- Róża (zdrada i wniebowstąpienie)
- Zapatrzenie
- List (to nie hołd)
- Cafe maur
- Bez ciebie umieram
- Wieje piaskiem od strony wojny
- Słońce jest okiem Boga
- Kocham i nienawidzę
- Owady podniosły skrzydła do lotu
- Nic dwa razy
- Mówię do Ciebie
środa, 5 października 2022
Recenzja: Maanam - "Róża"
piątek, 2 września 2022
Recenzja: "Maanam - "Derwisz i anioł"
Rozpad Maanamu po wymuszonym nieco "Się ściemnia" (a i tak bardzo udanym) nie trwał zbyt długo. Już w 1990 roku polski zespół wyruszył w trasę po USA gdzie grała dla polskiej poloni. Trasa spotkała się z ciepłym przyjęciem, dzięki czemu już rok później polska legenda wróciła z nowym albumem o nazwie "Derwisz i anioł". I wróciła w dobrym stylu trzeba przyznać.
Od samego początku działalności zespołu fani pokochali go za kilka rzeczy: chwytliwe, szybko wpadające w ucho melodię, ciekawe popisy gitarzystów, dobrą grę sekcji rytmicznej, zróżnicowanie poszczególnych utworów (zazwyczaj) i oczywiście charakterystyczny sposób śpiewu wokalistki zespołu, Kory. I po reaktywacji grupy niemal każdy z tych elementów wciąż na tym albumie jest słyszalny. Niemal, bo Jackowska znacznie mniej szachuje tu swoim głosem, znacznie częściej śpiewając bardziej subtelnie, melorecytując swoje partię czy zwyczajnie odśpiewując je w sposób "zwyczajny". Czy to źle? Raczej nie. Wokalistka wciąż dysponuje tu świetną barwą, a słuchacze, których specyficzna maniera Kory zniechęcała do twórczości zespołu mogą śmiało posłuchać tego albumu bez większego wstrętu.
Album rozpoczyna się od świetnego "Nie bój się nie bój się". To bardzo przyjemny nowofalowy kawałek, w którym najciekawiej brzmi motyw gitarowy, który przypomina "Enter Sandman" Metalliki. Ciężko jednak stwierdzić, czy utwór ten był inspiracją dla polskiej grupy czy zupełnym przypadkiem, bo album nagrywany był w lipcu 1991 roku, a przebój amerykańskiego zespołu został wydany na singlu pod koniec tego właśnie miesiąca. Wpływ innej amerykańskiej kapeli słychać za to w kolejnym "Co znaczą te słowa". Tutaj w pewnym momencie przed gitarowym solo słuchać fragment zgielkliwej gitary mogącej się kojarzyć np z Sonic Youth, którym mocno inspirowały się zespoły grunge'owe- np Nirvana, która także w tym roku wydała swój najbardziej znany album, "Nevermind".
Czymś nietypowym na albumie mimo i tak dużej eklektyczności jest "Złote tango, złoty deszcz" z bardzo dużym udziałem akordeonu i nieco mniejszym instrumentów dętych. Czymś nowym jest też zakończenie na organach w "Samotność mieszka w pustych oknach" z melorecytowanym tekstem. "Street cowboys" za to posiada nietypową jak na Maanam zagrywkę gitarową, a także anglojęzyczny tekst.
Na pierwszym po reaktywacji albumie grupa Jackowskich umieściła też dwie spokojniesze kompozycje: prawie tytułowy "Anioł" z ładnymi nowofalowymi partiami gitary elektrycznej, a także cieszący się sporym zainteresowaniem wśród fanów "Wyjątkowo zimny maj" z poetyckim tekstem. Mniej ciekawie ale nieźle prezentują się jeszcze szybszy "Derwisz" i "W ciszy nawet kamień rośnie". Całości dopełnia nowsza wersja przeboju z płyty debiutanckiej, "Karuzela marzeń". Obecna tu wersja od pierwowzoru różni się jedynie brzmieniem- mniej czystą gitarą- oraz wokalem - Kora śpiewa w bardziej stonowany sposób niż tam.
Maanam przed rozpadem kilka lat wcześniej przyzwyczaił swoich fanów, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Na ostatnim przed zawieszeniem działalności "Się ściemnia" słychać było pewne oznaki zmęczenia, te jednak całkowicie zniknęły po wznowieniu działalności. Może i brakuje tu takiej energii jak na dwóch pierwszych albumach i takiego klimatu jak w niektórych momentach "Nocnego patrolu" i "Mental Cut", ale co z tego, skoro grupa zaprezentowała równy i pozbawiony monotonii materiał? Jest to już kolejna udana pozycja w katalogu tego kultowego zespołu.
6/10
Lista utworów:
- Nie bój się nie bój się
- Co znaczą te słowa
- Karuzela marzeń
- Złote tango złoty deszcz
- Samotność mieszka w pustych oknach
- Street cowboys
- Anioł (Miłość to wieczna tęsknota)
- Derwisz
- W ciszy nawet kamień rośnie
- Wyjątkowo zimny maj
sobota, 13 sierpnia 2022
Recenzja: Maanam - "Się ściemnia"
Tytuł piątego albumu studyjnego Maanam wiele mówi o samej zawartości płyty. Mimo, że na "Ulicznym patrolu" i "Mental Cut" sporo było utworów o pesymistycznym charakterze, to tutaj brzmią one w większości jeszcze chłodniej, mocniej nawiązując do stylistyki cold wave, a nie new wave jak było dotychczas.
Nie stało się tak bez przyczyny. Zespół właściwie nie istniał w czasie nagrań, więc trudno było o chwytliwe, przebojowe numery pokroju "Szarych miraży" czy słynnych "Cykad". Najlepszym przykładem na to jest to, że największy przebój z tej płyty, czyli utwór tytułowy, to kompozycja chłodna, momentami mroczna okraszona pesymistycznym tekstem. A mimo to grupa potrafiła z tego uczynić utwór długo zapadający w pamięci. Jest to też jeden z niewielu momentów, gdy Kora szarżuje ze swoim specyficznym stylem śpiewu. Przez większość albumu śpiewa w sposób jak na nią całkowicie zwyczajny, np w fajnych "For Your Love" i "Caliope". Bardzo interesującym utworem jest "Kadyks" w części śpiewany po francusku, natomiast średnio wypada "Życie za życie (kiedy skrzywdzisz mnie)" z udziałem trąbki.
Pozostałe utwory już zawierają mniej chłodu, choć "Lata dziecinne (Płynny żar)" jest jeszcze nieco zimne. "Bądź taka nie bądź taka" to już natomiast jeden z najsłabszych utworów, podobnie jak najbardziej pozytywny pod względem charakteru, instrumentalny "Wszystko w porządku, więc od początku ". Broni się natomiast żywiołowy "Jedyne prawdziwe tango" z wyrazistym basem.
"Się ściemnia" był trudnym dla grupy albumem. Zespół był już praktycznie rozwiązany, niektórzy muzycy byli zbierani na szybko, a spójność albumu znowu została zaburzona kilkoma nie pasującymi do klimatu kompozycjami. Maanam jednak to grupa, która poniżej pewnego poziomu nie schodziła i nawet w takim kryzysie poradziła sobie naprawdę dobrze, szczególnie w tych chłodnych numerach, w których grupa świetnie się sprawdza, co pisałem już przy okazji "Nocnego patrolu".
7/10
Lista utworów:
- For Your Love
- Caliope
- Bądź taka nie bądź taka
- Kaliope
- Życie za życie (kiedy krzywdzisz mnie)
- Lata dziecinne (płynny żar)
- Się ściemnia
- Jedyne prawdziwe tango
- Wszystko w porządku, więc od początku
niedziela, 10 lipca 2022
Recenzja: Maanam - "Mental Cut"
Odkąd Maanam zadebiutował swoim nienazwanym albumem, zespół konsekwentnie wydawał kolejne krążki rok po roku. I tym sposobem po wydanym rok później "O!" i kolejnym "Nocnym Patrolu" w 1983 roku przeszedł rok 1984 i pora na wydanie czwartego albumu. I ostatniego, który wydany został z taką coroczną konsekwencją.
Muzycy z każdym kolejnym krążkiem starali się rozwijać, eksperymentować z różnymi konwencjami, co najbardziej było widoczne na "Nocnym Patrolu". Trend ten jest kontynuowany na "Mental Cut". Próżno doszukiwać się rażącej zmiany stylu polskiej grupy - to wciąż muzyka oparta przede wszystkim na nowej fali, z tym, że artyści starają się ją w jakiś sposób urozmaicić, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, ale efekt jest podobny do płyty z 1983 roku. Czyli taki, że po raz kolejny krążek Maanamu jest nierówny, lecz tym razem nie dotyczy to tylko stylistyki, bo i poziom poszczególnych kompozycji jest różny.
Zwykle im dłużej trwa album, tym bardziej nuży. W tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Pierwsze "Simple story" ma swój urok, ale zostaje zmarnowany refrenem przywodzącym na myśl niektórych wykonawców popowych z tamtego okresu - nie zawsze oczywiście jest to złe, bo sam mam kilku lubianych wykonawców w tej stylistyce, których co jakiś czas posłucham dwa - trzy utwory, ale w tym przypadku mi to nie "siedzi". Kolejny "Mentalny kot" jest już bardziej żywiołowy, ale i tak nie porywa. Po tych dwóch utworach poziom nieco podnosi jeden z dwóch największych przebojów z tego albumu. Nowofalowa "Lucciola" z mówionymi zwrotkami i słyszalnym męskim śpiewem w tle refrenu należy obecnie do tej bardziej znanej części twórczości grupy Jackowskich. Może nagranie to wybitne nie jest, ale całkiem fajnie wypadają partie gitarzystów.
Z tej najsłynniejszej dwójki z tego albumu wolę "Lipstick on the Glass" o bardzo chwytliwej melodii i świetnie słyszanej linii basu, który ma swój moment po pierwszym refrenie. Całkiem ciekawie wypada także "Dobranoc Albert" z plemienno-perkusyjnym wstępem i wokalizami w tle, które nadają "dziwności". Szkoda, że muzycy zmarnowali ten klimat wprowadzając banalną linię melodyczną gitary. Najciekawszymi momentami całej płyty moim zdaniem są te najbardziej mroczne, zmierzające w kierunku cold wave. Jest to powolny "Kreon", w którym zespół jakby nieśmiało próbuje wprowadzić odrobinę elektroniki, a także zaśpiewany po angielsku "You or Me"- chyba najlepszy utwór z płyty.
Wyjątkowo nietaktownie muzycy zachowali się, że po dwóch najchłodniejszych utworach, umieścili chyba ten najbardziej pozytywny - instrumentalny "Kowboje O.K.". Słuchamy osobno, utwór także wypada średnio. O wiele lepiej słucha mi się innego instrumentalu - "Przerwy na papierosa", w którym co prawda też niewiele się dzieje, ale nie jest zły. Na plus można wyróżnić drobne urozmaicenie, czyli krótki występ na trąbce. Całości dopełnia "Nowy przewodnik", który kompozycyjnie nie powala, ale aranżacyjnie mógł być uznawany za świeży czy nowatorski na naszej ówczesnej scenie - trzeba pamiętać o utrudnionym dostępie do zagranicznych wydawnictw.
Eksperymentów zespołu ciąg dalszy. Nie są to jakieś ambitne poszukiwania, ale przynajmniej zespół stara się aby ich utwory nie bazowały na jednym schemacie. Szkoda, że grupa nie przyłożyła się bardziej do spójności poszczególnych utworów, choćby kosztem roku bez wydania albumu. Gdyby tak zebrać te zimne utwory z "Nocnego patrolu" i te z "Mental Cut" , to wyszedł by nam album o niesamowicie wysokim poziomie. Gdyby to samo zrobić z tymi pozostałymi nagraniami, album taki na pewno nie był by tak świetny, ale w kategorii przebojowego rocka byłby jednym z lepszych w naszym kraju.
6/10
Lista utworów:
- Simple story
- Mentalny kot
- Lucciola
- Dobranoc Albert
- Przerwa na papierosa
- Nowy przewodnik
- Kreon
- You or Me
- Kowboje O.K.
- Lipstick on the Glass
piątek, 24 czerwca 2022
Recenzja: Maanam - "Nocny patrol"
"Nocny patrol" to płyta mająca szczególny status. Zarówno dla fanów grupy, jak i bardziej postronnych słuchaczy jest to opus magnum zespołu i równocześnie jedna z najwybitniejszych płyt w historii polskiego rocka. Jedno trzeba muzykom przyznać, a mianowicie, że na swoim trzecim krążku sporo poszukiwali, kombinowali z innymi stylami muzycznymi, a także poczynili progres jeśli chodzi o aranżacje.
Całość jest jednak mocno nierówna, przede wszystkim stylistycznie. Mamy tu utwór tytułowy, mocno zakorzeniony w rytmach reggae, co było bardzo popularne na polskiej scenie rockowej tamtych lat (żeby wymienić tylko legendę polskiego bluesa i rocka - zespół Dżem - albo najpopularniejszego przedstawiciela nowej fali w naszym kraju, czyli Lady Pank. Zaraz po nim z kolei słyszymy balladę "Jestem kobietą" z pięknym wokalem Kory śpiewającej pacyfistyczny tekst oraz ciekawą, choć mało porywającą solówką gitarową. W stylu tego pierwszego utworu w zasadzie nie znajdziemy już nic więcej, za to obok "Jestem kobietą" znajdziemy tu jeszcze jedną balladę - kultowy "Krakowski spleen"z kolejnym poetyckim tekstem i świetną partią Jackowskiej.
Na trzecim krążku grupy nie brakuje jednak nowofalowych kompozycji, z których Maanam zasłynął. Do tych należy bardzo ciekawy "To tylko tango" z legendarną zagrywką perkusyjną, która stała się dżinglem w Polskim Radiu. Mocno teatralnie, ale udanie brzmi tu wokalistka, a ciekawostką jest użycie akordeonu. Nowofalowo, ale spokojniej jest w najdłuższej na płycie "Eksplozji" czy przede wszystkim w szybkim, krótkim i ogromnie chwytliwym "raz-dwa-raz-dwa". Mimo krótkiego czasu trwania, dzieje się tu sporo, jest to jednak utwór najmniej do reszty pasujący.
Ale nie samym New Wave post punk żyje i tu narzuca się przede wszystkim "Zdrada" z niesamowitym śpiewem i poetyckim tekstem pełnym gniewu i smutku, dość mocno kojarzący się z mistrzami posępnego post punku - Joy Division. Także chłodno, choć już mniej depresyjne jest w "French is Strange" z bezsensownym tekstem.
Mamy tu jeszcze niemal hardrockowy finał albumu w postaci "Miłość jest jak opium"z ostrymi zagrywkami gitarzystów wzbogaconymi o brzmienie instrumentów klawiszowych. Bardzo ciekawy jest także instrumental "Polskie ulice" do którego wpleciono prawdziwe odgłosy polskiego miasta w czasach PRL-u. Nagranie może wydawać się monotonne, ale prawda jest taka, że co chwilę w tle coś się dzieje, a Maanam zyskał coś wzór protest songu...tyle że bez słów.
"Nocny patrol" to kolejny z kultowych albumów, którym do ideału wiele brakuje. Chodzi przede wszystkim o brak spójności, bo same kompozycje w większości się bronią, ale takie są skutki, gdy artysta stara się stworzyć coś eklektycznego. Plus za próbę i za mimo wszystko niezły efekt końcowy, ale ocena byłaby jeszcze wyższa, gdyby rozstrzał stylistyczny nie był tak duży.
8/10
Lista utworów:
- Nocny patrol
- Jestem kobietą
- To tylko tango
- French is Strange
- Polskie ulice
- Eksplozja
- Zdrada
- Raz-dwa-raz-dwa
- Krakowski spleen
- Miłość jest jak opium
czwartek, 2 czerwca 2022
Recenzja: Maanam - "O!"
Fani Jackowskich i spółki nie musieli długo czekać na następcę uwielbianego debiutu. Rok po wydanym w 1981 roku nienazwanym debiucie zespołu, na półki sklepowe trafiła druga pozycja od grupy - "O!". Czy grupa przez ten czas uznała, że lepiej dać fanom coś czego oczekują czy może zaserwować coś nowego? Chyba były chęci na to drugie, ale delikatnie mówiąc nie wyszło i płyta stylistycznie jest bardzo podobna do debiutu. Tyle, że dzisiaj nie jest tak znana jak "Maanam". W przeciwieństwie do poprzednika nie znajdziemy tu aż tyle nieśmiertelnych przebojów zespołu, ale i te się tu znajdą.
Konkretnie dwa takie się znajdą. Największą popularność zdobyło z pewnością "Nie poganiaj mnie bo tracę oddech"- bardzo chwytliwe nowofalowe nagranie, lecz mocno naiwne. Na pewno nie jest to utwór wybitny, ale nie można odmówić mu chwytliwości i długiego "siedzenia" w głowie. Gorzej, że zwykle w głowie siedzi to co chcemy z niej jak najszybciej wyrzucić. W tym przypadku niespieszno mi do zapomnienia o kawałku, ale zespół miewał lepsze nagrania. Drugi z tych większych hitów to "O! Nie rób tyle hałasu". Także dosyć sztampowy, nowofalowy numer, ale i tu ciężko odmówić wpadającej w ucho melodii. Podoba mi się także szybka partia wokalna Kory.
Na pewno wyróżniłbym również następne "Paranoja jest goła" ze specyficznym sposobem śpiewania wokalistki oraz bardzo dobrą solówką gitarową Olesińskiego. Jednym z moich ulubionych kawałków na tej płycie jest "Die Grenze" zaczynający się balladowo, lecz po chwili nieznacznie nabierający mocy. Bardzo podoba mi się gra instrumentalistów, a także linia wokalna w zwrotkach, za to śpiew w refrenie pozbawiony jest tego "czegoś", lecz przynajmniej nie popadający w banał. Miłym akcentem są partie trąbki zagrane przez samego Tomasza Stańko. Całkiem nieźle prezentuje się też żywiołowy "Pałac na piasku" z niezłymi partiami gitarzystów linią wokalną. Wolę to nagranie nawet od dwóch największych hitów z krążka. Podobnie jest z następującym po nim utrzymanym w średnim tempie "Jest już późno, piszę bzdury". Mimo że muzycy nie prezentują tu czegoś nadzwyczajnego, to ich partie łączą się w w jedną, zgrabną i melodyjną całość.
Reszta utworów to głównie miniatury nie wprowadzające w całość nic ciekawego. Jedynym wyjątkiem może być "Zwierzę", czyli samotna gra Stańko na trąbce zaraz po zakończeniu "Die Grenze". Nie jestem jednak jakoś mocno pozytywnie nastawiony do tego fragmentu krążka. Ale zdecydowanie ciekawsze jest to niż odgłosy otwierania butelki i opróżniania jej zawartości w "Bodek", nagranie kojarzące się z utworem z lat 50. albo i wcześniejszych w "Ninon" albo "An 24 "Antonow"" - krótkie i mało ciekawe nagranie, w którym jednak wyróżnia się intensywny bas i szybka gra gitarzystów. Całości dopełnia już "normalny" utwór "Parada słoni i róża". Nietypowy dla grupy numer, jednak zbyt monotonny. Całość oparta jest na ciągłym powtarzaniu tego samego. Nawet Kora wciąż powtarza te same patenty wokalne. A szkoda, bo utwór miał potencjał na intrygujący post punkowy kawałek.
"O!" miało nieszczęście znalezienia się między dwoma cieszącymi się ogromną popularnością albumami Maanamu. Jednak nie jest to jedyna przyczyna mniejszego zainteresowania tym akurat albumem. Przyczyna leży w tym, że to co grupa zagrała na tej płycie to tak naprawdę powtórka z rozrywki i to chyba mimo wszystko gorsza wersja debiutu. Jest tu kilka ciekawych dla szukających melodyjnego rocka kawałków, ale kompozycje nie są tak wyraziste jak na poprzedników. A wszelkie "eksperymenty" i próby urozmaicenia, najlepiej pominąć milczeniem.
6/10
Lista utworów:
- Bodek
- O! Nie rób tyle hałasu
- Paranoja jest goła
- Parada słoni i róża
- Nie poganiaj mnie bo tracę oddech
- Die Grenze
- Zwierzę
- Pałac na piasku
- Jest już późno, piszę bzdury
- Ninon
- An 24 "Antonow"
środa, 18 maja 2022
Recenzja: Maanam- "Maanam"
Maanam jest grupą w Polsce już kultową. Przeboje takie jak "Boskie Buenos", "Kocham cię kochanie moje" czy "Cykady na Cykladach" zna chyba każdy, kto choćby co jakiś czas włącza radio. Co prawda popularnością Maanam nie dorównuje najbardziej znanym polskim grupom jak Lady Pank, Perfect, Dżem i Budka Suflera, jednak mimo to, był to zespół który na swoje uwielbienie zasłużył być może bardziej niż wyżej wymienione.
Grupa dosyć długo zabierała się za nagranie swojego debiutanckiego albumu, bo trafił do sprzedaży dopiero w 1981 roku, a grupa istniała od 1975 roku. Chociaż był to zupełnie inny zespół. Na początku działalności funkcjonowała nazwa M-a-M wzięta od pierwszych liter imion założycieli- Marka Jackowskiego oraz Milo Kurtisa, a sam zespół tworzył inspirując się muzyką orientalną. W międzyczasie Milo odszedł aby stworzyć grupę Osjan, a przez skład przewinął się sam John Porter mający spore grono fanów w naszym państwie.
Na swoim pierwszym albumie Maanam prezentuje muzykę zupełnie inną, niż Jackowski tworzył w duecie z Kurtisem. Tutaj dominuje czysty post punk i tzw. nowa fala, a zespół mimo przebojowości i chwytliwości nie popada w kicz czy banał.
Niemal każdy z zamieszczonych na płycie utworów zdobył status przeboju, jednak jest tu jedna kompozycja, która swoją popularnością przebiła każdy inny z obecnych tu utworów i chyba jedynie słynne "Cykady" są bardziej katowane w mediach. Chodzi o chwytliwe "Boskie Buenos" ze świetną partią gitarową Olesińskiego oraz wokalną Kory Jackowskiej- żony Marka. Nawet refren, który aż się prosił o zepsucie go ze względu na swoją prostotę, w wykonaniu wokalistki brzmi całkiem dobrze.
Ciężko wskazać, która z umieszczonych na krążku kompozycji jest tą "drugą", bo hitów tu naprawdę nie brakuje. Mamy tu bardzo szybką i chwytliwą "Żądze pieniądza" z kolejną wspaniałą linią wokalną Kory. Mamy nieco "połamane" "Stoję, stoję", w którym Jackowska popisuje się specyficzną manierą wokalną. No i mamy prawie taneczne "Szare miraże" oparte na chwytliwej linii basu i post-punkowej gitarze.
Sporą popularność zdobyła także "Karuzela marzeń", jednak ta nie zachwyca mnie zbytnio. Bardziej cenie sobie "Oddech szczura" oparty na nietypowym na tym albumie riffie, w którym Kora wypluwa wersy z prędkością karabinu, zawstydzając niejednego rapera. Ciekawym urozmaiceniem są też dźwięki przypominające zgromadzenie tytułowych gryzoni.
Jeśli mowa o próbach urozmaicenia, to trzeba wspomnieć przede wszystkim trzy utwory. Pierwszy z nich to "Biegnij razem ze mną", które brzmi raczej prosto, ale pojawia się tu partia saksofonu nagrana przez Zbigniewa Namysłowskiego. Zaraz po nim usłyszymy piękny instrumental "Miłość jest cudowna" z magicznymi partiami gitarowymi Jackowskiego i Ryszarda Olesińskiego. Aż szkoda, że tego utworu, wokalistka nie ozdobiła jakimś poetyckim miłosnym tekstem, ale i bez wokalu, utwór się broni. Potencjał miała również jedyna na albumie ballada "Szał niebieskich ciał", jednak została zanadto rozwleczona i jak na ponad 7 minut, dzieje się tu zdecydowanie za mało.
Niezatytułowany debiut Maanamu to kopalnia przebojów, które otworzyły zespołowi drzwi do sławy, a muzykom pozwoliły stać się inspiracją dla młodych. Tutaj jeszcze zespół nie sili się na wielką oryginalność, jednak ciężko uznać kompozycje za plagiat zachodnich wykonawców. Nieco bardziej różnorodnie będzie później.
7.5/10
Lista utworów
- Stoję, stoję
- Boskie Buenos
- Biegnij razem ze mną
- Miłość jest cudowna
- Żądza pieniądza
- Karuzela marzeń
- Oddech szczura
- Szał niebieskich ciał
- Szare miraże






