbyt wiele braków by wystawić ocenę porównywalną z poprzednim "Medeis".

6/10

Lista utworów:

  1. Intro
  2. T.E.L.I...
  3. Wersety
  4. Białoczerw
  5. NieRaj
  6. Krzyk kamieni
  7. Wyznawcy
  8. $$$$$$$
  9. Płytki dołek
  10. Przy wódce
  11. Pomiędzy niebem a piekłem
  12. Osiem
  13. Outro


środa, 25 maja 2022

Recenzja: Hunter - "Medeis"

 

Okładka albumu "Medeis" zespołu Hunter


O ile na debiutanckim "Requiem" Hunter zdradzał pewne zalążki własnego stylu, to na wydanym aż 8 lat później "Medeis" ten styl już niemal całkowicie się wykrystalizował. Na pewno miały na to wpływ pewne zmiany w zespole, a mianowicie dołączenie do grupy Piotra "Pita" Kędzierzawkiego i przede wszystkim skrzypka Michała Jelonka, który obecnie jest najbardziej rozpoznawalnym - zaraz po wokaliście grupy - członkiem zespołu. Jednak jeszcze na tym albumie zespół jakby dopiero nieśmiało wprowadza Jelonka w swoją muzykę i ten stanie się ważniejszą postacią dopiero później. A co do samej płyty, to ta obecnie uważana jest za najlepszą w historii zespołu. Chyba nie sądzą tak sami muzycy, bo ci po utwory z "Medeis" sięgają niezbyt często na swoich koncertach. Sam będąc wśród publiczności na trzech koncertach Huntera, utwory z Medeis usłyszałem zaledwie trzy razy.

I były to dwa najbardziej rozpoznawalne utwory grupy z tego albumu. Na swoim pierwszym koncercie zespołu niestety nie miałem przyjemności usłyszeć ani jednego kawałka z tego krążka. Po raz pierwszy usłyszałem je na Polandrocku w 2019, gdzie zespół zagrał "Fallen" oraz "Kiedy umieram". Ostatnim moim koncertem był występ zespołu na 3majówce kilka tygodni temu, gdzie zespół ponownie zagrał "Kiedy umieram", tyle że...po Ukraińsku.

Oba kawałki są dosyć zbliżone do siebie stylistycznie i zaczynają się łagodnie, żeby potem nabrać zadziorności. Oba są bardzo udane i oba miały okazję przez jakiś czas lecieć na Vivie! Co prawda z tego co się dowiedziałem dopiero po godzinie 23, ale jednak. Sam bardziej cenie pacyfistyczny "Kiedy umieram" od którego zacząłem zapoznawanie się z twórczością bandu, ale i "Fallen" jest całkiem niezły, chociaż angielski Grzegorczyka jest delikatnie mówiąc nie najlepszy.

W dwóch największych hitach z płyty muzycy postawili bardziej na komercyjny potencjał nagrywając coś, co mogłaby nagrać Metallica z okresu "Load" i "ReLoad", za to w reszcie utworów zespół postanowił nieco nadać własnego charakteru. Dobrym przykładem może być miażdżąca klimatem i ciężarem "Fantastmagoria". Moc w połączeniu z niepokojącą atmosferą, czynią ten numer jednym z najlepszych utworów jaki Hunter kiedykolwiek nagrał. Więcej, jeden z najlepszych utworów jakie powstały kiedykolwiek w polskim metalu. To właśnie tu po raz pierwszy Michał Jelonek daje wyraźniej o sobie znać dodatkowo wzbogacając i tak mistyczny klimat, podobnie jak wzbogacona o dodatkowe głosy w tle partia wokalna. Całkiem fajny klimat (chociaż znacznie ustępujący "Fantastmagorii") grupa zbudowała także w posiadającym ciężki ale też melodyjny riff "Greed". Niestety ale tutaj także może zaboleć akcent Draka, a refren odstaje od reszty utworu, jednak to nie razi aż tak. 

Trochę się przyczepiłem do wokalisty za jego akcent, ale w pozostałych utworach z angielskim tekstem nie jest z tym tak źle. Całkiem znośne brzmi on w łagodniejszym, choć nie pozbawionym zaostrzeń "Why?" z prostymi ale przy tym świetnie brzmiącymi partiami gitary w zwrotkach i chórkami w tle. Co ciekawe angielski wokal najlepiej wypada w tych szybszych, energicznych, niemal punkowych nagraniach w rodzaju "So..." i "Mirror of war". Oba są jednymi ze słabszych nagrań na płycie, ale "So..." mimo wszystko jest całkiem niezłe za sprawą ogromnej energii. No może drugiemu z wymienionych kawałków także energii nie brakuje, ale wypada bardziej blado. Najwięcej zastrzeżeń mam jednak do utrzymanego w podobnej stylistyce "Nikt"- jak dla mnie zbędny numer, ale przynajmniej trwa zaledwie 2 minuty. Jakoś średnio jestem przekonany również to utrzymanej w średnim tempie "Loży szyderców" z niepokojącymi wokalizami po refrenie. Całość jak dla mnie jest zbyt rozwleczona i nijaka. 

O wiele lepiej prezentuje się mroczny i ciężki "Grabaszsz" z riffem mogącym kojarzyć się z amerykańską legendą thrashu - Slayerem. Odbiór może utrudnić zbyt podniosły wokal w zwrotkach, jednak instrumentalnie jest to świetna kompozycja pełna bardzo udanych zagrywek, głównie gitarowych, ale i tu mamy okazję usłyszeć skrzypce. Jednak swój geniusz muzycy pokazali w utworze prawie tytułowym "Siedem (Medeis)", któremu możnaby przylepić nawet łatkę metalu progresywnego. Ok, może na wyrost, ale skoro Dream Theater jest nazywany zespołem progresywnym, to czemu nie mogę nazywać tak kompozycji posiadającej wiele zmian tempa i motywów, urozmaiceń czy zróżnicowanej partii wokalnej, od łagodnego śpiewu lub szeptu, po krzyk w zaostrzeniach i przy tym nie wydłużającej się w nieskończoność? 

"Medeis" do dzisiaj cieszy się dużym szacunkiem wśród polskich metalowców i uznawana jest za ostatnią przed "sprzedaniem się" płytą zespołu. Nie wiem czym to sprzedanie się objawia, bo przecież od trzeciej płyty grupa nie zacznie nagrywać wesołych piosenek o miłości, za to będzie swój styl tylko rozwijać. Ale zgadzam się, że drugi krążek kapeli ze Szczytna to jedno z ich największych osiągnięć i jedno z większych w polskim metalu. Szkoda, że grupa nie wybiła się zagranicą, bo grała (i gra wciąż) jednak inaczej niż zachodnie grupy i do tego z bardzo dobrym skutkiem.

8/10

Lista utworów:

  1. Fallen
  2. Fantastmagoria
  3. So...
  4. Greed
  5. Grabaszsz
  6. Mirror of War
  7. Siedem (Medeis)
  8. Why?
  9. Nikt
  10. Loża szyderców
  11. Kiedy umieram

czwartek, 5 maja 2022

Hunter- "Requiem"

 

Okładka albumu "Requiem" zespołu Hunter

Hunter to zespół, który miałem w planach do recenzji, ale dopiero za jakiś czas, gdy napisałbym już recenzje albumów amerykańskich thrash metalowców (Metallica, Slayer, Testament, Pantera) i raczej też dwóch prekursorów tego gatunku w Polsce (Turbo, KAT). Jednak zobaczenie zespołu po raz kolejny na tegorocznej 3Majówce we Wrocławiu zachęciło mnie, aby plany nieco zmienić.

Hunter to polska grupa metalowa grająca na pograniczu heavy i thrash metalu, z elementami doom metalu czy... muzyki klasycznej, choć to ostatnie na kolejnych albumach i dotyczy przede wszystkim partii na skrzypcach utalentowanego i charyzmatycznego Michała Jelonka, który dołączy do kapeli kilka lat później. Grupa sama swoją muzykę nazywa "metalem duszy"- soul metalem. I faktycznie muzyka tworzona przez szczytnicki zespół jest dosyć trudna do sklasyfikowania, a przy tym całkiem oryginalna oraz jak na swój gatunek przystępna. Oprócz oryginalnego podejścia do muzyki, Hunter charakteryzuje się także swoimi tekstami- specyficznymi, nieraz kontrowersyjnymi, czasem dającymi szerokie pole do interpretacji. Jednak na obu tych polach zespół rozwinie się przede wszystkim na kolejnych swoich dziełach - debiut jest jeszcze dosyć zachowawczy, choć i tu widać pewien potencjał.

Debiut zespołu pod tytułem "Requiem" został nagrany aż 10 lat po założeniu zespołu, więc panowie mieli masę czasu na szlifowanie swoich utworów. W części utworów z debiutu słychać, że ten czas został należycie wykorzystany, jednak znajdzie się tu parę niedociągnięć czy wypełniaczy.

Do najmocniejszych momentów na albumie na pewno należy utrzymany w średnim tempie otwierający album "Misery". Cały utwór utrzymany jest w mrocznym, posępnym klimacie a główny riff, mimo że brzmi ciężko, jest całkiem chwytliwy- coś pokroju tego z "Sad but true" Metalliki...tyle że mimo wszystko słabszy. Już tutaj mamy do czynienia z charakterystycznym stylem solówek wczesnego Huntera nagrywanych przez jedynego stałego członka kapeli, Pawła "Draka" Grzegorczyka, który oprócz szarpania strun, w zespole odpowiada za wokal-jeden z najbardziej charakterystycznych i najlepszych na polskiej scenie metalowej.

Najpopularniejszym kawałkiem jest natomiast prawie 7-mio minutowy "Freedom" dawniej będący prawdziwym koncertowym klasykiem, dzięki refrenowi idealnie nadającemu się do śpiewania przez publiczność. Sam utwór, podobnie jak "Misery", utrzymany jest w średnim tempie, lecz jest bardziej rozbudowany i melodyjny. Zawiera kilka ciekawych motywów, wprawdzie dosyć do siebie podobnych ale dzięki temu każdy kolejny wpasowuje się w całość utworu.

Moimi faworytami natomiast dwa inne rozbudowane kawałki: "Żniwiarze umysłów" oraz utwór tytułowy. Pierwszy z nich to niezwykle mroczny numer zaczynający się odgłosami burzy (mało oryginalne, ale i tak stwarza to świetny klimat), chyba najbardziej "progresywny" z całej płyty zawierający sporo zmian tempa czy motywów. Wyjątkowo na tej płycie napisany po polsku tekst może odrzucić osoby, które nie miały styczności z lirykami kapel grających cięższe odmiany metalu, jednak dla takiej perełki warto to "przełknąć". "Requiem" za to to nagranie już mniej klimatyczne, za to także potrafiące przyprawić o gęsią skórkę. Mimo ciężaru ten utwór zawiera naprawdę sporą dawkę melodii, przede wszystkim w refrenie który musiał na koncertach robić niemałe zamieszanie. Pisząc o "Requiem" trzeba napisać także o trzech kolejnych "utworach". "War" to niezła, choć za długa kontynuacja utworu tytułowego. "Amen" to niespełna minutowa miniatura zawierająca wyśpiewane kilkukrotnie tytułowe słowa na tle nastrojowej muzyki. Czy to potrzebne? Moim zdaniem nie. Niby nadaje "klimatu" ale równocześnie patosu i niejednego słuchacza może przyprawić o zakłopotanie. Całkowicie zbędne natomiast było "Ultimate silence", które zgodnie z tytułem jest...tak, absolutną ciszą. Po co to, to ja nie wiem, ale przynajmniej trwa tylko 23 sekundy po których ponownie słyszymy utwór tytułowy, tyle że tym razem po polsku. W tym przypadku tekst nie jest już tak specyficzny, ale słuchaczom Young Leosi raczej do gustu nie przypadnie. 

Mniej integralną częścią finałowego czy też prawie finałowego numeru krótki "Post scriptum" będący pomostem między "Requiem", a wcześniejszym, bardzo agresywnym "Branded" będącym jednym z obecnych na albumie wypełniaczy.

Ogólnie te najbardziej agresywne kawałki na tym albumie wypadły najsłabiej, bo co najwyżej średnie są także "Time of Hate" czy "No more cry", który posiada przynajmniej krótkie basowe zwolnienie, ale i tak wypada jeszcze słabiej niż poprzedni kawałek.

Znacznie lepiej wypadają dwa pozostałe "killery". "Blindman" to typowo thrashowy numer zawierający jednak kilka zmian tempa i dysponuje niezłą melodią jak na tak agresywny numer. Poprzedzony miniaturą "Introduction" równie agresywny (jeśli nie bardziej) "Screamin' whispers" także wypada całkiem udanie. Jestem jednak przekonany, że prawdziwą siłę ten numer zyskiwał na koncertach.

Debiut legendarnego już na naszej rodzimej scenie Huntera to album okropnie niedoceniany, a w kategorii mocniejszego metalu, jest to pozycja stanowiąca ścisły top w naszym kraju. Szkoda, że sam zespół nie pomaga zaistnieć świetnemu debiutowi w świadomości dzisiejszych słuchaczy. Utwory w rodzaju "Żniwiarza umysłów", "Requiem" czy "Screamin whispers" pociągnęłyby do pogo niejednego podpieracza ścian. Może faktycznie styl zespołu nie jest tu jeszcze do końca wykrystalizowany, jednak stojących na tak wysokim i mimo paru wad, równym poziomie krążków grupa nie nagra już zbyt wiele.

8/10

Lista utworów:

  1. Misery
  2. Blindman
  3. Introduction
  4. Screamin' Whispers
  5. Freedom
  6. Time of Hate
  7. No more Cry
  8. Żniwiarze umysłów
  9. Branded
  10. Post Scriptum
  11. Requiem
  12. War
  13. Amen
  14. Ultimate silence
  15. Reqiuem (polska wersja)