Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gojira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gojira. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2022

Recenzja: Gojira - "From Mars to Sirius"

Okładka albumu "From Mars to Sirius" zespołu Gojira

Trzeci album Francuskiego zespołu był sporym przełomem w twórczości Gojiry. Krążek ten na pewno przyniósł grupie większą rozpoznawalność, jednak przełom ten widoczny jest też w muzyce. Członkowie Gojiry już od pierwszego albumu zdradzali ambicje by nie nagrywać zwykłej, ciężkiej, metalowej nawalanki, lecz tworzyć w miarę możliwości coś bardziej ambitnego. O ile na dwóch pierwszych krążkach jeszcze nie zawsze to wychodziło, tak na trzeciej płycie Francuzów słychać już znaczny progres, a sam album można określić mianem koncepcyjnego.

Koncept ten słyszalny jest przede wszystkim w warstwie tekstowej, jednak i muzycznie jest bardzo spójnie, a jedynym zdecydowanie nie pasującym tu utworem  jest "World to Come" bardziej nawiązujący do retro rocka za sprawą gitarowego riffu. Brzmi to w miarę ciekawie ale w pewnym momencie utwór się nudzi. 

Reszta kompozycji to już typowe ciężkie, ale niepozbawione świetnych, interesujących riffów, udanych melodii i zmian motywów utworów w rodzaju "Ocean Planet", "Blackbone", "Where Dragons Dwell", "The Heaviest Matter of the Universe" czy "In the Wilderness" albo "To Sirius". Niestety nie wszystkie z tych utworów trzymają równie wysoki poziom co rewelacyjny "Flying Wales" łączący agresję ze świetną techniką muzyków i zapamiętywalną melodią. I tu jednak nie jest idealnie, bo klimatyczny wstęp z odgłosami waleni jest stanowczo za długi.

Na szczęście żeby nie było zbyt jednorodnie, członkowie zespołu zadbali o to aby kilka nagrań wyróżniało się czymś na tle agresywnych kompozycji. "Unicorn" to chociażby wyciszający, dwuminutowy utwór instrumentalny, "From Mars" wyróżnia się czystym śpiewem Joe Duplantier, a w "The Warning" główny riff bardziej przypomina heavy niż death metal.

"From Mars to Sirius" to dowód na to, że Gojira starała się rozwijać. Oczywiście wciąż nie jest to dzieło idealne, a słuchaczom nieprzyzwyczajonym do ciężkiego grania może przeszkadzać agresja z jaką zagrane są te utwory. Jednak nie bez przyczyny zespół ten nazywany jest jednym z najważniejszych we współczesnym metalu, a także jednym z  najbardziej nowatorskich.

7/10

Lista utworów:

  1. Ocean Planet
  2. Blackbone
  3. From the Sky
  4. Unicorn
  5. Where Dragons Dwell
  6. The Heaviest Matter of the Universe
  7. Flying Wales
  8. In the Wilderness
  9. World to Come
  10. From Mars
  11. To Sirius
  12. Global Warning 

wtorek, 25 października 2022

Recenzja: Gojira - "The Link"

Okładka albumu "The Link" zespołu Gojira

Francuska Gojira już na swoim pierwszym albumie udowodniła, że nie zamierza ograniczać się tylko do bezmyślnego napieprzania. Na swoim drugim krążku o nazwie "The Links" Francuzi już powoli zaczynają odchodzić od typowego death metalowego grania. Wciąż jest to muzyka ciężka i agresywna, lecz nie aż tak jak miało to miejsce na "Terra Incognita".

Natychmiast słuchać też postęp jacy muzycy poczynili między płytami. O ile na debiucie próby stworzenia czegoś bardziej progresywnego jeszcze (poza paroma wyjątkami) nie do końca się udawały, tak tutaj pod tym względem jest znacznie lepiej.  Tytułowy "The Links" posiada ciekawy lekko plemienny perkusyjny wstęp. Później wchodzą całkiem niezłe gitarowe riffy. Już tutaj ciężar łączy się z melodią (może nie najlepszą, ale niezłą) jeszcze bardziej chwytliwą niż miało do miejsce w utworach na debiutanckim albumie. Odrobinę mniej ciekawie prezentuje się kolejny "Death of Me" także łączący niezłą melodie z ciężarem. Potem słyszymy już coś odmiennego, bo, będący wstępem do agresywnego i jednego z lepszych "Remembrance", "Connected" to instrumentalna miniatura na perkusjonaliach. 

Następnie muzycy postawili na wyciszenie w postaci instrumentalnego, klimatycznego "Torii". Po tej chwili na złapanie oddechu następuje jednak kolejny świetny numer, czyli "Indians" z genialnym początkiem, a później w tej kompozycji wcale nie jest gorzej. Poziom jednak spada już po tym utworze, bo mimo niezłego poziomu, "Embrace the World" i "Invard movement" to raczej wypełniacze. "Over the flows" sam w sobie też w sumie jest średni, ale mocno wyróżnia się na tle innych utworów nie tak ciężkim brzmieniem, a także zupełnie odmiennym sposobem śpiewu Joe Duplantiera. Za to najbardziej agresywny na albumie "Wisdom Comes" niewiele ma do zaoferowania poza wściekłością i ciężkimi riffami. Znacznie lepiej prezentuje się najdłuższy utwór na płycie, czyli instrumentalny "Dawn". Tu Francuzi poradzili sobie znacznie lepiej niż z "In the Forest" z poprzednika i dzieje się tu znacznie więcej, a same motywy zdają się bardziej do siebie pasować.

Przez dwa lata między wydaniem dwóch pierwszych albumów, muzycy Gojiry poczynili postęp jeśli chodzi o budowanie swojego stylu. Coraz bardziej charakterystyczny stał się wokal jednego z braci Duplantier, a także styl gry dwójki gitarzystów. Same kompozycje też powoli stają się bardziej wyraziste i choć jeszcze nie zawsze prezentują wysoki poziom, to słychać poprawę w porównaniu do debiutu.

7/10

Lista utworów:

  1. The Link
  2. Death of Me
  3. Connected
  4. Remembrance
  5. Torii
  6. Indians
  7. Embrace the World
  8. Invard movement
  9. Over the flows
  10. Wisdom Comes
  11. Dawn

poniedziałek, 26 września 2022

Recenzja: Gojira - "Terra Incognita"

Okładka albumu "Terra Incognita" zespołu Gojira

Francuski zespół Gojira to grupa, której nie trzeba przedstawiać fanom cięższych brzmień. Obecnie band ten jest jednym z najbardziej rozchwytywanych zespołów metalowych wśród organizatorów festiwali rockowych i metalowych na całym świecie. Nawet w Polsce grupa ta cieszy się sporym uznaniem wśród metalowych słuchaczy, szczególnie bo ich genialnym występie na festiwalu Polandrock (który można obejrzeć w całości na kanale zespołu tutaj) w 2018 roku. Mało zresztą brakowało, żeby Gojira zdobyła wtedy nagrodę złotego bączka, czyli nagrody za najlepszy występ danej edycji. Nic dziwnego, że Francuzi zrobili takie wrażenie na publiczności. Grupa zaprezentowała tam mieszankę ciężkiego grania, dobrych, momentami nawet chwytliwych melodii i świetnych technicznych umiejętności każdego z muzyków. I każdy z tych trzech aspektów słychać (jedne już bardzo dobrze, drugie nieco mniej) już na debiucie.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że tych wspomnianych melodii tu jeszcze nie tak wiele. Pod tym względem - a także pod względem jeszcze ciekawszych kompozycji - Gojira rozwinie się później, a sam album jest mocno nierówny, momentami monotonny i męczący. Już tu jednak słychać ambicje młodych muzyków i ich nieprzeciętne zdolności, a także zalążek późniejszego stylu zespołu, który w pewnym momencie odszedł od grania death metalu który występuje na "Terra Incognita".

Nie wiem czy jest sens przekonywać krytycznie nastawionych do ekstremalnych gatunków metalu słuchaczy, że debiut Gojiry to nie jest zwykle napieprzanie. Mogę jednak napisać parę mniej lub bardziej obiektywnych zdań świadczących na korzyść francuskiej grupy. Już w "Clone", który album otwiera słychać że instrumentaliści znają się na swoim fachu. Gitarzyści prezentują mocne, ale nie mało lotne riffy, a perkusista Mario Duplantier pokazuje że nawet grając z ogromną prędkością można grać w sposób zróżnicowany prezentując fajne przejścia. Można przyczepić się ewentualnie do wokalu. Jeśli ktoś nie przepada za growlem, to utwór ten raczej będzie ciężki do wysłuchania. Chyba najmocniejszym momentem na albumie jest jednak "Space Time". Utwór ten zaczyna się gitarową zagrywką, która w przyszłości stanie się jakby znakiem rozpoznawczym zespołu, a sama kompozycja jest chyba najbardziej rozbudowana na całym krążku. Poza tym to właśnie tutaj najlepiej pod względem wokalu prezentuje się drugi z braci Duplantier - Joe, który oddaje w tym utworze wiele bólu.

Te dwa utwory to moi faworyci z "Terra Incognita", jednak podoba mi się też mroczny "Love" i "Satan is a Lawyer" urozmaicony przez mało metalowe zwrotki. Jednak to fragmenty agresywne są tu moim zdaniem najlepsze. Reszta utworów może się już zlewać ze sobą. Fakt nie są identyczne, ale są znacznie mniej urozmaicone. "Lizard Skin", "Deliverance", "On the B.O.T.A. i "Rise" mają swoje momenty. Nie przepadam natomiast za "Blow me Away You" i "Fire is Everything". W większości instrumentalny najdłuższy "In the Forest" za to powinien być o wiele, wiele krótszy i w zasadzie powinien składać się jedynie z drugiej, spokojnej części. I ta jednak nie powinna trwać tyle co trwa. Młodzi muzycy chcieli jednak nagrać coś mniej oczywistego dla tego stylu i za to plus. Gorzej, że z mizernym skutkiem. O ambicjach mogą też świadczyć trzy krótkie utwory, mogące być w sumie nazywane miniaturami. Całkiem dobrze wypada "04" w którym słuchać interesujące partie basu i gitary wyłaniające się nienachalnie w czasie prawdopodobnie nagrywania się na sekretarkę pełniącego rolę wstępu. "5988 Trillions de Tonnes" też jest ciekawym urozmaiceniem. "1990 quadrillions de Tonnes" jest już jednak całkowicie zbędny.

Debiut Gojiry z pewnością nie jest pozbawiony wad. Tych zawiera całkiem sporo; od nie do końca udanych pomysłów, po zbyt długi czas niektórych kompozycji i w efekcie całego albumu, przez co ten w pewnym momencie już męczy. Warto jednak zaznajomić się przynajmniej z dwoma utworami, które uznałem za najlepsze. Nie polecam jednak rzucać się na głęboką wodę słuchaczom, którzy z metalem nie są zaznajomieni w ogóle lub najostrzejszym zespołem jaki są w stanie znieść jest Iron Maiden albo "czarna" Metallica. Przed wzięciem się za ten album lepiej wcześniej zaznajomić się z twórczością choćby zespołów thrash metalowych: najpierw wspomnianej "Mety" i może Anthraxu, które są wg mnie najbardziej przystępne, a potem spróbować z cięższymi zespołami jak Slayer, Exodus, Pantera czy Sodom. Jeśli uda się przejść tą barierę, można spróbować z "Terra Incognita". Innym wyjściem jest wcześniejsze sięgnięcie po późniejsze albumy, jak dwa najnowsze - "Magma" lub "Fortitude".

6/10

Lista utworów:

  1. Clone
  2. Lizard Skin
  3. Satan is a Lawyer
  4. 04
  5. Blow me Away You
  6. 5988 Trillions de Tonnes
  7. Deliverance
  8. Space Time
  9. On the B.O.T.A.
  10. Rise
  11. Fire is Everything
  12. Love
  13. 1990 quadrillions de Tonnes
  14. On the Forest