Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska muzyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 maja 2022

Recenzja: Maanam- "Maanam"

 

Okładka albumu "Maanam" zespołu Maanam

Maanam jest grupą w Polsce już kultową. Przeboje takie jak "Boskie Buenos", "Kocham cię kochanie moje" czy "Cykady na Cykladach" zna chyba każdy, kto choćby co jakiś czas włącza radio. Co prawda popularnością Maanam nie dorównuje najbardziej znanym polskim grupom jak Lady Pank, Perfect, Dżem i Budka Suflera, jednak mimo to, był to zespół który na swoje uwielbienie zasłużył być może bardziej niż wyżej wymienione. 

Grupa dosyć długo zabierała się za nagranie swojego debiutanckiego albumu, bo trafił do sprzedaży dopiero w 1981 roku, a grupa istniała od 1975 roku. Chociaż był to zupełnie inny zespół. Na początku działalności funkcjonowała nazwa M-a-M wzięta od pierwszych liter imion założycieli- Marka Jackowskiego oraz Milo Kurtisa, a sam zespół tworzył inspirując się muzyką orientalną. W międzyczasie Milo odszedł aby stworzyć grupę Osjan, a przez skład przewinął się sam John Porter mający spore grono fanów w naszym państwie.

Na swoim pierwszym albumie Maanam prezentuje muzykę zupełnie inną, niż Jackowski tworzył w duecie z Kurtisem. Tutaj dominuje czysty post punk i tzw. nowa fala, a zespół mimo przebojowości i chwytliwości nie popada w kicz czy banał. 

Niemal każdy z zamieszczonych na płycie utworów zdobył status przeboju, jednak jest tu jedna kompozycja, która swoją popularnością przebiła każdy inny z obecnych tu utworów i chyba jedynie słynne "Cykady" są bardziej katowane w mediach. Chodzi o chwytliwe "Boskie Buenos" ze świetną partią gitarową Olesińskiego oraz wokalną Kory Jackowskiej- żony Marka. Nawet refren, który aż się prosił o zepsucie go ze względu na swoją prostotę, w wykonaniu wokalistki brzmi całkiem dobrze.

Ciężko wskazać, która z umieszczonych na krążku kompozycji jest tą "drugą", bo hitów tu naprawdę nie brakuje. Mamy tu bardzo szybką i chwytliwą "Żądze pieniądza" z kolejną wspaniałą linią wokalną Kory. Mamy nieco "połamane" "Stoję, stoję", w którym Jackowska popisuje się specyficzną manierą wokalną. No i mamy prawie taneczne "Szare miraże" oparte na chwytliwej linii basu i post-punkowej gitarze.

Sporą popularność zdobyła także "Karuzela marzeń", jednak ta nie zachwyca mnie zbytnio. Bardziej cenie sobie "Oddech szczura" oparty na nietypowym na tym albumie riffie, w którym Kora wypluwa wersy z prędkością karabinu, zawstydzając niejednego rapera. Ciekawym urozmaiceniem są też dźwięki przypominające zgromadzenie tytułowych gryzoni. 

Jeśli mowa o próbach urozmaicenia, to trzeba wspomnieć przede wszystkim trzy utwory. Pierwszy z nich to "Biegnij razem ze mną", które brzmi raczej prosto, ale pojawia się tu partia saksofonu nagrana przez Zbigniewa Namysłowskiego. Zaraz po nim usłyszymy piękny instrumental "Miłość jest cudowna" z magicznymi partiami gitarowymi Jackowskiego i Ryszarda Olesińskiego. Aż szkoda, że tego utworu, wokalistka nie ozdobiła jakimś poetyckim miłosnym tekstem, ale i bez wokalu, utwór się broni. Potencjał miała również jedyna na albumie ballada "Szał niebieskich ciał", jednak została zanadto rozwleczona i jak na ponad 7 minut, dzieje się tu zdecydowanie za mało.

Niezatytułowany debiut Maanamu to kopalnia przebojów, które otworzyły zespołowi drzwi do sławy, a muzykom pozwoliły stać się inspiracją dla młodych. Tutaj jeszcze zespół nie sili się na wielką oryginalność, jednak ciężko uznać kompozycje za plagiat zachodnich wykonawców. Nieco bardziej różnorodnie będzie później.

7.5/10

Lista utworów

  1. Stoję, stoję
  2. Boskie Buenos
  3. Biegnij razem ze mną
  4. Miłość jest cudowna
  5. Żądza pieniądza
  6. Karuzela marzeń
  7. Oddech szczura
  8. Szał niebieskich ciał
  9. Szare miraże

czwartek, 5 maja 2022

Hunter- "Requiem"

 

Okładka albumu "Requiem" zespołu Hunter

Hunter to zespół, który miałem w planach do recenzji, ale dopiero za jakiś czas, gdy napisałbym już recenzje albumów amerykańskich thrash metalowców (Metallica, Slayer, Testament, Pantera) i raczej też dwóch prekursorów tego gatunku w Polsce (Turbo, KAT). Jednak zobaczenie zespołu po raz kolejny na tegorocznej 3Majówce we Wrocławiu zachęciło mnie, aby plany nieco zmienić.

Hunter to polska grupa metalowa grająca na pograniczu heavy i thrash metalu, z elementami doom metalu czy... muzyki klasycznej, choć to ostatnie na kolejnych albumach i dotyczy przede wszystkim partii na skrzypcach utalentowanego i charyzmatycznego Michała Jelonka, który dołączy do kapeli kilka lat później. Grupa sama swoją muzykę nazywa "metalem duszy"- soul metalem. I faktycznie muzyka tworzona przez szczytnicki zespół jest dosyć trudna do sklasyfikowania, a przy tym całkiem oryginalna oraz jak na swój gatunek przystępna. Oprócz oryginalnego podejścia do muzyki, Hunter charakteryzuje się także swoimi tekstami- specyficznymi, nieraz kontrowersyjnymi, czasem dającymi szerokie pole do interpretacji. Jednak na obu tych polach zespół rozwinie się przede wszystkim na kolejnych swoich dziełach - debiut jest jeszcze dosyć zachowawczy, choć i tu widać pewien potencjał.

Debiut zespołu pod tytułem "Requiem" został nagrany aż 10 lat po założeniu zespołu, więc panowie mieli masę czasu na szlifowanie swoich utworów. W części utworów z debiutu słychać, że ten czas został należycie wykorzystany, jednak znajdzie się tu parę niedociągnięć czy wypełniaczy.

Do najmocniejszych momentów na albumie na pewno należy utrzymany w średnim tempie otwierający album "Misery". Cały utwór utrzymany jest w mrocznym, posępnym klimacie a główny riff, mimo że brzmi ciężko, jest całkiem chwytliwy- coś pokroju tego z "Sad but true" Metalliki...tyle że mimo wszystko słabszy. Już tutaj mamy do czynienia z charakterystycznym stylem solówek wczesnego Huntera nagrywanych przez jedynego stałego członka kapeli, Pawła "Draka" Grzegorczyka, który oprócz szarpania strun, w zespole odpowiada za wokal-jeden z najbardziej charakterystycznych i najlepszych na polskiej scenie metalowej.

Najpopularniejszym kawałkiem jest natomiast prawie 7-mio minutowy "Freedom" dawniej będący prawdziwym koncertowym klasykiem, dzięki refrenowi idealnie nadającemu się do śpiewania przez publiczność. Sam utwór, podobnie jak "Misery", utrzymany jest w średnim tempie, lecz jest bardziej rozbudowany i melodyjny. Zawiera kilka ciekawych motywów, wprawdzie dosyć do siebie podobnych ale dzięki temu każdy kolejny wpasowuje się w całość utworu.

Moimi faworytami natomiast dwa inne rozbudowane kawałki: "Żniwiarze umysłów" oraz utwór tytułowy. Pierwszy z nich to niezwykle mroczny numer zaczynający się odgłosami burzy (mało oryginalne, ale i tak stwarza to świetny klimat), chyba najbardziej "progresywny" z całej płyty zawierający sporo zmian tempa czy motywów. Wyjątkowo na tej płycie napisany po polsku tekst może odrzucić osoby, które nie miały styczności z lirykami kapel grających cięższe odmiany metalu, jednak dla takiej perełki warto to "przełknąć". "Requiem" za to to nagranie już mniej klimatyczne, za to także potrafiące przyprawić o gęsią skórkę. Mimo ciężaru ten utwór zawiera naprawdę sporą dawkę melodii, przede wszystkim w refrenie który musiał na koncertach robić niemałe zamieszanie. Pisząc o "Requiem" trzeba napisać także o trzech kolejnych "utworach". "War" to niezła, choć za długa kontynuacja utworu tytułowego. "Amen" to niespełna minutowa miniatura zawierająca wyśpiewane kilkukrotnie tytułowe słowa na tle nastrojowej muzyki. Czy to potrzebne? Moim zdaniem nie. Niby nadaje "klimatu" ale równocześnie patosu i niejednego słuchacza może przyprawić o zakłopotanie. Całkowicie zbędne natomiast było "Ultimate silence", które zgodnie z tytułem jest...tak, absolutną ciszą. Po co to, to ja nie wiem, ale przynajmniej trwa tylko 23 sekundy po których ponownie słyszymy utwór tytułowy, tyle że tym razem po polsku. W tym przypadku tekst nie jest już tak specyficzny, ale słuchaczom Young Leosi raczej do gustu nie przypadnie. 

Mniej integralną częścią finałowego czy też prawie finałowego numeru krótki "Post scriptum" będący pomostem między "Requiem", a wcześniejszym, bardzo agresywnym "Branded" będącym jednym z obecnych na albumie wypełniaczy.

Ogólnie te najbardziej agresywne kawałki na tym albumie wypadły najsłabiej, bo co najwyżej średnie są także "Time of Hate" czy "No more cry", który posiada przynajmniej krótkie basowe zwolnienie, ale i tak wypada jeszcze słabiej niż poprzedni kawałek.

Znacznie lepiej wypadają dwa pozostałe "killery". "Blindman" to typowo thrashowy numer zawierający jednak kilka zmian tempa i dysponuje niezłą melodią jak na tak agresywny numer. Poprzedzony miniaturą "Introduction" równie agresywny (jeśli nie bardziej) "Screamin' whispers" także wypada całkiem udanie. Jestem jednak przekonany, że prawdziwą siłę ten numer zyskiwał na koncertach.

Debiut legendarnego już na naszej rodzimej scenie Huntera to album okropnie niedoceniany, a w kategorii mocniejszego metalu, jest to pozycja stanowiąca ścisły top w naszym kraju. Szkoda, że sam zespół nie pomaga zaistnieć świetnemu debiutowi w świadomości dzisiejszych słuchaczy. Utwory w rodzaju "Żniwiarza umysłów", "Requiem" czy "Screamin whispers" pociągnęłyby do pogo niejednego podpieracza ścian. Może faktycznie styl zespołu nie jest tu jeszcze do końca wykrystalizowany, jednak stojących na tak wysokim i mimo paru wad, równym poziomie krążków grupa nie nagra już zbyt wiele.

8/10

Lista utworów:

  1. Misery
  2. Blindman
  3. Introduction
  4. Screamin' Whispers
  5. Freedom
  6. Time of Hate
  7. No more Cry
  8. Żniwiarze umysłów
  9. Branded
  10. Post Scriptum
  11. Requiem
  12. War
  13. Amen
  14. Ultimate silence
  15. Reqiuem (polska wersja)

środa, 4 maja 2022

Kult- "Spokojnie"

Okładka albumu "Spokojnie" zespołu Kult


 Kult na swoim trzecim albumie, nagranym rok po uwielbianym przez polskich słuchaczy "Posłuchaj to do Ciebie", serwuje nam album jeszcze bardziej spójny, jeszcze bardziej równy i przede wszystkim jeszcze lepszy niż dwa pierwsze krążki legendarnego zespołu.

Odbiór całego albumu może zakłócić jedynie wydane na reedycji z 1993 roku "Czarne słońca" nagrane na potrzeby tak samo nazwanego filmu. O wiele lepiej moim zdaniem zespół/wytwórnia zrobili by, gdyby utwór dodać na sam koniec jako nagranie bonusowe. Utwór sam w sobie jest udany- urzeka partią klawiszową oraz nie nachalnymi zaostrzeniami- ale nie pasuje do reszty przez wyraźnie zmieniony przez te kilka lat głos wokalisty, Kazika Staszewskiego oraz odstaje pod względem klimatu.

Za to "właściwa" część albumu tworzy już zwartą, równą całość na niezwykle wysokim poziomie, jednak jest tutaj kilka utworów na które szczególnie warto zwrócić uwagę.

Pierwszy z tych najważniejszych utworów na płycie jest jeden z największych klasyków grupy - legendarna "Arahja", która mimo, że jest to jeden z najczęściej puszczanych rockowych kawałków w mediach (w przypadku twórczości tego zespołu chyba tylko "Gdy nie ma w domu dzieci" jest częściej "katowane" przez stację radiowe i telewizyjne), cały czas wywołuje ciarki. Tekst, który wg większości interpretacji opowiada o podzielonym Berlinie, a nawet podzielonej Europie, został przez Kazika ułożony w na tyle umiejętny sposób, by można było interpretować go na różne sposoby. Jeśli chodzi o podkład muzyczny, to grupa także stanęła na wysokości zadania, tworząc genialny klimat- przede wszystkim za sprawą psychodelicznych organów.

Po raz kolejny już zespół postanowił wydać swój wielki przebój "Do Ani", który w sumie na dyskografii grupy pojawił się już dwukrotnie- raz na debiutanckim singlu grupy, a kolejny raz na wydanym rok wcześniej "Posłuchaj...". Tym razem grupa postawiła na nieco inną aranżacje zachowując jednak klimat oryginału i emocjonalny śpiew Kazika. Ciężko powiedzieć, która wersja podoba mi się bardziej. Ta z opisywanej płyty wydaje się odrobinę "bogatsza" aranżacyjnie, jednak oryginał także ma to "coś".

Do najlepszych kawałków z płyty na pewno należą też dwa utwory znajdujące się pomiędzy opisywanymi przebojami. "Jeźdźcy" to powolne, posępne nagranie opierające się przede wszystkim na bardzo dobrej grze sekcji rytmicznej. Ale także gitarzysta grupy ma szansę pokazać się od bardzo dobrej strony. Może się wydawać, że w tym utworze dzieje się raczej mało, ale mimo to, ciężko się od niego oderwać. "Axe" to już nagranie o wiele  bardziej żywe, dość mocno kojarzące się muzyką orientalną. Nie da się odmówić temu utworowi energii.

Jednak jeszcze lepiej wypada najdłuższy w całym zestawie rewelacyjny "Tan" opowiadający przede wszystkim o pracy w państwowych fabrykach, jednak mimo raczej niezbyt rozrywkowego tematu, ten utwór niesamowicie porywa wszelkie części ciała do tańca- nogi do tupania w rytm, a głowę do machania na wszystkie strony. Utwór należy do jednych z najbardziej niedocenianych utworów zespołu - jeśli nie najbardziej. Bardzo szkoda, że zespół dosyć rzadko promuje jedno ze swoich najlepszych nagrań na koncertach, ale pewnie ma to wpływ długi czas trwania.

"Buja" także oparty na klawiszach "Niejeden" także będący ciekawym numerem, niewiele odbiegającym poziomem od reszty albumu, jednak na tak dobrym tle, nawet ten niezły numer musi wylądować w "gorszej" części płyty.

Najgorzej wypada moim zdaniem nie pasujący zbytnio do reszty "Landy". Tak bez patrzenia się na album i skupiając się wyłącznie na tym utworze, też mnie nie przekonuje. Jest to zwyczajna piosenka grana na gitarze akustycznej z wstawkami harmonijki. Słyszałem lepsze kawałki tego typu.

Całości dopełniają dwa utwory: (prawie) otwierający "Patrz" i zamykający całość "Wstać". Oba to niesamowicie energiczne kawałki. Otwieracz do tego także porywa do skakania czy tańca, finał natomiast nieco kojarzy się z muzyką punk rockową.

"Spokojnie" mimo paru wad, to najlepszy i najbardziej równy album zespołu. Ten album pokazuje, że mimo iż muzyka psychodeliczna swoje lata miała już dawno za sobą, to dalej potrafi zachwycić. Już nigdy później zespołowi nie udało się osiągnąć tak bardzo wysokiego poziomu, chociaż i na kolejnych albumach Kult potrafił nagrać coś ciekawego.

9/10

Lista utworów:

  1. Czarne słońca
  2. Patrz
  3. Arahja
  4. Jeźdźcy
  5. Axe
  6. Do Ani
  7. Niejeden
  8. Landy
  9. Tan
  10. Wstać
Krótko o Kulcie na żywo.

Tę recenzję piszę na dwa dni po koncercie zespołu na festiwalu 3Majowka we Wrocławiu. Ci panowie mimo, że pokończyli już 50 lat, to dalej dają czadu- no dobra, wiem, że Stonesi mają sporo więcej i dalej jest energia, ale na nasze krajowe realia, ten zespół to prawdziwy fenomen. Od pierwszej, do ostatniej minuty występu (a minut tych było w okolicach 120) publiczność śpiewała, tańczyła, skakała i szła w pogo. To był mój drugi koncert tej polskiej legendy i po raz drugi, panowie mnie zachwycili. To co działo się wśród publiczności w czasie wykonania takich klasyków jak "Arahja", "Polska", "Wódka" i "Gdy nie ma w domu dzieci" było nie do opisania, byłem pod samą sceną, więc ciężko mi powiedzieć jak to wszystko wyglądało z góry lub z daleka, ale jestem przekonany, że szał pod sceną robił wrażenie na tych "dalszych" widzach. Ale i na tych mniej ogrywanych przez media kawałkach zespół i publiczność dali czadu. Utwory w rodzaju "Wspaniałej nowiny", "Krwi Boga", "Do Ani", "Prosto", "Patrz" czy "Po co wolność" także były wykrzykiwane przez młodą- w większości- publiczność. Niesamowicie nakręca mnie to, że mimo iż moje pokolenie zasłuchane jest przede wszystkim w newschoolowym rapie i wykonawcach popowych, dalej jest nas tak duża ilość, która zna teksty tego wspaniałego zespołu od początku do końca, nawet jeśli w radiu ich nie usłyszymy. Bardzo mile zostałem zaskoczony umieszczeniem w secie koncertowym "Piosenki młodych wioślarzy" i "Pilotów". Szczególnie tego pierwszego się nie spodziewałem, że względu na szybką partię wokalną, jednak pan Kazimierz mimo pięćdziesięciu kilku lat na karku poradził sobie świetnie. Jeden, jedyny kamyczek do ogródka zespołu wrzuciłbym jedynie za brak "Hej czy nie wiecie". To utwór, na który bardzo liczyłem i na pewno pobudził by publiczność bardziej niż choćby "Chcę miłości" z ostatniej płyty zespołu, ale nie ma sensu krytykować zespołu za to, że czasami są zmęczeni niektórymi utworami, których publiczność żąda na każdym występie. 

Podsumowując, panie Kazimierzu, panowie z zespołu Kult byliście niesamowici i życzę wam takich genialnych występów i wspaniałej publiczności przez kolejne dziesiątki lat.

wtorek, 12 kwietnia 2022

Kult- "Posłuchaj to do Ciebie"

Okładka albumu "Posłuchaj, to do Ciebie" zespołu Kult


W ciągu zaledwie kilku miesięcy od wydania swojej debiutanckiej płyty, zespół Kult wydał swój drugi album, "Posłuchaj to do Ciebie". Nazywany po utworze z debiutu album znany jednak jest w wersji z 1992 roku, gdzie umieszczono kilka utworów nagranych jeszcze przed debiutem, które znacząco podnoszą poziom krążka. Bez nich album dalej byłby niezły, ale raczej na poziomie debiutu. A dzięki nim drugi krążek grupy poziomem ustępuje jedynie kolejnemu "Spokojnie".

Każdy z 6 "dodatkowych" utworów znajduje się na samym początku reedycji (nie licząc innej wersji "wódki", która znajduje się na samym końcu) i doliczając do nich 3 pierwsze utwory "właściwego" albumu, są to najlepsze kompozycje na płycie.

Nowsza wersja albumu zaczyna się znanym wcześniej z kompilacji różnych wykonawców przebojowa "Piosenka młodych wioślarzy" z rapowaną warstwą wokalną Kazika. Sam kawałek świetnie buja i mimo skojarzenia z muzyką disco za którą niezbyt przepadam, to ten kawałek bardzo lubię, m.in. za sprawą świetnych partii instrumentów dętych, z których słynie grupa. Kolejne dwa kawałki to obecne na singlach "Piloci" , z kolejnymi ciekawymi deciakami które świetnie uzupełniają się z gitarą basową, oraz "Do Ani", czyli kolejna piosenka poświęcona przyszłej żonie wokalisty, bardzo fajna, chociaż przez większość utworu nie dzieje się tu wiele. Genialnie wg mnie wypada jednak zaostrzenie na koniec utworu.

Mimo, że te trzy utwory cieszą się dużym powodzeniem wśród fanów, to kolejna na liście "Polska" jest jednym z największych szlagierów zespołu. I nic dziwnego. Kompozycja charakteryzuje się wyrazistym basen, nośną melodią, szczególnie w refrenie oraz zaangażowanym tekstem lidera, który w niektórych momentach, niestety wciąż jest aktualny.

Ostatnie z dodanych utworów nie są tak znane, ale także zasługują na uwagę że względu na swój klimat. Szczególnie klimatyczny jest "Taniec wielki" z ciekawymi dźwiękami gitary w tle. Ale i "Babilon" zachwyca świetną partią basu i kolejnymi smaczkami gitary w tle, w które trzeba się nieco bardziej wsłuchać aby wychwycić pośród sekcji rytmicznej.

We "właściwej" części albumu, szczególnie zachwyca jego początek, a konkretnie pierwsze trzy utwory. "Wódka" i "Hej czy nie wiecie" to obok "Polski" najsłynniejsze fragmenty albumu. Pierwszy z nich to kolejne przebojowe nagranie o chwytliwej melodii, bujających partiach instrumentów dętych i porywającej do śpiewania lini wokalnej. Natomiast drugi z utworów swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim zaangażowanemu tekstowi, ale i sama muzyka świetnie się broni dzięki partii klawiszy i nieco emocjonalnie zaśpiewanemu refrenowi. Wcale tym dwóm kawałkom nie ustępuje klimatyczny ale też przebojowy "Post"- kolejna perełka zespołu która nie zasługuje na tak małą popularność jaką się "cieszy".

W dalszej części albumu niestety nie jest już tak genialnie. Ciężko też szukać w niej kolejnych koncertowych szlagierów w rodzaju "Polski", "wódki" czy przynajmniej "Do Ani". W większości nie jest to jednak taki zły materiał, ale bliżej mu do poziomu tych niezłych fragmentów z poprzedniej płyty niż pierwszych dziewięciu na tym krążku. Całkiem nieźle prezentują się "Umarł mój wróg" i "Rozmyślania wychowanka" czy już spokojniejsze "Spokojnie". Nie najgorzej wypada również także spokojniejszy "Kult", chociaż nie jest to wybitne nagranie. 

Nie przekonują mnie natomiast pozostałe kawałki, brzmiące momentami wręcz jakby zespół sobie zażartował ze słuchaczy. O ile często taki pojedynczy wygłup na płycie nadaje albumowi różnorodności i luzu, tak tutaj tego nie kupuję. Jest tego za dużo, bo to aż cztery utwory, a i poziomem nie powalają. 

Nowsza wersja drugiego albumu Kultu to kawał naprawdę świetnego post punkowego grania. Na żadnym innym albumie tego legendarnego zespołu nie znajdziemy aż tylu uwielbianych przez fanów kawałków. Ani na świetnym debiucie, ani na niemal doskonałym "spokojnie" ani na także cenionych przez fanów "Muj wydafca", "Tata Kazika" czy "Ostateczny krach systemu korporacji". Byłbym bardzo skłonny dać temu krążkowi nawet "dziewiątkę" i to z plusem, ale cztery ewidentne wpadki i cztery kolejne mimo wszystko odstające poziomem od reszty, każą mi nieco obniżyć notę. Nie mniej jest to drugi z moich ulubionych krążków zespołu i obowiązkowa pozycja na półce fanów polskiego rocka czy post punku- niekoniecznie tylko naszego "krajowego".

8/10

Lista utworów:

  1. Piosenka młodych wioślarzy
  2. Piloci
  3. Do Ani
  4. Polska
  5. Babilon
  6. Taniec wielki
  7. Wódka
  8. Hej czy nie wiecie
  9. Post
  10. Kult
  11. Totalna stabilizacja
  12. Narodzeni na nowo
  13. Umarł mój wróg 
  14. Elektryczne nożyce
  15. Spokojnie
  16. Rozmyślania wychowanka
  17. Gdziekolwiek idę, z tobą chcę iść
  18. Wódka (inna wersja)

piątek, 8 kwietnia 2022

Kult- "Kult"

 

Okładka albumu "Kult" zespołu Kult

Zespół Kult to jeden z najbardziej znanych polskich zespołów rockowych i zdecydowanie jeden z tych, którzy na tę popularność zasługują. Długie, ponad dwugodzinne występy na scenie, oryginalne, (zazwyczaj) ciekawe i często kontrowersyjne teksty utworów pisane przez lidera, Kazika Staszewskiego; ale przede wszystkim ambicje i pomysł na siebie, sprawiają, że ciężko przejść obok tego kolektywu obojętnie. Nazwany tak samo jak zespół debiut warszawskiego bandu to dopiero zapowiedź tego na co tych panów stać, ale już tutaj słychać w jakim kierunku ich muzyka będzie zmierzać. Mimo, że stylistyka post-punkowa mogła się wydawać nieco podstarzała pod koniec lat 80., to zespół nadał jej nowe życie wprowadzając do swoich kompozycji elementy jazzu, funku czy w niektórych przypadkach nawet wpływy orientalne.

Album rozpoczyna się jednym z koncertowych klasyków zespołu. "Wspaniała nowina" oparta jest przede wszystkim na chwytliwych partiach dęciaków, a sam utwór nieźle "buja" za sprawą funkowej sekcji rytmicznej. Nieźle wypada także wokal Kazika pozbawionego w prawdzie wybitnej techniki, ale posiadającego charakterystyczną i całkiem ciekawą barwę głosu. Cały album zresztą pod względem linii wokalnych jest dosyć zróżnicowany.

Następujący po bardzo udanym, energicznym otwarciu "Zabierz mu wszystko", to z kolei przyjemny ale raczej nie zapadający szczególnie w pamięci wypełniacz. Nie jest to też utwór chętnie wykonywany na koncertach.

Zaraz po nim słyszymy prawdziwy klasyk, najbardziej znaną z debiutu "Krew Boga", charakteryzującą się typowo post-punkową partią gitary oraz podwójną linią wokalną. Ciężko wyobrazić też sobie jakikolwiek występ tego kultowego zespołu bez tego kawałka.

Nagraniem w zupełnie innym stylu, ale jakościowo niewiele, albo i wcale, poprzedniemu na liście utworowi, nie ustępują "Mędracy", powolny, posiadający świetny klimat utwór, to zdecydowanie jeden z mocniejszych fragmentów krążka, nie cieszący się niestety takim uwielbieniem publiczności jak nagranie nr 1 i 3 na płycie.

Raczej niedocenianym, a moim zdaniem jeszcze lepszym utworem od poprzednika jest "Religia wielkiego Babilonu". Także utwór powolny, znowu posiadający wciągający klimat, lecz tym razem osiągnięty innymi środkami: zdradzającymi zainteresowanie członków zespołu muzyką ze wschodu, dęciakami oraz partiami na klawiszach oraz interesującą linią wokalną lidera. Ośmielę się nawet powiedzieć, że to jedna z najciekawszych partii wokalnych Staszewskiego w całej jego karierze.

Po trzech perełkach poziom niestety spada, za sprawą nieciekawego "Posłuchaj to do Ciebie" i kojarzącego się z kawiarnianym jazzem, lekko nudnawym "1932-Berlin", choć ten drugi nie jest też takim złym utworem dla ludzi lubującymi się w takiej, może klimatycznej, ale raczej mało zróżnicowanej muzyce.

Potem zespół serwuje nam przejażdżkę na rollercosterze, bo poziom na przemian wnosi się do góry i mocno opada. I tak po ciekawym i energicznym "Konsumencie" następuje słabe "Odnawianie restauracji", żeby za chwile zachwycić nas świetną, typowo post-punkową "Udaną transakcją". Niezły jest też finał albumu, jeden z dwóch utworów zespołu napisanych dla przyszłej żony wokalisty, "O Ani", posiadający ciekawie wyeksponowany bas oraz kolejne wciągające partie dęciaków.

Debiut legendarnego polskiego zespołu nie jest pozbawiony wad, ale słychać, że już tutaj styl zespołu mocno okrzepł, że nie jest to szukanie pomysłu na siebie i próbujący łapać się każdego możliwego rodzaju muzyki skład. Jest to dzieło spójne, mimo, że utwory są od siebie bardzo mocno zróżnicowane oraz, co wyjątkowo rzadkie na polskiej scenie muzycznej, oryginalne nawet w porównaniu z zachodem. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby zamiast skrytykowanych przeze mnie utworów, na płycie znalazły się utwory, które nie przeszły w tamtym czasie cenzury, jak "Polska", albo pominięte z jakiegoś powodu "Do Ani", czyli drugi, bardziej znany utwór dotyczący ukochanej lidera. Nie były to zresztą jedyne pominięte utwory. Na debiucie nie usłyszymy także "Babilonu", "Taniec wielki", "Pilotów" czy "Piosenki młodych wioślarzy". Każdy z tych utworów pojawi się na późniejszej edycji kolejnego albumu grupy.

7/10

Lista utworów:

  1. Wspaniała nowina
  2. Zabierz mu wszystko
  3. Krew Boga
  4. Mędracy
  5. Religia wielkiego Babilonu
  6. Posłuchaj to do Ciebie
  7. 1932-Berlin
  8. Konsument
  9. Odnawianie restauracji
  10. Udana transakcja
  11. O Ani